Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Ja, stalinowiec

numer 06/17

Liberałowie tworzą mierniki wolności i je przymierzają do ustrojów, rządów i sytuacji obywateli ocenianych krajów. Jednakże ludzie mają też swoje osobiste poczucie wolności. Np. ja odczuwam wolność mojego bezbożnictwa, dopóki Ziobro nie wpisze do kodeksu karnego więzienia za ateizm. Po amputacji człowiek czuje się wolny od nogi, która go bolała, itd. Na filmie pt. „Lot”alkoholik mówi, że dopiero w więzieniu poczuł się wolny, mając na myśli nałóg, który go bardziej niewolił. Seryjny morderca może się czuć wolny od realizacji wewnętrznego przymusu zabijania. Złodziejka – od męża na wolności bijącego ją i okradającego, żeby mieć na kochanki. Więzienie każdego od czegoś uwalnia, klawisze więc mogą czuć się strażnikami wolności. Podobnie przywódcy PiS, którzy w styczniu 2017 r. ogłaszali klucznikami wolności samych siebie i jeden drugiego. Premierzyca Szydło na gali ku czci wice-SzydłyMorawieckiego mówiła w żywe oczy oraz w ślepia gapiące się w telewizor: „Rząd PiS-u jest rządem wizjonerskim, rządem prawdy i rządem wolności”. Oczywiście obrońcą swobód poczuła się w ślad za szefem. Tygodnik „wSieci”mianował, jak wiadomo, Kaczyńskiego Człowiekiem Wolności. Masówka z tej okazji odbyła się w Filharmonii, bo ona Narodowa, z udziałem jej orkiestry, która fałszowała jak nigdy, gdyż pozamuzycznie. Impreza odbyła się za pieniądze państwowych spółek podległych laureatowi, czyli na koszt ludzi. Wymieniono je bez skrępowania: PZU, PGNiG, PKN Orlen, Polska Energia i PKO Bank Polski. Z mowy Kaczyńskiego: „…dziśw Polsce nie ma nic ważniejszego i bardziej polskiego jak wolność; …wolnośćw Europie, zwłaszcza na zachód od naszych granic, jest w odwrocie (…) stąd te słowa o Polsce jako wyspie wolności; …strefęwolności może stworzyć tylko i wyłącznie państwo narodowe, nie może być państwa narodowego bez demokracji (sic!) i odwrotnie”. Na koniec gani postawę antypaństwową odwołującą się także do wolności. Zapewnia, że „nasznaród”, czyli lud pisowski, doprowadzi do „wielkiegowybuchu wolności”. Po angielsku big bang, czyli początek wszechświata. Czy oni wierzą w to, co mówią? Czy też jest to na zimno wymyślona taktyka polityczna przypisywania reżimowi PiS cech, których jest przeciwieństwem? Zawiera ona odwracanie znaczenia pojęć, m.in.wolności. Obie możliwości nie wykluczają się, ale zazębiają. W pewne elementy cynicznie wymyślonej propagandy i odwrócenia znaczenia słów głosiciel zaczyna sam wierzyć. Skoro jednak przywódcy PiS w danej chwili wszyscy mówią to samo na każdy szczegółowy temat, wskazuje to na mechaniczną dyscyplinę, na zespołową grę w ogóle nieangażującą myślenia. Papugowanie słów wodza to znak i warunek gry w jego drużynie. Między 15. a 18. rokiem życia byłem zapalonym stalinowcem. Usiłuję więc odtworzyć mechanizmy mojego ówczesnego umysłu, żeby zrozumieć drużynę Kaczyńskiego. Oczywiście moja wiedza o tym, co się wówczas działo w Polsce, była znacznie mniejsza niż dziś przywódców PiS o ich państwie. Moja potencjalna zdolność do myślenia – także. Objawy fanatyzmu i nietolerancji są jednak podobne. Wyolbrzymianie szkodliwości wroga takie samo jak teraz czyni to PiS. Generalnie jednak postrzegałem realia kraju w proporcjach rzeczywistych, chociaż miałem status ucznia szkoły i odbiorcy, a nie twórcy propagandy. Uznawałem za ważne to, co dotyczy milionów: reformę rolną, likwidowanie bezrobocia, w tym ukrytego na wsi, migrację do miast, wyrównywanie szans społecznych i zawodowych, np. przez otwarcie uczelni dla warstw przed wojną niestudiujących, elektryczność dla wsi, darmowe szkolnictwo i lecznictwo dla wszystkich, niszczenie kontrastów zarobkowych itp. itd. itp. Trafnie mniemałem, że dobra te wymagają ochrony, w tym zbrojnego, sądowego i perswazyjnego zwalczania zaledwie tysięcy czynnych wrogów, którzy im zagrażają. Tym ocenom towarzyszyła moja młodzieńcza kontestacja przeciw religii, tradycji, rodzicom, szkole, układności, mieszczańskim zwyczajom i estetyce. Doprawiałem to karalnym wówczas radykalizmem. Np. w grupie komunistycznych nadgorliwców wznosiliśmy potajemne toasty za przyłączenie Polski do ZSRR. Dawało to samopoczucie awangardy awangardy. Byłem, jak i mnie podobni fanatycy, przeciw wszystkiemu, co dziś kocha PiS, z jednym doniosłym wyjątkiem. Uważaliśmy błędnie, że warunkiem tworzenia i zachowania wartości społecznych ustroju jest zapewnienie partii, czyli jej przywódcom, autorytarnej władzy. Dla likwidowania sprzeciwu oraz niekontrolowanych instytucji i więzi między ludźmi, a także cenzurowania słowa i obrazu. W zakresie ustroju i państwowej ideologii już prawie 70 lat temu byłem więc radykalnym pisowcem. Powinienem więc lepiej niż inni rozumieć, co się dzieje w umysłach kaczystów.

Sądzę, że wierzą w elementy tego, co mówią i robią. Jednogłośność zdradza jednak równoległą bezmyślność właściwą sektom – mechaniczne uleganie panującej w niej dyscyplinie. Ważnym motywem funkcjonowania ludzi wedle reguł sekty są nagrody dla wyznawców w postaci władzy, a często też bezkarności i pieniędzy. Psychiczne impulsy kaczyzmu są więc poplątane. I to bardziej, niż umiem je ocenić.

Miarodajny psycholog amerykański Jonathan Haidt w książce „Prawyumysł” podaje m.in.dwie eksperymentalnie potwierdzone prawdy komplikujące anatomię sekty PiS. Pierwotny jest impuls emocjonalny, a jego myślowa kontrola – wtórna. Wszystkie orientacje moralne i polityczne, w tym liberalizm i konserwatywny autorytaryzm, są produktem ewolucji zwierzęcego mózgu według darwinowskiego doboru naturalnego. Zawiązki kaczyzmu mogły więc tkwić w głowach dinozaurów. I na to wygląda. ?? [email protected]

AVEVALUE| 15166

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.