Motto tygodnia: Czy to dublerka jest Dudowa? Nie, to prezes Gersdorfowa.

Autor
ANDRZEJ ROZENEK

Kalita wciąż czeka

numer 01/17

Ameryka się zieleni. Od konopi. Polska się czerwieni. Ze wstydu. Ra dujmy się!

Tuż przed świętami prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie dr. Marka Bachańskiego. Okazuje się, że leczył dzieci z padaczką lekooporną, podając im marihuanę, a nie je truł, jak chcieli przedstawiciele Centrum Zdrowia Dziecka.

Wsierpniu 2015 r. dr Bachański został zwolniony z pracy, a dyrekcja szpitala złożyła zawiadomienie do prokuratury. Dziś już wiadomo, że sprawa była dęta, a lekarz działał zgodnie z przepisami. Powodów do radości nie mają mali pacjenci i ich rodzice, których skazano przez te 1,5 roku na cierpienia oraz korzystanie z pokątnych, często nielegalnych i niepewnych źródeł przynoszącego ulgę wchorobie leku. Wsierp niu 2015 r. rozmawiałem o sprawie dr. Bachańskiego i jego małych pacjentach z premier Ewą Kopacz, lekarką, osobą o niewątpliwie szerokich horyzontach. Miałem wówczas wrażenie, że moje argumenty spotkały się z niedowierzaniem, a pani premier nie dopuszcza myśli, że Bachański może być niewinny. Znaczący wpływ na taką postawę musiał mieć ówczesny minister zdrowia Marian Zembala oraz dyrekcja CZD zaangażowana osobiście w poszukiwanie chemicznego leku na padaczkę lekooporną w ramach wartego miliony złotych grantu. Nazywali wtedy działalność Bachańskiego „nielegalnymeksperymentem”. Dziś milczą. Sko ro prokuratura uznała, że dr Bachański nie złamał prawa, to znaczy, że lincz na nim mógł mieć drugie dno.

Lekarz najwyraźniej przeszkadzał komuś w grubym interesie. Pisałem o tym w zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa skierowanym do prokuratury i CBA. Może śledczy powinni wrócić do tego wątku sprawy?

Skoro Bachański jest niewinny, to co z tymi, którzy bezczelnie go pomawiali?, Ra dujemy się w Polsce z powodu mądrości prokuratury, która po 1,5 roku dumania nie pozwoliła skazać lekarza za leczenie dzieci. Tymczasem świat nam odjeżdża w tempie godnym mistrza kierownicy Kajetana Kajetanowicza. TVN 24 wyemitowała w zeszłym tygodniu znakomity dokument w cyklu „Ewa Ewart poleca”. Znany dotychczas z Gór Skalistych i „gorączkizłota” amerykański stan Colorado przeżywa boom gospodarczy. Film „Odlotowy biznes w Colorado” mówi o nowej, już nie złotej, lecz zielonej gorączce, a to za sprawą legalizacji marihuany. Gdy w 2012 r. trwała kampania referendalna, politycy i administracja stanowa straszyli, iż zalegalizowanie konopi spowoduje wzrost przestępczości, spadek cen gruntów, a porządne dzielnice zamienią się w dzielnice czerwonych latarń. Dokument bezlitośnie się z tym rozprawia. Według statystyk odsetek brutalnych przestępstw spadł o 23 proc. ziemia znacząco podrożała, a stara postprzemysłowa dzielnica Denver, w której umiejscowił się konopny przemysł, rozkwita. Działalność podlega ścisłej kontroli i reglamentacji władz stanowych, które poprzez zaawansowany system monitorują uprawy. I czerpią krocie z podatków. Każdy krzak konopi ma etykietkę z paskiem kreskowym i mikroczipem, co pozwala urzędnikom śledzić wzrost roślin on-line. Bezwzględnie przestrzega się zakazu sprzedaży nieletnim, nie wolno też palić na ulicy ani w innych miejscach publicznych. Głównymi klientami są ludzie o siwych włosach, dorośli Amerykanie, ustatkowani i zamożni. Główni przegrani to narkotykowa mafia. Miasto rozwija się błyskawicznie, a na nowej branży zyskują nie tylko bezpośredni producenci zioła, ale też zupełnie niezwiązane z tym interesy: producenci opakowań, ubezpieczyciele, firmy turystyczne, projektanci wnętrz, prawnicy, księgowi, firmy ochroniarskie etc. Marihuana jest całkowicie legalna w stanach Colorado iWashington. Ich śladem idzie Alaska i Oregon, gdzie niebawem konopie również staną się legalne. Na ukończeniu są prace legalizujące marihuanę medyczną w 23 innych stanach. Mówi się o narodzinach nowego sektora amerykańskiej gospodarki – zielonej rewolucji. WPol sce całą poprzednią kadencję Sejmu łudziliśmy się, że rzekomo postępowy rząd Platformy Obywatelskiej przynajmniej zalegalizuje marihuanę medyczną. Byliśmy naiwni. Platforma okazała się partią skostniałą, zaściankową i ultrakonserwatywną. Nawet ludowy koalicjant był bardziej otwarty na zmiany; politycy PSL w kuluarach opowiadali się za leczniczą marihuaną. Może dlatego, że liczyli na jej przemysłową uprawę w swoich latyfundiach. Dziś naszą wstydliwą naiwność dalece wyprzedza poseł Piotr Liroy-Marzec zKukiz ’15,który zasługuje na tytuł politycznego naiwniaka roku 2016, a może i dekady. Nie będzie ustawy Liroya o medycznej marihuanie, jak naiwnie zakłada poseł odKukiza, wierząc w zapewnienia Kaczyńskiego. Pa radoksalnie najwięcej dla konopi zrobił polityk wywodzący się z partii, która do tej pory była dość sceptyczna wobec marihuany. Były rzecznik SLD Tomasz Kalita poruszył serca wielu ludzi, zwracając uwagę na problem tysięcy pacjentów, dla których marihuana jest lekarstwem nie tylko przynoszącym ulgę w bólu. Glejak to jednak potworna choroba, Tomek może nie doczekać.

Tuż przed oddaniem tego numeru do druku dotarliśmy do nieoficjalnych i niepotwierdzonych dotychczas, jednak wiarygodnych informacji, że Ministerstwo Zdrowia wespół z Głównym Inspektoratem Sanitarnym i Ministerstwem Zdrowia planują wprowadzenie do nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii przepisu, który będzie skutkował wycofaniem z polskiego rynku wszystkich produktów, które zawierają kannabinoidy – od oleju CBD, który stosowany jest w leczeniu ciężkiej padaczki lekoopornej (przedewszystkim u dzieci) czy ciężkich nowotworów, aż po wszystkie produkty spożywcze, mogące zawierać śladowe ilości kannabinoidów – np. makaron konopny, mąka konopna czy świetnie pasujące do lekkich sałatek nasiona konopne. Wszystko to pod pretekstem uregulowania rynku, co samo w sobie brzmi zachęcająco, ponieważ zlikwiduje chaos, partyzantkę i garażowe, chałupnicze produkcje. Co to oznacza? Dla polskich uczciwych producentów produktów z marihuany – upadek. Dla pacjentów natomiast wzrost cen i skazanie na dilerów, a co za tym – możliwą śmierć. Bo nie oszukujmy się: niewiele osób stać, by ściągać marihuanę ze Stanów Zjednoczonych czy Holandii. To z kolei może spowodować wzrost przestępczości wynikającej z przemytu, posiadania, rozprowadzania, sprzedaży i podawania substancji zakazanej, jaką stać się może za chwilę olej, który ratuje zdrowie i życie. W rozmowie z „NIE”Dorota Gudaniec, mama małego Maxa cierpiącego na padaczkę lekooporną, u którego CBD daje nieprawdopodobne efekty (popodaniu oleju chłopiec w wieku siedmiu lat zaczął siadać, rozpoznawać twarze, śmiać się i reagować na bodźce. Dziś, gdy rozmawiam z Dorotą, w tle słyszę, jak Max się bawi i śmieje w głos), mówi, że to zamach na podstawowe wartości człowieka. Bo po chorych na padaczkę czy glejaka, u których stosuje się produkty z medycznej marihuany, może przyjść kolej na każdego z nas – bo dlaczego za chwilę nie wyeliminować z rynku mięty, rumianku czy szałwii pod pretekstem podniesienia jakości produktów farmaceutycznych? Bo CBD mimo zawartości kannabinoidów nie ma działania psychoaktywnego, w przeciwieństwie do rzeczonej szałwii. Oficjalnie informacje jeszcze się nie potwierdziły, jednak źródło będące blisko koryta jest bardzo zaniepokojone, ponieważ w obliczu obecnej sytuacji, a więc walki o zwiększenie dostępu do CBD czy THC dla chorych, nie tylko może nie dojść do liberalizacji, ale wręcz nastąpi zaostrzenie przepisów. I choć ministerstwo milczy, to obawy te wydają się uzasadnione. Coraz częściej pojawiające się informacje o cudownych właściwościach marihuany nie tylko niepokoją, ale mocno wkurwiają lobby farmaceutyczne, bo na tym traci. I to sporo. A marihuana pomaga. Przykład Maxa nie jest odosobniony, o czym pisaliśmy w „NIE”wielokrotnie. ADELA WÓJCIK [email protected]

AVEVALUE| 20390

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.