Motto tygodnia: Do Wolski przyjechał pan, prawdziwy pan. Jaśnie pan Erdoğan.

Autor
TOMASZ BOROWIECKI

Gwałt po namyśle

numer 22/13

Zmiany w kodeksie karnym prowadzą do mnożenia przestępców seksualnych.

W tabloidzie do niedawna byłoby tak: Pracodawca potwór od kilku lat gwałcił pracowni cę.

w sądzie tak: Wysoki Sądzie, od kilku lat byłam zmuszana przez oskarżonego do odbywania z nim stosunków i innych czynności seksualnych. Gdybym odmówiła, groziło mi wylanie z pra cy.

A w rozmowie z koleżanką tak: Wiesz, dawałam temu małemu kutasowi, bo obiecywał awans, a jak się zrobił wakat, to zatrudnił tę Ziutę z marketingu. No to się wkurwiłam i jak znalazłam nową robotę, to zrobiłam mu takie jajo, że popamięta do końca życia. I chuj, że co miesiąc miałam tysiąc zeta bonusu. Miał być awans! Co to, ja kurwa jestem, że dymam się za kasę?

Do tej pory było też tak, że obdarzony małym kutasem przełożony mógł się w sądzie bronić. Krok po kroku wykazywać, że był romans, a nie gwałt, i że oskarżenie jest zemstą za niedotrzymanie przyrzeczenia awansu.

Tak było i to se ne wrati.

Stosunek przełomowy

Sejm przy jednym głosie wstrzymującym klepnął nowelkę kodeksu karnego. Główna zmiana, jaka z niej wynika, to założenie, że wszczynanie śledztw o przestępstwa przeciwko wolności seksualnej już nie byłoby uzależnione od wniosku ofiary. Jak wskazywali posłowie, będzie to przełomem w ściganiu takich prze stępstw.

Ściganie gwałtu z urzędu to skutek podpisania przez Polskę w grudniu zeszłego roku konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet.

Akurat tej części nowelizacji nie ma się co czepiać, bo teraz, aby wszcząć postępowanie w sprawie gwałtu, potrzebny jest formalny wniosek osoby pokrzywdzonej. Nie wystarcza samo zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Po zmianach wniosek taki nie będzie już konieczny, a mimo jego braku prokuratura lub policja będzie mogła wszcząć postępowanie z urzędu. A ponieważ 80 proc. spraw związanych z gwałceniem oscyluje na linii ofiara i ktoś z jej najbliższego otoczenia, czyli mąż, konkubent czy chłopak, to ofiara nie może – jak do tej pory – wycofać wniosku, co powodowało umorzenie postępowania. Teraz zgłoszony gwałt będzie się na gwałcicielu odciskał prokuratorem.

Stosunek jednorazowy

Jak znamy prokuratorów, będzie to dla nich gratka. Prokurator nie będzie niuansował, czy w momencie pójścia do mieszkania faceta panna wskutek promili widziała w nim Leonarda DiCaprio, a budząc się na kacu, spostrzegła, że na poduszce obok zalega Danny de Vito. Jest zgłoszenie, jest sperma, są ślady seksu – mamy winnego. Bo, jak czytamy w art. 197. § 1, Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12. Podstępem, czyli np. alkoholem.

Co najważniejsze, prokurator nie będzie się bał, że panna zmieni przed sądem (albo i wcześniej) zeznania i zamiast kolejnego sukcesu oskarżyciel odnotuje umorzenie albo klapę na sali rozpraw.

Nie będzie się bał, bo kolejną częścią nowelizacji kodeksu jest zasada, że ofiary przestępstw seksualnych są przesłuchiwane w całym postępowaniu tylko raz – w specjalnym, przyjaznym pomieszczeniu i w obecności psychologa. Dźwięk i obraz z przesłuchania są nagrywane i odtwarzane podczas rozprawy. Powtórne przesłuchanie w sądzie byłoby możliwe tylko wyjątkowo i – aby ograniczyć stres ofiary – mogłoby być dokonane za pomocą telekonferencji, bez konieczności bezpośredniej konfrontacji na sali sądowej pokrzywdzonego z oskarżonym.

Byłbym męską szowinistyczną świnią, gdybym pomysł chronienia ofiary gwałtu przed kolejnymi ekspiacjami potępiał w czambuł. Opowiadanie enty raz przy ludziach, jak się było gwałconą w dyskotekowym kiblu przez narąbanego mięśniaka, jest przeżyciem dorównującym samemu zgwałceniu. I ofiara gwałtu jak najsłuszniej powinna być w takiej sytuacji chroniona prawem. Tyle że tylko w takiej sytuacji. Czyli w przypadku, gdy mamy do czynienia z gwałtem dokonanym przemocą, i to przez osobę obcą.

Stosunek niekonfrontacyjny

Beata Pawlikowska opowiadała „Newsweekowi”,jak została zgwałcona w mieszkaniu faceta, u którego miała oglądać kolekcję znaczków. Do gościa nie dotarło, że gdy powiedziała – nie, miało to znaczyć nie. Pawlikowskiej współczuję. Ale co zrobić z nagminną, zdaniem policji, sytuacją, gdy napita panna idzie na całość z poznanym w klubie facetem, a rano dociera do niej, że będzie miała przesrane w domu, a narzeczony ją rzuci? Zamiast więc tłumaczyć się przed najbliższymi, panna dyma do komisariatu i mówi, że została zgwałcona. Jakie szanse procesowe ma w takiej sytuacji facet? Jak może skonfrontować swoją wersję z wersją osoby skarżącej?

Do tej pory wobec konfrontacji w sądzie wiele kobiet odpuszczało. Czasem w interesie prawdy obiektywnej, czasem ze strachu, a czasem dla świętego spokoju. Dziś nawet gdyby sumienie kazało im powiedzieć prawdę, po nagranym zeznaniu ich rola procesowa właściwie się kończy. A klubowy podrywacz pójdzie siedzieć.

Rocznie policja dostaje ok. 2000 zawiadomień o popełnieniu gwałtu. Według działaczy Niebieskiej Linii wszystkich zgwałceń jest co roku 30 tys. Dominują gwałty w małżeństwach. Może dlatego, że do wielu Polaków nie dociera fakt, że dawanie dupy mężowi nie jest psim obowiązkiem żony. Wyobraźmy sobie zatem, jak ten fakt mogą teraz wykorzystać adwokaci pań usiłujących rozwieść się i oczywiście zatrzymać dzieci oraz mężową willę. Dotychczas mecenasi doradzali kobietom poobijanie się o meble i szybką obdukcję. W sytuacjach ekstremalnych prawnik radził oskarżenie męża o kazirodczą pedofilię.

Najnowsza nowelka pozwala arsenał rozwodowy rozszerzyć o gwałt. Mąż skazany w procesie karnym, w którym żona nie będzie musiała występować, to pewny sukces przy podziale majątku i dzieci.

Wcześniej pisałem, że wyznacznikiem gwałtu jest zeznanie ofiary, sperma i ślady przemocy. Tyle że niekoniecznie. Trauma spowodowana gwałtem może sparaliżować psychicznie ofiarę nawet na kilka miesięcy. Gdy trauma minie, poszkodowana składa doniesienie i jest traktowana przez wymiar sprawiedliwości na równi z kobietą w porwanym przyodziewku, z siniakami oraz nasieniem sprawcy. Dla sądu takie sprawy to ruletka. Obie niewiasty mogą przecież mówić prawdę lub kłamać. Jak sąd ma to zweryfikować, oglądając ekran monitora?

Stosunek zależności

Jednorazowe przesłuchanie, w myśl nowelizacji, dotyczy nie tylko zgwałceń, czyli artykułu 197 kk. Umniejsza również procesową rolę poszkodowanych w myśl § 1 art. 199: Kto, przez nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia, doprowadza inną osobę do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Teraz panna, której podpadnie szef, nie musi się już – jak Aneta Krawczyk – poniewierać po dziesiątkach rozpraw. Nie musi świecić oczami przed oskarżonymi, obiektywami kamer i aparatów fotograficznych. Nie musiałaby się tłumaczyć, dlaczego uprawiała z kimś seks. Nagrałaby swoje zeznanie i kropka.

Studentka, która ma na pieńku w wykładowcą, nie będzie musiała już angażować swego czasu w przesiadywanie w sądach. Tak jak parafianka, dla której duchowny nie rzucił sutanny.

Wykładowca, przełożony z pracy czy nawet niesłusznie pomówiony ksiądz nie będą się teraz mogli w sądzie skonfrontować jak równy z równym. Nowelizacja kodeksu nie zostawia sądowi żadnej furtki. Zeznania ofiary mają być puszczane na sali sądowej jak profesor Gliński w Sejmie.

Ofiary gwałtów mają różną odporność psychiczną. Dla jednych gwałt jest traumą uniemożliwiającą normalne funkcjonowanie, u innych zaś jednym z wielu doświadczeń seksualnych. Uniemożliwianie zarówno jednym, jak i drugim występowania przed sądem zacznie się mścić na wymiarze sprawiedliwości. Założyć się też można, że wkrótce pojawią się kolejne pomysły nowelizacji. Takie, które pozostawią decyzji sędziego i badaniu biegłego psychologa kwestię, czy ofiara przemocy seksualnej nadaje się do zeznawania, czy nie. I jeszcze takie, które w kwestii wykorzystywania zależności służbowej w celach seksualnych pozwolą na pełne uczestnictwo osób skarżących w procesie. Przecież w tym wypadku wstrząs psychiczny wywołany jednym z wielu numerków, w którym samiec przekroczył granicę przyzwolenia, nie jest chyba porównywalny z brutalnym gwałtem w ciemnej uliczce.

Wejście w życie klepniętych przez Sejm na początku maja poprawek grozi wielu ludziom tym, że najpierw dowiedzą się, że zgwałcili, a potem w sądowym telewizorku zobaczą, kogo zgwałcili.

Foto popis|

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.