Motto tygodnia: Sprawa Igora Stachowiaka pokazuje, jaka jest władza Ziobry i Błaszczaka.

Autor
AWŁ

KAFTAN DO RADY BEZPIECZEŃSTWA

numer 39/16

Ogłoszony właśnie z dumą przez prezydenta Dudę i ministra Waszczykowskiego plan walki o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ to typowy przejaw prawicowej polityki: ambitny, prestiżowy, kosztowy. I kompletnie zbędny.

Rada Bezpieczeństwa powstała po II wojnie światowej i oddaje powojenne stosunki. Pięciu stałych członków – zwycięzcy wojny: USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania oraz z mniej oczywistych powodów Francja – dysponuje prawem weta, z którego zarówno Rosja, jak i USA korzystają często i bezwstydnie, co oznacza, że w ONZ nic nie dzieje się bez nich. 10 członków niestałych – 3 z Afryki, 2 z Azji i Pacyfiku, 2 z Ameryki Łacińskiej i Karaibów, 2 z „ZachodniejEuropy i innych” (Kanada,Australia, Nowa Zelandia i Izrael) oraz 1 z Europy Wschodniej – ma do powiedzenia tyle, ile pozwoli im powiedzieć wielka piątka, czyli niewiele. Wtym roku głośno było o wysiłkach Szwecji, która coraz bardziej przesuwa się z pozycji kraju neutralnego w stronę militarnej współpracy z NATO; oczywiście z względu na rosyjskie zagrożenie. W 2015 r. centrolewicowy rząd Stefana Löfvena rozpoczął kampanię, która miała zapewnić Szwecji jedno z dwóch „zachodnioeuropejskich” miejsc w Radzie Bezpieczeństwa. W czerwcowym głosowaniu Szwecja wygrała z Holandią i Włochami, zdobywając niezbędne 2/3głosów już w pierwszej turze, jednak sukces ów został nieco przytłumiony przez doniesienia szwedzkiej prasy, która oskarżyła rząd o przekupywanie dyplomatów z krajów Trzeciego Świata. Wprzy szłym roku Polska będzie walczyła o wschodnioeuropejskie miejsce w Radzie Bezpieczeństwa z Bułgarią. Dotychczas Polska zasiadała w radzie 5 razy, a Bułgaria – 3, co samo w sobie może być dla niektórych krajów argumentem do poparcia tej drugiej. Ale nie tylko. – Mamy dobrą sytuację międzynarodową, bo jesteśmy doceniani za znakomitą organizację szczytu NATO wWarszawie i Światowe Dni Młodzieży – ekscytował się prezydent, wróżąc sobie sukces w oenzetowskich staraniach. – Odbieramy z panem ministrem z tego tytułu wiele gratulacji, więc atmosfera wokół Polski jest dobra…, Fatalny jest obraz Polski w Europie – ale także w świecie – płynący z naszej postawy wobec problemu uchodźców; w innych dziedzinach pomocy międzynarodowej też nie mamy specjalnych osiągnięć. Wkwestii polityki krajowej – to, co myślą o nas wEuropie, najlepiej oddają debaty i rezolucje Parlamentu Europejskiego nad łamaniem prawa przez rząd RP. W obu tych sprawach mamy, jak powszechnie wiadomo, jednego bliskiego sojusznika w postaci Węgier. Warto jednak pamiętać, że Węgry stały się w ostatnim czasie także bliskim sojusznikiem Rosji, która z całą pewnością wolałaby w Radzie Bezpieczeństwa Bułgarię. Dodatkowo wiele krajów zachodniej Europy – z Niemcami na czele – nie należąc do rosyjskiego dominium, życzy sobie dobrych i owocnych stosunków z Rosją, toteż polska nieprzejednana postawa nie budzi ich entuzjazmu. Żadnych powodów do sprzyjania Polsce nie mają Chiny. Mię dzynarodowej popularności Polsce, zwłaszcza w kontekście obecności w Radzie Bezpieczeństwa, nie przynosi także nasza światowa marka „koniatrojańskiego USA” – to budzi nieufność nie tylko w „starej”Europie, ale także wAmeryce Południowej, zmagającej się ze skutkami polityki zagranicznej USA uprawianej rękami CIA w latach 80. i generalnie ciążącej ku lewicowemu widzeniu świata. Bliska przyjaźń z USA i nasza chwalebna lojalność, która zawiodła nas do Iraku i Afganistanu – nie podnosi naszej marki w krajach arabskich. Po co w ogóle mamy walczyć o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ? Kampania ta – z łapówkami czy bez – jest kosztowna, nie tylko finansowo, ale także politycznie. Wramach pozyskiwania głosów trzeba czynić daleko idące koncesje, zaprzyjaźniając się z państwami, których dorobek w dziedzinie np. przestrzegania praw człowieka jest co najmniej wątpliwy. W zamian otrzymujemy pozbawioną jakiejkolwiek mocy decyzyjnej, stricte prestiżową fuchę w najbardziej skompromitowanej agendzie ONZ. „Jeślinaprawdę chcemy, aby świat stawał się lepszy, powinniśmy odpuścić sobie tę kosztowną obsesję dotyczącą tymczasowego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa, gdzie będziemy mieli mało do powiedzenia i – ośmielę się stwierdzić – niewielki prestiż w oczach pięciu członków z prawem weta” – napisał do rządu kanadyjskiego, także walczącego dziś o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa, emerytowany generał Lewis MacKenzie, pierwszy dowódca sił oenzetowskich sił rozjemczych w Sarajewie. Unas nawet nie ma takiego generała.

Niezależnie od zaklęć Dudy – sytuacja Polski na arenie międzynarodowej jest, mówiąc wprost, chujowa.

AVEVALUE| 9018

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • „…plan walki o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ to typowy przejaw prawicowej polityki…” vs ” centrolewicowy rząd […] rozpoczął kampanię, która miała zapewnić Szwecji jedno z dwóch „zachodnioeuropejskich” miejsc w Radzie Bezpieczeństwa.”