Motto tygodnia: Ecie-pecie, ecie-pecie, profesor Lech Morawski w Oksfordzie plecie.

Autor
MICHAŁ MARSZAŁ

Kaczyński lepszy od Wajdy

numer 47/16

O silnym PiS-ie, słabej opozycji i zwijaniu sztandaru lewicy „NIE”rozmawia z dr. hab. RAFAŁEM CHWEDORUKIEM, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Rozpoczęły się ekshumacje 83 ciał ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. Czy Pana zdaniem Jarosław Kaczyński albo ktokolwiek z kierownictwa PiS-uwierzy w zamach, czy też Smoleńsk wykorzystywany jest cynicznie do gry politycznej?, – Na pewnym poziomie profesjonalizacji polityki wiara czy niewiara nie ma żadnego znaczenia. Polityka jest zdominowana przez marketing, polityk mówi to, co powinien powiedzieć, a jego własne myśli rzadziej przebijają się do opinii publicznej. I nawet w przypadku lidera rządzącej formacji osobista wiara w to, co się wydarzyło, nie ma większego znaczenia. Natomiast niewątpliwie w obozie i na zapleczu PiS-u są osoby, które – nazwijmy to delikatnie – ufają w niekonwencjonalny przebieg tej katastrofy. – Czy katastrofa smoleńska długo będzie jeszcze mieć przełożenie na polską politykę?, – Elektoraty, które mogły zostać zmobilizowane pozytywnie lub negatywnie, już dawno to zrobiły. Nikt nie jest w stanie dzisiaj wygrać wyborów tematem Smoleńska, mało tego – prędzej można te wybory przegrać. – Tyle że gładkie odejście od tematyki smoleńskiej nie będzie dla PiS-u sprawą prostą. Mamy wspomniane ekshumacje, podkomisja smoleńska dopiero się rozkręca… Zamachu nie uda się oczywiście udowodnić, można najwyżej pociągnąć do odpowiedzialności urzędników PO zaangażowanych worganizację tamtego lotu. – Ze względów psychologicznych PiS nie może oczywiście zupełnie zostawić Smoleńska, natomiast jeśli Smoleńsk miałby być po prostu miejscem pokazania słabości państwa, jego dysfunkcjonalności na wielu poziomach, od urzędników, przez polityków, po wojsko – to myślę, że PiS mogłoby ostatecznie liczyć na zrozumienie dużej części opinii publicznej. – Czyli grzebanie przy zwłokach raczej wyborców PiS-owi nie przysporzy?, – Pamiętajmy, że trzon wyborców PiS-uto ludzie motywowani tradycjonalizmem kulturowym, a przez konserwatywnych wyborców ekshumacje mogą być odbierane negatywnie. Tu wszelkie wchodzenie w coś, co w tradycyjnie rozumianej kulturze jest przypisywane głównie rodzinie, jest bardzo ryzykowne. I tak naprawdę to wszystko jest postawieniem pytania o coś innego – o politykę międzynarodową Prawa i Sprawiedliwości i kwestię relacji z Rosją. Oczywiście Polska jest we wtórnej pozycji wobec relacji Zachodu z Rosją i nikt nam nie da gwarancji, że ktoś znów nie ogłosi jakiegoś resetu, resetu resetu albo resetu resetu resetu wzajemnych stosunków, tym bardziej że Donald Trump i Władimir Putin już o tym wspominają. Jeśli nowe władze USA uznają, że ekonomiczna ekspansja Chin jest dla Stanów Zjednoczonych tak groźna, że można z powrotem dopuścić Władimira Putina do grona światowych decydentów, w zamian za uznanie go za wzorcowego demokratę, to z pewnością możemy spodziewać się zmiany sytuacji w regionie. – I wtedy rząd PiS-owskibędzie musiał paść w ramiona tej wstrętnej Unii Europejskiej?, – Zawirowania mogą być dużo większe. Jeśli stawiamy gospodarczo na kartę chińską, o czym wspomina m.in.wicepremier Morawiecki, to wejście Państwa Środka do naszej części Europy może się dokonać ekonomicznie i politycznie tylko via Rosja. Na inny wariant Chiny się nie zdecydują, gdyż wiedzą, że jeżeli chcą mieć względny spokój od Stanów Zjednoczonych, to bez rosyjskiego parasola nuklearnego jest to raczej niemożliwe. – Problem w tym, że PiS chciałoby być niezależne od wszystkich. – Ma to sens pod warunkiem pragmatyzmu i elastyczności. Dużo zmienić mogą polityka Donalda Trumpa, a także wybory w Niemczech i to, czy Angela Merkel ocaleje. Rząd PiS-owski musi zrewidować swoją politykę wschodnią, a o tym, że naUkrainie nie przynosi ona żadnych rezultatów, nikogo chyba przekonywać nie trzeba. Doszło wręcz do zabawnego paradoksu, że w regionie jedyny wiarygodny partner, który nie zgłasza żadnych pretensji do Polski, a nawet wyraża chęć dopuszczenia polskich firm do prywatyzacji tamtejszej gospodarki, to Aleksandr Łukaszenka. A my nigdy nie chcieliśmy, aby tam rządził. NaUkrainie zaś rządzą ci, których nigdy nie chcieliśmy widzieć u władzy, a stosunki polsko-ukraińskie nigdy nie były tak złe. To też będzie wymagało pewnej refleksji, bo chyba nikt już w Europie nie traktuje władz Ukrainy na poważnie, bardziej w kategoriach tymczasowych. – Czuje się Pan bezpiecznie z myślą, że Antoni Macierewicz jest ministrem obrony narodowej?, – Wwymiarze geopolitycznym za swojego życia nigdy nie czułem się tak niebezpiecznie jak teraz. Antoni Macierewicz nie jest jednak do tego nawet przyczynkiem. Przede wszystkim w Polsce nie zdajemy sobie sprawy ze złożoności sytuacji w Syrii i z tego, jak niewiele może tam doprowadzić do pogranicza konfrontacji mocarstw nuklearnych. Macierewicz występuje natomiast niejako w dwóch rolach. Jako minister przedstawił w miarę silną koncepcję związaną z obroną terytorialną. Można ją różnie oceniać, ale na pewno jest to jakiś punkt odniesienia. Natomiast druga rola, wjakiej występuje, to rola polityka w ogóle, i z Macierewiczem w tej roli PiS ma niekiedy problem. Przedstawiciele wrażliwych resortów powinni być bardzo oszczędni w słowach, a mniej oszczędni w czynach. Jakim ministrem w sprawach czysto wojskowych okaże się Macierewicz, jeszcze zobaczymy. – Najnowsze wyniki sondaży dają PiS-owi38 proc. głosów, Nowoczesnej 17 proc. PO 14 proc. Do wyborów parlamentarnych w 2019 r. jeszcze daleko, ale nie widać na razie symptomów tego, by z PiS-em miało być gorzej, a życzeniowe myślenie liberalnych mediów na razie na niewiele się zdaje. Czy Pana zdaniem Jarosław Kaczyński zostanie w ciągu najbliższych trzech lat premierem, czy w dalszym ciągu będzie rządził z tylnego siedzenia?, – Próba wymiany w tej chwili Beaty Szydło byłaby nieporozumieniem. Przetrwała ona potężną ofensywę opozycji, jej rząd kojarzony jest głównie z programem „500plus” i obniżeniem wieku emerytalnego. A wykorzystanie Jarosława Kaczyńskiego jako premiera, to jak wykorzystanie ostatniego naboju. Szef partii to ostateczny polityczny argument, a że w najbliższej perspektywie nie widać na horyzoncie jakichś wielkich zawirowań, to zmiana na fotelu premiera byłaby odbierana jako przyznanie się do porażki. Ponadto nikt nie wątpi, że Jarosław Kaczyński okazał się lepszym reżyserem niż pierwszoplanowym aktorem. – Na co w takim razie stawia opozycja?, – Sama opozycja stawia na scenariusz bipolaryzacji. Mam wrażenie, że niektórzy politycy opozycji naprawdę wierzą, że w Polsce jest tak dobrze, jak nigdy nie było od czasów Bolesława Chrobrego. Kolejne porażki wyborcze nie sprowadziły na ziemię wielu polityków opozycji, wreszcie także opozycja dała się wmanewrować w temat Trybunału Konstytucyjnego, który jest mało czytelny dla opinii publicznej i który jest w stanie mało zmienić choćby ze względu na deficytzaufania Polaków do instytucji wymiaru sprawiedliwości. Obie strony falandyzowały prawo ze śpiewem na ustach i stąd scenariusz prostej bipolaryzacji, zobligowania PiS-u do oddania władzy poprzez manifestacje uliczne od początku był moim zdaniem absolutnie woluntarystyczny. Widzenie w KOD-zie następców Komitetu Obrony Robotników, w Mateuszu Kijowskim syntezy Wałęsy iMahatmy Gandhiego okazuje się, delikatnie mówiąc, chciejstwem i opozycja musi wymyślić na siebie nową formułę. Jeśli popatrzymy na różne segmenty opozycji, a także różne środowiska medialne, to najtwardziej po ziemi paradoksalnie stąpa kierownictwo Platformy Obywatelskiej, która od czasu do czasu przypomina, że opozycja musi umieć merytorycznie recenzować rząd, licząc na to, że uwarunkowania zewnętrzne, niezależnie od polityki rządu zmienią się. – Spodziewa się Pan zejścia na ziemię zbawiciela w postaci Donalda Tuska, któremu w maju 2017 r. skończy się pierwsza kadencja przewodniczącego Rady Europejskiej?, – Sądzę, że w siedzibie PiS-u strzelałyby wówczas korki od szampanów. Powróciłyby wszystkie schematy i stereotypy z czasów rządów Platformy Obywatelskiej. Ewa Kopacz mogła czasami powiedzieć o rządach swojego poprzednika „tonie ja”, natomiast Donald Tusk nie mógłby tego zrobić. Wracałby do realiów obecnej opozycji, w których nikt go nie chce. Nie chce go Platforma Obywatelska, ponieważ ci, których próbował marginalizować, przejęli kontrolę nad partią. Ryszard Petru nie chciałby mieć swojego starszego i sprawniejszego medialnie alter ego, także środowiska liberalnych elit opiniotwórczych popierały Donalda Tuska bardziej warunkowo, na zasadzie „Tusku,musisz!”, aniżeli dlatego, że zgadzały się z jego polityką. – Czyli jest już po Tusku? Następny autobus do Polski będzie mieć dopiero w 2019 roku. – Donaldowi Tuskowi chyba źle się nie wiedzie. Mogę sobie wyobrazić jego powrót do polskiej polityki, ale raczej po większej karencji, w sytuacji załamania gospodarczego. Tuska, który przypominałby się w roli tego, który rządził w czasach, w których może nie wszystko było idealne, ale mieliśmy wzrost i stabilność. – Jeśli chodzi o opozycję, to mamy jeszcze takie piękne partie oscylujące wokół progu wyborczego jak Kukiz 15, SLD czy PSL. I lewicowe Razem z mocnym 1-procentowympoparciem. – W PSL sytuacja jest wyjątkowo kuriozalna. Z badań wynika, że wyborcy popierają rząd, a elita partyjna popiera opozycję. Ktoś chyba będzie musiał zmienić orientację. PiS przyjmie zapewne strategię demontowania ludowców kawałek po kawałku. Natomiast patrząc na SLD, chciałoby się rzec, że jeszcze więcej KOD-u, jeszcze więcej obrony gimnazjum, manifestowania pod symbolami „Solidarności”,więcej feminizmu, in vitro, aborcji i niedługo okaże się, że przepowiednia Wałęsy z 1990 r. że lewicowcy kiedyś wymrą, okaże się prawdą. SLD w dobie sprofesjonalizowanej polityki jest rzadkim przypadkiem partii, która przez kilka lat popełniała harakiri na oczach zdumionej opinii publicznej. Żadna partia nie zrobiła tak dużo, by zrazić swój elektorat. Można odnieść wrażenie, że politycy SLD wciąż egzystują na przełomie XX i XXI w. i mają dostać 40 proc. w sytuacji, gdy za chwilę 5-procentowypróg będzie marzeniem ściętej głowy. – Na usprawiedliwienie warto chyba jednak dodać, że lewica przeżywa kryzys globalny i nie wszystko jest winą Leszka Millera. – Na pewno kryzys lewicy ma charakter co najmniej ogólnoeuropejski. Potrafią go przetrwać tylko 2 typy partii lewicowych: takie, które obrały orientację nazywaną przez liberalne media populistyczną, czyli prosocjalną, antyelitarną, egalitarną. To jest casus partii Roberta Fico na Słowacji, która sprawuje tam władzę, casus Miloša Zemana, który jest prezydentem Czech, a wywodzi się z socjaldemokracji, czy też casus serbskich socjalistów i rumuńskich socjaldemokratów. Wszystkie te partie w starciu z silnie proeuropejskimi liberałami a konserwatywną prawicą wybrały miejsce swoistego rozjemcy, balansującego, wykorzystującego spory na prawicy. Druga orientacja to orientacja tożsamościowa, którą prezentują komuniści czescy czy komuniści w Rosji, to uznanie, że tak czy owak nie ma szans na zwycięstwo w wyborach, trzeba więc stworzyć silną więź tożsamościową między kurczącym się elektoratem a partią. WPolsce w skali masowej lewicowość funkcjonuje przede wszystkim na poziomie emerytowanych pułkowników ludowego Wojska Polskiego. Sentyment historyczny i postawa ogólnopaństwowa, polemika z prawicą na gruncie polityki historycznej i z liberałami na punkcie polityki gospodarczej, mogłyby spróbować stworzyć solidną kilkuprocentową niszę. Tymczasem SLD zrobił wszystko odwrotnie. Próbował moderować swój elektorat rozdzierany przez partie liberalne. Kompletnie zarzucił po 2013 r. politykę historyczną. Asertywność Sojuszu względem PiS-u nie jest tożsama z asertywnością względem środowisk liberalnych. Nawet działająca w trudniejszych warunkach lewica węgierska tak szybkiej degeneracji nie przeszła. – Czyli sztandar można już wyprowadzać i nie ma nadziei na przyszłość?, – Ten, kto czyta sondaże, śledzi geografię wyborczą, wie, że SLD bardzo daleko jest do młodzieży. To grupa wychowana w kompletnie innych realiach, niemająca nawet krzty lewicowości. Aby dotrzeć do nowych pokoleń, trzeba wielu lat pracy, dostępu domediów. Wtym sensie jeśli SLD się nie opamięta, nie przyjmie pozycji centrowej między dwoma biegunami, nie wróci do polityki historycznej, nie będzie mówił o polityce międzynarodowej wkontekście pokoju i nieangażowania Polski wniebezpieczne geopolityczne przedsięwzięcia, jeśli dalej będzie robił z siebie przystawkę Nowoczesnej, to będzie koniec. – A partia Razem? Ma takie ładne fioletowe logo…, – Jeśli spojrzymy na jedyne twarde dane, jakie mamy, a jest to geografia wyborcza, to partia Razem usytuowana jest gdzieś między Nowoczesną, Platformą i Kukizem, a wyborcy niekoniecznie w łatwy sposób będą identyfikować tę partię z lewicowością. Warto zauważyć, że ta partia najwięcej zyskała na kwestiach aborcyjnych, czego się nie da powiedzieć o SLD. Natomiast w kwestiach socjalnych Razem moim zdaniem natrafia na mur niezrozumienia, wręcz braku zainteresowania. Przy tym z kolei krytyka PRL, brak krytyki polskiej polityki zagranicznej izoluje tę partię od kurczącego się elektoratu SLD. Widać, że partie liberalnej opozycji nie zamierzają w Polsce dryfować na lewo. Chętnie przyjmą wyborców lewicy, ale absolutnie nie oznacza to żadnej zmiany poglądów. Proszę zwrócić uwagę na wypowiedzi polityków niegdyś związanych z lewicą, którzy skręcając w stronę liberalnej opozycji, mówią o przedsiębiorczości i wpisują się w narrację neoliberalną. Trudno nie bez ironicznych uśmiechów przypomnieć sobie, że kiedy SLD, prowadząc bardzo tradycyjną politykę, otrzymał w 2014 r. w wyborach do Parlamentu Europejskiego ponad 9 proc. głosów, działacze uznali to za wielką klęskę. – Gdzie lewica może szukać swoich szans? W 2018 r. odbędą się wybory samorządowe, jednym z głównych wątków kampanii będzie zapewne reprywatyzacja. Grillowanie Hanny Gronkiewicz-Waltz już się zaczęło. – Kontekst partyjny nadchodzących wyborów przykrywa nieco reprywatyzację jako taką. Wszyscy niemal użalają się nad ofiarami reprywatyzacji, a nikt publicznie nie zakwestionuje samej jej zasady, nie zastanowi się nad jej sprawiedliwością, wymiarem moralnym, ekonomicznym i politycznym. A to, że można nie reprywatyzować własności, pokazuje choćby przykład II Rzeczypospolitej i stosunku do powszechnie traktowanych jak bohaterowie powstańców styczniowych, którzy padli ofiarą grabieży ze strony władz carskich. Ciągle żyjemy w micie dobrych, pokrzywdzonych właścicieli i nie ma nikogo, kto powiedziałby wprost – reprywatyzacji nie będzie. – Do tej pory PiS dostało po łapach tylko raz: przy okazji czarnego protestu i sporu o ustawę antyaborcyjną. – To pokazało, że PiS nie jest tak silne, jak je malują. Ta partia nie chciała się zajmować aborcją i nie potrafiła powstrzymać tego tematu. Wiedząc, że są w Sejmie 2 projekty, nie potrafiła zdobyć się na mniej kosztowne natychmiastowe odrzucenie obu propozycji albo na przyjęcie obu i rozmycie ich na poziomie komisji sejmowych. PiS nie tyle przeraziło się tłumów, ile zaniepokoiło się przekrojem manifestantów. Pojawiło się więcej osób młodych. – Globalne wahadło skręciło jeszcze bardziej w prawo?, – Jest ono już tak daleko na prawo, że niewiele dalej może się posunąć. Jest to oczywiście pochodną globalizacji, która demontuje państwo opiekuńcze i tradycyjną demokrację, czyli to, co dla partii socjaldemokratycznych było głównym elementem oddziaływania na rzeczywistość. Doszliśmy do momentu, w którym nie można mówić, że chce się bronić interesów materialnych mniej zamożnych obywateli, tradycyjnej demokracji, chce się utrzymać redystrybucyjną rolę państwa i jednocześnie popierać idee globalizacji. Widać, że nie można być alterglobalistą. Można być albo antyglobalistą, albo globalistą. W tym sensie partie socjaldemokratyczne zatrzymały się na naiwnych złudzeniach. Tezy, że można stworzyć demokrację globalną i funkcje welfare state przenieść na poziom międzynarodowy, są utopią. Lewica zaangażowała się w tematy kulturowe, w których wcześniej była często nieobecna lub traktowała je instrumentalnie. Zaczęła bronić wszystkich możliwych mniejszości, bardzo często związanych z wyemancypowaną klasą średnią, która sobie świetnie radziła, a zaczęła zapominać o swoim własnym elektoracie. Kolejnym elementem schizofrenii lewicy była kwestia uchodźców. To wyborcy tradycyjnych partii lewicowych w Europie, mieszkający w mniej zamożnych dzielnicach wokół centrów miast, niegdyś przemysłowych, na własnej skórze doświadczyli napływu imigrantów. Prowadziło to do oczywistych zupełnie konfliktów kulturowych, walk na rynku pracy. – Sugeruje Pan, że należało wypiąć się na uchodźców?, – Sugeruję, że należy szukać źródła problemu. Mało kto zwraca uwagę na fakt, że migracje są instrumentem międzynarodowego biznesu, chcącego mieć nadpodaż siły roboczej, której można po prostu mniej płacić. Pracownik, który emigruje do drugiego kraju, tak jak Polak na zmywaku w Wielkiej Brytanii, będzie dużo bardziej pokorny w porównaniu do człowieka zakorzenionego w miejscowej wspólnocie, należącego do związku zawodowego. Lewica zaczęła popierać politykę, która służy wszystkim, tylko nie tradycyjnym wyborcom lewicy. Stąd też pojawienie się ksenofobii – człowiek, który jest w stanie zagrożenia, a już na pewno w dzisiejszym zmedializowanym świecie, gdy kultura jest coraz mniej wysublimowana, będzie reagować emocjonalnie – a pierwsze odczucie jest takie, że w imigrancie nie podoba mu się to, że jest inny. Dopiero potem zaczynamy się zastanawiać, czy winny nie jest ten, kto powoduje, że ludzie muszą uciekać ze swoich krajów.

Welektoracie złożonym w dużym stopniu z byłych pracowników resortów mundurowych, wysyłanie młodej kobiety w roli kandydatki na prezydenta, wiązanie się z Palikotem, którego poglądy i sposób bycia dla wielu wyborców SLD to kuriozum – to przepis na klęskę.

Foto autor| NEWSPIX. PL, AVEVALUE| 46653

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.