Motto tygodnia: Czy to dublerka jest Dudowa? Nie, to prezes Gersdorfowa.

Kochanka świętego Mikołaja

numer 52/16

Smutny film o wesołej baletnicy.

Rosyjski reżyser Aleksiej Uczitiel kończy pracę nad filmem „Matylda”opowiadającym o romansie wielkiego księcia Mikołaja Aleksandrowicza, późniejszego cara Mikołaja II, z primabaleriną Teatru Maryjskiego w Sankt Petersburgu Polką Matyldą Krzesińską. Premiera przewidziana jest na luty, ale nie wiadomo, czy się odbędzie, bo środowiska cerkiewne robią wszystko, aby do niej nie dopuścić. Żeby zrozumieć to, czym Uczitiel tak bardzo naraził się świętobliwym Rosjanom, trzeba choć w skrócie poznać historię tej niesamowitej kobiety i jej

gorącego romansu

z władcą. Tancerka kolekcjonowała klejnoty Fabergé i mężczyzn z carskiej rodziny Romanowów. Przeżyła dwie wojny światowe i dwie rewolucje, Lenina, Stalina, a nawet – o kilkanaście dni – Chruszczowa. Zmarła w wieku stu lat w Paryżu jako jaśnie oświecona księżna Krasińska. Nie brak opinii, że do romansu z Krzesińską namawiał syna car Aleksander III, który chciał, żeby nieśmiały młodzieniec przed ślubem z niemiecką księżniczką – z Niemiec wywodziły się żony wszystkich Romanowów – nabrał odwagi w obcowaniu z kobietami. Wszystko wymknęło się jednak spod kontroli; następca tronu oszalał na punkcie tancerki. Wielki książę nie tylko nabrał śmiałości w obcowaniu, przynosił też swojej faworycie upominki, wśród nich najdroższą biżuterię. Od tego czasu już nie szkiełka imitujące drogocenne kamienie ozdabiały kostiumy sceniczne Matyldy, ale

prawdziwe brylanty

oprawione w złoto. Tej zasady trzymała się do końca scenicznej kariery. Po wstąpieniu na tron i ślubie z księżniczką Alicją Heską, która przyjęła rosyjskie imię Aleksandry Fiodorowny, car Mikołaj II nie spędzał już tyle czasu z faworytą, stał się człowiekiem rodzinnym, tancerka zawsze jednak mogła liczyć na jego opiekę, a także na cenne prezenty. Nie tylko od niego. Żaden z wielbicieli Matyldy Krzesińskiej nie był tak hojny jak wielki książę Siergiej Aleksandrowicz. To on kupił jej wspaniałą willę w centrum Petersburga, niedaleko Twierdzy Pietropawłowskiej. W bogato wyposażonym salonie zasiadali często car i sześciu wielkich książąt, z których przynajmniej trzech było jej kochankami. Bogactwo Krzesińskiej kłuło w oczy. Skąd fortuna u tancerki baletu, której roczna pensja w Teatrze Maryjskim wynosiła 5 tys. rubli (tyle samo płaciła swojemu szoferowi)? Opinie historyków są jednoznaczne. Źródłem jej dochodów był budżet wojenny Rosji. Mówiło się, że

pod dachem willi Krzesińskiej Rosja przegrała wojnę z Japonią. Olbrzymie kwoty szły nie tylko na zachcianki Matyldy i klejnoty. Wjej salonie dostawcy armii załatwiali interesy.

Nie wypadało dawać łapówek do ręki wysoko urodzonym osobom. Dlatego u Krzesińskiej zasiadano do karcianego stolika i odpowiedni ludzie wiedzieli, do kogo mają przegrać jaką kwotę, a pewien procent zostawał oczywiście u gospodyni. Tymczasem dalekowschodnia flota Rosji cierpiała na tragiczny niedostatek zaopatrzenia. Życiorys Krzesińskiej obfituje w

setki przygód,

dramatów i niespodziewanych zwrotów akcji. Jest tam romans ze znacznie starszym od niej wielkim księciem Władimirem Aleksandrowiczem i z jego synem Andriejem, za którego w 1920 r. (kiedynie musiał już się liczyć z opinią rodziny) wyszła za mąż i dzięki któremu zyskała tytuł księżnej Krasińskiej, bo według rodzinnej legendy Krzesińscy wywodzili się z jednej z linii Krasińskich. Jest w tym życiorysie dziecko, o którego ojcostwo badacze spierają się do dziś. Jest wreszcie pasjonująca zagadka. Co się stało z klejnotami primabaleriny? Krzesińska, uciekając przed rewolucją za granicę, zostawiła je w Petersburgu pod opieką zawsze wiernego jej wielkiego księcia Siergieja. Księcia rozstrzelali bolszewicy, a majątek zniknął. Zapewne jest gdzieś ukryty. Nigdy nie pojawiła się na rynku choćby jedna sztuka ze znakomicie udokumentowanej kolekcji precjozów. Do dziś polują na skarb najróżniejsi poszukiwacze i od czasu do czasu pojawia się informacja, że ktoś wpadł na właściwy trop. Zupełnie jak ze „złotympociągiem” na Dolnym Śląsku. Jeśli dotychczas nie powstał film o życiu Krzesińskiej, to chyba tylko dlatego, że jest to raczej materiał na serial telewizyjny, i to składający się z wielu odcinków. O Krzesińskiej ukazało się za to w Rosji sporo publikacji książkowych, także jej pamiętniki. Na pewno ani za władzy radzieckiej, ani zaraz po pierestrojce nie była osobą „trefną”. Zmieniło się to po 14 sierpnia 2000 r. kiedy ostatniego cara i jego rodzinę zaliczono do grona świętych, Mikołajowi II przyznano miano „świętegocarskiego cierpiętnika”, aWładimir Putin postanowił wykorzystać autorytet Cerkwi prawosławnej do wzmocnienia swojej władzy. Od tej chwili

atak na Cerkiew

stał się atakiem na państwo. Krzesińską trzeba było wykreślić z historii. Święty nie mógł mieć kochanki, bo nie byłby świętym. I choć podczas obrad Synodalnej Komisji ds. Kanonizacji wobec osoby cara wysuwano różne zastrzeżenia natury politycznej, np. bliskie kontakty z Rasputinem, w dokumentach nazwisko primabaleriny się nie pojawiło. Gdy ukazały się informacje o tym, że Aleksiej Uczitiel ekranizuje życie Matyldy Krzesińskiej (grają polska aktorka Michalina Olszańska), a także wyświetlono zwiastun filmu, zakotłowało się w mediach, zwłaszcza związanych z Cerkwią. Gazeta „PrawosławnyKriest” („Prawosławny Krzyż”) zapytała protojereja Grigorija Gorodiencewa, jak w ogóle jest możliwe, żeby w Rosji, gdzie i władze, i społeczeństwo znają kluczową rolę wiary i Cerkwi w życiu narodu, ktoś mógł pozwolić na kręcenie równie obrzydliwego filmu. – A kto robi dzisiaj filmy? – odpowiedział pytaniem na pytanie duchowny. I nie tylko odpowiedział na to pytanie, ale też wskazał pozytywne wzorce. – Kto robi dzisiaj filmy? Sami zatwardziali liberałowie. W efekcie kino rosyjskie jest wyjątkowo obrzydliwe, zwłaszcza jeśli porówna się je z radzieckim. Widzowie dawno to już zauważyli i nie dają się łapać na lep reklamowej propagandy. Coraz chętniej oglądają filmy wyprodukowane w ZSRR. „Matylda”to kolejny przykład skrajnej zgnilizny w rosyjskim kinie. Czynione są także kroki prawne. Prawosławna Misja Odrodzenia Wartości Duchowych Narodu Rosyjskiego zgłosiła do prokuratury wniosek o sprawdzenie, czy „Matylda”nie narusza prawa. Igor Smykow, szef tej organizacji, udzielił wywiadu bardzo popularnemu portalowi internetowemu Fontanka.ru. – Nie oglądaliście jeszcze filmu. Dlaczego protestujecie?, – Żeby wdepnąć w gówno – tłumaczy Igor Smykow – nie trzeba na nie nastąpić. Jesteśmy ludźmi obytymi, wiemy na przykład, że cara Mikołaja II gra niemiecki pornoaktor (Smykowma zapewne na myśl Larsa Eidingera, który wystąpił wcześniej w filmie prekursora postmodernizmu Petera Greenawaya). Nie mówiąc już o tym, że Uczitiel przeinaczył wiele faktów. – Ale to jest film, sztuka, a nie dokument… – Uczciwy reżyser powinien przystąpić do pracy z błogosławieństwem rosyjskiej Cerkwi prawosławnej. Przecież mówimy o świętym. Teraz żarty się skończyły. Za obrazę uczuć religijnych będziemy domagać się kary więzienia dla reżysera. Zrobimy, co się da, aby film nie wszedł na ekrany. Wnim wszystko od początku do końca jest kłamstwem. – Czytaliście scenariusz?, – Nie, ale zwiastun nam wystarczy. Gdyby reżyser Uczitiel był uczciwy, pokazałby scenariusz duchownym i przyjął błogosławieństwo. Zatrudniłby rzetelnych konsultantów zamiast zajmować się antykościelną propagandą i drwić z wierzących. Wykonawca odgrywający rolę człowieka dopuszczonego po śmierci do grona świętych też powinien pracować z błogosławieństwem Cerkwi. – To znaczy, że car Mikołaj II nie miał życia seksualnego?, – Jakby to powiedzieć… To nieważne. Komu są potrzebne takie fizjologiczneszczegóły? Kto się zagłębia w tę tematykę, ma chyba chorą głowę. Wkażdym razie car Mikołaj Aleksandrowicz stosunków cielesnych z Krzesińską nie miał. Oni byli tylko przyjaciółmi. – Tego akurat nikt nie udowodni. Uczitiel jest artystą, tak to widzi. – Fantazjować można na różne tematy. Nawet wmówić komuś kanibalizm. – Już raz wam odmówiono przyjęcia skargi w prokuraturze, prawda?, – Tak, petersburska prokuratura przysłała zdawkową odpowiedź, która w najmniejszym stopniu nas nie zadowala. Była tam nawet ekspertyza (wykonałją Uniwersytet Państwowy w Sankt Petersburgu), ale cóż to za eksperci, skoro nie uznali za słuszne zwrócić się o opinię do eparchii (odpowiednikrzymsko-katolickiej diecezji). Nas to nie zatrzyma. Już wnieśliśmy skargę do wyższej instancji. Bluźnierstwo nie może pozostać bezkarne. Prawo musi wkroczyć. Ale nie tylko prawo państwowe. Jest sąd ziemski, ale jest też sąd boży. I jeśli Uczitiel nie boi się sądu ziemskiego, niech wie, że sąd boży jest nieuchronny i sprawiedliwy. Świętokradcy zawsze źle kończyli i dlatego boję się o los tego „nauczyciela” (nazwiskoreżysera znaczy po rosyjsku nauczyciel). Niech wyzna grzechy przed Bogiem i wszystko naprawi. Na razie gniew Pana jeszcze go nie poraził. Ma czas, żeby się opamiętać. Nie warto drwić z Boga. Oburzeni powstającym filmem o romansie cara Mikołaja II i Matyldy Krzesińskiej znaleźli sojuszniczkę w osobie nie mniej seksownej od samej bohaterki filmu. Była prokurator Krymu, a obecnie deputowana do Dumy z ramienia Jednej Rosji Natalia Pokłońska spojrzeniem swoich ogromnych niebieskich oczu sprawia, że szybciej zaczynają bić męskie serca. Plotkowano, że sam Władimir Putin był przez jakiś czas pod urokiem

długonogiej blondynki

w prokuratorskim mundurze, a o jej popularności niech świadczy fakt, że stała się bohaterką komiksów. Teraz piękna, ale zarazem groźna Natalia na prośbę prawosławnych organizacji, takich jak Prawosławna Misja Odrodzenia Wartości Duchowych Narodu Rosyjskiego, skierowała interpelację do Prokuratora Generalnego Jurija Czajki. Obiecała przypilnować sprawy. Lekkoduchom powinny czym prędzej wylecieć z głowy wszelkie frywolne myśli, a Uczitiel wcześniej niż sądu bożego może się doczekać ziemskiego.

Żądanie zakazywania wyświetlania filmu czy odgrywania sztuki teatralnej, zanim ktokolwiek je zobaczy, nie powinno nas dziwić. Znamy to ze swojego podwórka.

Podobnie w Rosji jak w Polsce (wogóle oba kraje zaczyna łączyć coraz więcej) hasło nagonki na dzieło sztuki zawrzeć można w trzech słowach: Bóg, honor, ojczyzna. Ze szczególnym naciskiem na Boga. WOJCIECH MITTELSTAEDT

[email protected]

Foto autor| Ilustr. WŁODEK KIERUS, AVEVALUE| 22077

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.