Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Autor
M.Z.

Kontrrewolucja październikowa

numer 44/16

Czego w Budapeszcie nie powiedział Duda.

Oficjalna poprawność historyczna fałszuje nie tylko polskie dzieje najnowsze, ale również węgierskie. Rządowa telewizja w audycjach poświęconych rocznicy wybuchu powstania w Budapeszcie (23października 1956 r.) utrzymuje, że zapoczątkowała je manifestacja solidarności z poznańską rebelią robotniczą w czerwcu 1956 r. Również prezydent Duda, przemawiając na uroczystościach w Budapeszcie, eksponował współzależność powstania w Budapeszcie i poznańskiego Czerwca. Jest to w najlepszym wypadku tylko półprawda. Milczeniem pomija się wpływ, jaki na wydarzenia węgierskie miały zupełnie nieodległe w czasie, a bulwersujące cały świat wieści z Warszawy o VIII Plenum KC PZPR i towarzyszącym mu konflikcie polsko-radzieckim. Obraz samych wydarzeń węgierskich jest w tej narracji też spłycony, odległy od ustaleń naukowych. Warto zatem przytoczyć kilka konkluzji z fundamentalnej pracy Charlesa Gatiego „Straconezłudzenia. Moskwa, Waszyngton i Budapeszt wobec powstania węgierskiego 1956 roku”. Autor, w młodości uczestnik powstania węgierskiego, później emigrant i wybitny naukowiec w Stanach Zjednoczonych, profesor uniwersytetów Columbia i Johns Hopkins. Praca, o której mowa, choć wydana również w Polsce, nie została tu doceniona, na Zachodzie cieszy się znakomitą opinią. Według Marka Kramera z Uniwersytetu Harvarda jest „najlepszana ten temat, jaka pojawiła się czy to po angielsku, czy po węgiersku, rosyjsku, niemiecku albo francu sku”. Podobnie brzmi opinia Zbigniewa Brzezińskiego.

Ulica i Kreml

Gati tak charakteryzuje początek wydarzeń: „23października wieczorem tysiące młodych Węgrów, demonstrując solidarność z walczącymi Polakami, przemaszerowały przez Budapeszt pod pomnik Józefa Be ma”. Nie tylko zatem o Poznań szło. Demonstracje stopniowo i spontanicznie przerastały w rodzaj powstania. Warto zauważyć, że Gati w tytule swej pracy użył angielskiego słowa „Revolt” – czyli bunt, a nie „Uprising”– powstanie. Termin „powstanie”pojawił się dopiero w polskim przekładzie. Formowały się różne powstańcze grupy, uzbrajały się z broń lekką zmagazynów wojskowych. Nie miały wspólnego dowództwa i planu, natomiast bardzo różne oblicze polityczne, od lewicowego do radykalnie prawicowego. Gati wyodrębnia 3 fazy ruchu. Pierwsza – 23–27października, gdy między rządem i „ulicą”trwa wyłącznie konfrontacja, a na prośbę dotychczasowego I sekretarza KC Ernö Gerö wojska radzieckie włączają się do zwalczania powstania. Faza druga – 28–30października, kiedy zmienione zostaje kierownictwo węgierskiej partii komunistycznej, na czele rządu staje Imre Nagy, a do Budapesztu przybywają czołowi przedstawiciele Moskwy Michaił Susłow i Anastas Mikojan. Rząd Nagya zaczyna realizować postulaty powstańczej „ulicy”,a Kreml skłania się do ustępstw. Wojska radzieckie wycofują się z Budapesztu. I wreszcie faza trzecia – 31 października–4 listopada. Polityka rządu Nagya w coraz większym stopniu realizuje postulaty powstańcze, Kreml zaś, drastycznie zmieniwszy stanowisko, przygotowuje interwencję. Wojska radzieckie (około50 tysięcy) wchodzą na Węgry i otaczają stolicę. 4 listopada wkraczają do Budapesztu.

Kurs pojednawczy i interwencyjny

Gati szczególną wagę przywiązuje do fazy drugiej. Wtedy Chruszczow, biorąc pod uwagę efekty porozumienia osiągniętego z Gomułką w Polsce oraz propozycje, jakie zgłosili Susłow, i zwłaszcza Mikojan, przeforsował w radzieckim politbiurze mimo oporu neostalinistów zgodę na znaczne ustępstwa wobec Węgier, dalej idące niż te, jakie kilka dni wcześniej zmuszony był przyznać Polsce. Burzliwa dyskusja w tej kwestii na politbiurze znana jest z notatek Władimira N. Malina opublikowanych w 1996 r. w Rosji. W opinii Charlesa Gatiego „Węgrom,zdaniem Chruszczowa, a zwłaszcza Mikojana, potrzebna była jeszcze dłuższa smycz. Gdyby do gomułkowskiej Polski dodać stopniowe wycofywanie sowieckich wojsk i bardziej reprezentatywny system wielopartyjny, byłyby to Węgry pod sowiecką kuratelą, ale już nie dominacją, Kreml zamieniłby w końcu swoją strefę dominacji w strefę wpływów, a wycofaniu sowieckich wojsk do niedalekich baz na terenie Związku Sowieckiego mogłoby towarzyszyć usunięcie oddziałów amerykańskich z kontynentu europejskiego. Byłby to zatem dla ZSRS korzystny zwrot”. Niestety ten pojednawczy program miał bardzo krótkie życie. Już następnego dnia Chruszczow się z niego wycofał i powrócił do interwencyjnego kursu. Według Gatiego zaważyły na tym 2 wydarzenia, do których 30 października doszło w Budapeszcie. Po południu tego dnia rząd Nagya pod presją powstańczej ulicy zadeklarował powrót do pełnego pluralizmu i tradycyjnej wielopartyjności. „Znaczniewiększe znaczenie i groźniejsze dla powstania skutki miał zbiorowy lincz dokonany na funkcjonariuszach tajnej policji i innych osobach, do którego doszło rankiem tego dnia przed siedzibą budapeszteńskiego komitetu partii komunistycznej na placu Köztársasag (Republiki). Zaczęło się od krążących po mieście od rana pogłosek, że pod chodnikiem u wejścia do budynku kryją się jakieś lochy. Rychło przed gmachem partii zgromadził się spory tłum. Znaleźli się też ludzie, którzy twierdzili, że słyszeli dochodzące spod ziemi głosy wzywających pomocy więźniów. Uzbrojeni powstańcy próbowali wejść do budynku, aby szukać ukrytego więzienia, zostali jednak aresztowani. W rezultacie wywiązała się bitwa. Uzbrojeni funkcjonariusze urzędu bezpieczeństwa skierowani do ochrony budynku otworzyli ogień do zgromadzonego na placu tłumu. Nadjechały przysłane przez wojsko czołgi, walka stawała się coraz bardziej zacięta, aż wreszcie wyprowadzono z budynku i zlinczowano funkcjonariuszy bezpieki. Wśród zabitych był Imre Mezó, szef stołecznego komitetu partyjnego i stronnik Nagya. Okazało się, że pod budynkiem nie ma żadnych lochów, nie znaleziono też więźniów politycznych”. Wydarzenia te zaszokowały Kreml i najwyraźniej przekonały Chruszczowa, że Nagy i jego komuniści są zbyt słabi, by utrzymać porządek.

Pekin zostawia Gomułkę

Taki przebieg wydarzeń znajduje potwierdzenie również w polskich przekazach źródłowych. 30 października wrócił do Warszawy z Budapesztu po 2-dniowychrozmowach specjalny wysłannik Gomułki Artur Starewicz. Przywiózł optymistyczne i uspokajające prognozy. Po dwóch dniach nadzieje zostały rozwiane – na zaaranżowanym pospiesznie spotkaniu z Chruszczowem na lotnisku we Lwowie Gomułka i Cyrankiewicz zostali poinformowani o zamiarze interwencji. Prosto ze Lwowa Chruszczow poleciał na wyspę Brioni, aby powiadomić o tym również Josipa Titę. Gomułka początkowo zamierzał oględnie, ale czytelnie zdystansować się od tej interwencji; 2 listopada polecił przygotować w tym duchu projekt odezwy do narodu. Po kilku godzinach zmienił zdanie, został bowiem poinformowany przez ambasadora Chin, że Pekin udzielił Moskwie poparcia. W obawie przed osamotnieniem Gomułka postanowił skupić się na obronie tego, co zostało osiągnięte przez Polskę, i nie ryzykować. Przewodnia myśl jego oświadczenia w sprawie kryzysu węgierskiego na naradzie sekretarzy powiatowych partii 4 listopada brzmiała: „MusimyPolsce oszczędzić losu Węgier”.

Amerykanie od sloganów

Charles Gati krytycznie odnosi się do polityki Stanów Zjednoczonych wobec kryzysu węgierskiego.

Administracja Eisenhowera, zaambarasowana rozwijającym się właśnie konfliktem anglo-francusko-egipskim o Kanał Sueski, w kwestii węgierskiej ograniczyła się do sloganów maskujących bezsilność. Nie zdobyła się na jasne powiadomienie społeczeństwa Węgier, na co i w jakich warunkach może liczyć ze strony państw zachodnich.

Nie stanęła na wysokości zadania również węgierska redakcja Radia Wolna Europa, opanowana przez radykałów antykomunizmu i zwolenników restauracji rządów Horthyego. Nie wspierała Nagya, lecz zachęcała do radykalizmu i siała iluzje.

Gomułka–Wyszyński–Nowak

Analizę porównawczą kryzysu polskiego i węgierskiego 1956 r. Gati konkluduje tak: „Węgry jednak nie chciały być drugą Polską i dlatego Chruszczow zmienił zdanie. Nie chciały dłuższej smyczy. Nie chciały w ogóle żadnej smyczy. W Polsce dzięki realizmowi politycznemu oraz zbieżności stanowisk i poczynań komunisty Gomułki, kardynała Stefana Wyszyńskiego i Jana Nowaka z Radia Wolna Europa, zachowujących spokój i opanowanie – społeczeństwo, mimo silnej tradycji idealizmu, zaakceptowało zaproponowane mu półśrodki. NaWęgrzech Imre Nagy nie był Gomułką, kardynał Mindszenty nie był Wyszyńskim, a Redakcją Węgierską RWE nie kierował Nowak. 30 października komuniści węgierscy nie rządzili swoim państwem. Co gorsza, więcej już takiej próby nie podjęli”. Po klęsce powstania nastały dla Węgier ciężkie czasy. Ponad 2 tysiące poległych, tysiące więźniów politycznych, 200 tysięcy emigrantów. Ponad 10 lat surowego, w istocie neostalinowskiego reżimu, dopiero pod koniec lat 60. ulga „gulaszowego komunizmu”.

Dziś byśmy zginęli

Gati boleje nad tą klęską, docieka jej przyczyn i analizuje niewykorzystane szanse. Pozytywny wzorzec dostrzega wmodelu polskiego Października, w liczeniu się z realiami i kierowaniu się zasadą osiągania maksimum tego, co w danych warunkach było możliwe do polepszenia sytuacji narodu i statusu państwa.

Obecna polska poprawność historyczna preferuje zasadę „wszystkolub nic” i „triumfalbo zgon”, wielbi straceńcze zrywy, martyrologię i klęski. Wielbi poznański Czerwiec, gardzi Październikiem i Okrągłym Stołem. Jeśli zgodnie ze wskazówką dawnego klasyka każda historiozofia matkuje odpowiedniej polityce, to po tej dzisiejszej, oficjalnej, spodziewać się można polityki głównie irracjonalnej,

czasami również komicznej.

Wykorzystano m.in. – Charles Gati „Straconezłudzenia. Moskwa, Waszyngton i Budapeszt wobec powstania węgierskiego 1956 roku”, Warszawa 2006; – Andrzej Werblan „Stalinizmw Polsce”, wyd. II, Warszawa 2010.

Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 33704

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.