Motto tygodnia: Czy to dublerka jest Dudowa? Nie, to prezes Gersdorfowa.

GŁÓWKA PÓŁGŁÓWKA

numer 06/17

– Co się stało? – zapytał minister obrony Antoni Macierewicz, podnosząc głowę znad kartki, na której rysował śmigłowiec. – Wracam ze spotkania z Szydłową – szurnął nóżką wiceminister Bartosz Kownacki. – Powiedziała, że powinniśmy w resorcie skończyć z ornitologią. – Ornitologią?, – Powinniśmy skończyć z zabawą ptaszkami. Każdy na miejscu ministra przynajmniej by się zarumienił, ale nie Macierewicz. On nie miał wstydu. – Niech Szydłowa lepiej poszuka ornitologów w resorcie sprawiedliwości – powiedział. – Coś jeszcze?, – Jutro rano kancelaria premiera ma nam przysłać nowego rzecznika prasowego. – Mamy rzecznika prasowego. Przebywa na urlopie. – Urlop mu się przedłuży, potem zachoruje, dla podratowania zdrowia pojedzie do sanatorium, gdzie utopi się w błocie borowinowym. Dopilnują tego ludzie Błaszczaka. Każdy na miejscu ministra by się wściekł, że zwierzchnicy chcą mu zlikwidować rzecznika, ale nie Macierewicz. On nie okazywał emocji.

•••

Nowy rzecznik prasowy Ministerstwa Obrony Narodowej był niską, szczupłą kobietą po pięćdziesiątce. Do pracy przyjechała rowerem. Zapytana przez Macierewicza o kwalifikacje,odparła: – Mam doktorat, i to bynajmniej nie z ornitologii. Przepraszam, panie ministrze, ale obowiązki mnie wzywają. Odwróciła się na pięcie i jak gdyby nigdy nic odeszła.

•••

Porządkując gabinet, nowa rzeczniczka spakowała do dwóch kartonów to, co zostało po jej poprzedniku: do jednego pudła ordery, a do drugiego puste butelki po whisky. Potem udała się do sekretariatu. – Proszę na jutro wypisać mi delegację do Białegostoku – powiedziała. – Zarezerwować hotel? – zapytała sekretarka. – Gdzie podstawić limuzynę?, – Nie trzeba.

•••

Rzeczniczka wyruszyła nazajutrz o świcie. Zawzięcie pedałowała aż do Wyszkowa, gdzie zatrzymała się na przystanku autobusowym, żeby zjeść śniadanie; kromkę razowego chleba popiła małą butelką wody bez gazu. Do Białegostoku dotarła przed północą. Łańcuchem przykuła rower do pachołka, strząsnęła spod nosa zamarznięte gile i weszła do klubu „Wow”,gdzie najpierw się przedstawiła: – Dobry wieczór, jestem rzeczniczką prasową Ministerstwa Obrony Narodowej. Następnie zamówiła szklankę wody, a zaloty nielicznych, za to bardzo pijanych miejscowych podrywaczy potraktowała odmownie – uprzejmie, choć stanowczo. Po godzinie opuściła klub, na trawniku nieopodal rozbiła namiot, weszła do środka, owinęła się śpiworem i wyjęła telefon komórkowy.– Melduję, że zakończyłam pierwszy etap poprawy wizerunku resortu obrony – nagrała się na cyfrową sekretarkę premier Szydło. – Jutro przystąpię do etapu drugiego. Bez odbioru. PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

[email protected]

AVEVALUE| 5668

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.