Motto tygodnia: Idzie PiS przez las, nagle w gówno wlazł.

Autor
TADEUSZ JASIŃSKI

Kałach w tornistrze

numer 48/16

Istnienie szkolnych klas mundurowych to nieporozumienie. Dla wszystkich z wyjątkiem Błaszczaka i Macierewicza.

Co dwudziesty licealista ma przy cyfrze oznaczającej poziom klasy, litery „P”lub „W”.„P” oznacza, że chodzi do klasy policyjnej, „W”,że do wojskowej. Uczniowie klas mundurowych wierzą, że jeśli się do nich zapiszą, po skończeniu szkoły będą mieli możliwość służby zawodowej w armii lub policji. Popularność klas profilowanych mundurowo jest zastanawiająca. Od kilku lat chętnych jest 2–3razy więcej niż miejsc. Co roku z tego powodu licea tworzą dodatkowe klasy dla miłośników życia na rozkaz.

Według niepełnych jeszcze danych z tego roku szkolnego klas o profilu policyjnym mamy ponad 950; wojskowym – o 100 mniej. Dla psychologów specjalizujących się w rozgryzaniu tego, co się dzieje w głowach ludzi 15–18-letnich,jest to zagadka.

Za mundurem młodzież sznurem

Do tej pory w tym właśnie wieku młodzi ludzie kontestowali wszelki przymus czy rygor. Uciekali od rozkazów do bliżej niesprecyzowanej wolności. Często postrzeganej wręcz anarchicznie czy buntowniczo. Wóda, dragi, grupy rówieśnicze czy subkultury – to było to, do czego nastolatki lgnęły niczym ćmy do świeczki. A tu nagle koszary, rozkazy, życie „od do”. Dla każdego specjalisty od psychologii rozwojowej skala zjawiska przekracza wszystko to, co jest w psychologicznych książkach. Bo tam i owszem, dostrzegano w części populacji młodzieżowej tęsknotę za mundurem, ale głównie w czasie wojen. W czasie pokoju chęć bycia policjantem lub żołnierzem deklarowało około 1 procenta młodych ludzi. 5 razy mniej niż dzisiejszych uczniów klas mundurowych. Coś, co jeszcze niedawno uchodziłoby dla każdego młodego człowieka za obciach, dziś już nie jest wstydem? Nie do końca. Geografia szkół mundurowych pokazuje, że są one zlokalizowane w większości w miastach liczących mniej niż 50 tysięcy mieszkańców. W metropoliach – Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu – większego parcia na klasy wojskowe i policyjne nie ma. Zdaniem specjalistów od wyborów młodzieży właśnie tu tkwi klucz do zrozumienia zjawiska. Nie westerny typu „Czas honoru”, nie „Pitbulle”. Nie „Inki”,„Roje”,„Łupaszki”czy inni „wyklęci”. Młodzi ludzie z prowincji i ich rodzice są absolutnie racjonalni. Liceum o profilu wojskowym lub policyjnym to szansa na stałą pracę w budżetówce. A stała praca w sektorze publicznym to w Polsce C i D pewność jutra i dostatek.

Policjanci z małego miasteczka

Z popularności klas policyjnych zdaje sobie sprawę Błaszczak. Dla niego jest to idealny sposób pozyskiwania nowych „krawężników”. Dla ludzi, którzy myślą o policji poważnie, kaptowanie maturzystów jest nieporozumieniem. MSWiA właśnie zmieniło rozporządzenie dotyczące kwalifikowania chętnych do pracy w policji. Teraz będzie się dodatkowo premiować absolwentów klas o profilu policyjnym. Zamiast dotychczasowych dwóch punktów, bycie absolwentem klasy z literą „P”da im tych punktów 4. Maksymalna liczba punktów, którą można zdobyć, wynosi 240. Tego jednak kandydaci na uczniów klas policyjnych się nie dowiadują. Bo w tym kontekście 4 punkty zdobyte za 3 lata liceum policyjnego wyglądałyby na marny dowcip. Dokładnie tyle samo można dostać za licencjat. No tak, ale wtedy młodego człowieka ominą wszystkie przyjemności zgotowane mu przez program klasy policyjnej. Nie pozna „struktury i rodzajów służb policyjnych”. „Podstawowych przepisów prawnych dotyczących policji, czyli prawa karnego, prawa wykroczeń oraz tego odnoszącego się do ruchu drogowego”. Będąc w niepolicyjnej szkole średniej, nie zaliczy się też ekscytującej „wycieczki do jednostki policyjnej”. Według szacunków MSWiA na policjantów szkoli się ponad 20 tysięcy uczniów w 950 klasach policyjnych w 300 liceach ogólnokształcących i technikach. Co roku jedna trzecia z nich staje się absolwentami. Do policji załapuje się mniej niż co piętnasty z nich.

Wojenko, wojenko…

Absolwenci gimnazjów są kuszeni przez licea prowadzące klasy wojskowe tym, że tuż po maturze znajdą z pewnością się w szeregach armii albo nawet dostaną się na bezpłatne studia wojskowe. To ściema. Prawdą za to jest to, że każdy nowo przyjęty do klasy wojskowej dostaje mundur wojskowy za darmo. Szkoły z klasami wojskowymi bawią oficerów, którzy zjedli zęby na szkoleniu żołnierzy. Ich zdaniem bzdurą programów tych klas jest uczenie teorii bez powiązania jej zajęciami na poligonie. I to z bronią. Ale żeby ją dać komuś do rąk, ów ktoś osobnik taki powinien być po badaniach psychologicznych, a przy omawianiu budowy granatu, po odpowiednich szkoleniach BHP. Instytucje wojskowe odpowiedzialne za rekrutację i szkolenie nie ukrywają, że dla osób z klas wojskowych nie ma żadnych preferencji. Współczesnej armii zależy bardziej na osobach z kwalifikacjami niż po liceum ogólnokształcącym, nawet z klasy wojskowej. I dlatego najchętniej przyjmują ludzi po studiach politechnicznych.

Dla dyrektorów liceów otworzenie klasy mundurowej to sposób na uchronienie szkoły przed likwidacją. Twierdzą oni, że nie brakuje takich szkół, w których klasy mundurowe są tylko z nazwy.

Ale Błaszczakowi to nie przeszkadza, a Macierewicz opowiada, że umundurowani maturzyści wraz zresztą patriotycznej młodzieży będą tworzyć zręby jego Wojsk Obrony Terytorialnej.

Foto autor| Rys. TOMASZ WIATER, Foto autor| Rys. HENRYK CEBULA, AVEVALUE| 15476

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.