Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Autor
AWŁ

Gdy rzecznik idzie do klubu

numer 06/17

W każdym amerykańskim filmie, w którym pojawia się zagadnienie przemocy seksualnej, pada sakramentalne zaklęcie: „Wgwałcie nie chodzi o seks – chodzi o władzę”. Ta teoria, owoc myśli feministycznej, jest raczej konsekwentnie kwestionowana przez seksuologów, ale w przypadku Bartłomieja Misiewicza może okazać się prawdziwa. Jeśli oczywiście prawdą jest, że wbiałostockiej dyskotece pan Misiewicz uprzejmy był ująć za prącie pana Patryka Jackowskiego, aspirującego artystę disco polo, to zapewne nie zrobił tego w celach seksualnych. Dotychczasowe postępowanie pana Misiewicza, znane z przekazów medialnych, zdaje się wskazywać, że przywiązuje on do przejawów szeroko pojętej władzy szczególną wagę: można zatem domniemywać, iż ewentualne ujęcie pana Jackowskiego za prącie wzestawieniu z domniemanym zaoferowaniem mu pracy w ministerstwie było formą podkreślenia wysoce uprzywilejowanej pozycji pana Misiewicza w stosunku do świeżo poznanego młodszego mężczyzny. W takim sensie objawiony w spontanicznych wypowiedziach internautów niepokój co do ewentualnej nieheteronormatywności osoby o tak wysokiej pozycji wMinisterstwie Obrony Narodowej wydaje się bezzasadny. Na tomiast czytając o niezwykłej osobie pana Misiewicza i jego białostockiej przygodzie, przypomniałam sobie historię, która wydarzyła się w bratniej – szczególnie w oczach poległego w Smoleńsku brata prezesa – Gruzji. Między tymi dwiema przygodami jest oczywiście wiele różnic. Przede wszystkim taka, że opowieść gruzińska nie była – w odróżnieniu od naszej – humorystyczna, tylko tragiczna. Ale jest też sporo zaskakujących podobieństw, które sugerują, że może warto poszukać w niej przestrogi. Po dobieństwa, jakie znajdujemy w gruzińskiej historii, to upojny ubaw w nocnym klubie w Tbilisi, luksusowa limuzyna i niejaki Guram Donadze – rzecznik prasowy MSW, które za czasów Saakaszwilego było najpotężniejszym resortem siłowym w Gruzji. Nie wiemy, czy podczas ubawu Donadze złapał kogoś za penisa, wiemy za to, że w pewnym momencie, wskazując na niego, młodzieniec nazwiskiem Sandro Girgwliani spytał swoją dziewczynę, dlaczego siedzi przy stoliku z „tympedałem”. Na zajutrz – i to zasadnicza różnica – skatowane ciało Girgwlianiego znaleziono pod murem cmentarza w peryferyjnej dzielnicy Okrokana. Jego przyjaciel Lewan Buchaidze zeznał, że przed klubem obydwaj zostali znienacka zapakowani do mercedesa klasyML i wywiezieni na peryferia, gdzie Buchaidze został, po pobieżnym wpierdolu, puszczony żywcem, podczas gdy Girgwlianiego zatłuczono na śmierć. Wśród porywaczy i późniejszych oprawców ocalony rozpoznał Olega Mielnikowa, wiceszefa Departamentu Bezpieczeństwa Konstytucyjnego MSW. Mielnikow był wśród osób, które siedziały przy stoliku rzecznika MSW, gdy Girgwliani zakwestionował jego heteronormatywność. Później zawodowy obrońca konstytucji wyszedł w ślad za ofiarą i jej kumplem – i zniknął na kilkadziesiąt minut. W odpowiedzi na pytania prasy i opozycji dotyczące roli Donadzego i Mielnikowa wzabójstwie minister spraw wewnętrznych Vano Merabiszwili ogłosił, iż nie widzi powodów do zwalniania kogokolwiek – i że publikacje prasowe to nic innego jak próby zdyskredytowania jego resortu. Po tym, jak protesty i demonstracje przeciw samowoli i bezkarności MSW rozlały się po całej Gruzji, głos zabrał prezydent Saakaszwili, który głosił, że Merabiszwili jest „bardzo dobrym ministrem”, a wezwania do jego dymisji są „bardzośmieszne”. Protestujących przed parlamentem policja rozpędziła nocą, niektórych aresztowano za chuligaństwo. W efekcie do zabójstwa przyznali się czterej funkcjonariusze MSW, którzy dostali łagodne wyroki. Co najmniej jeden z nich, według zeznań Lewana Buchaidzego, nie miał z napaścią nic wspólnego. Mielnikow nie stanął przed sądem. Nie próbuję porównywać złapania za fiuta – jeśli rzeczywiście do tego doszło – do pobicia na śmierć podmurem cmentarza.

Jest jednak coś niepokojącego w tym, jak podobnie na te wydarzenia zareagowali przełożeni. Nie wiemy, czy Misiewicz obmacywał Jackowskiego – wiemy za to na pewno, że pozwalał, żeby kapitan Wojska Polskiego w galowym mundurze trzymał nad nim parasol, wiemy też, że oczekiwał, aby żołnierze witali go słowami: „Czołem,panie ministrze”; jest to udokumentowane fotograficznie i każdy może obejrzeć to sobie w necie.

Nie wiadomo, czy pan Misiewicz został ostatecznie zwolniony z ministerstwa – MON temu zaprzecza. Wiemy za to, że minister obrony narodowej obiecuje poszczuć prokuratorem tych, którzy atakują jego faworyta. Warto, żeby pamiętał, iż bezkarność młodzieńców z zacięciem do władzy może prowadzić do tragicznych konsekwencji.

AVEVALUE| 9154

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • tańcowały dwa pedały jeden duży mały

  • „…wiemy za to na pewno, że pozwalał, żeby kapitan Wojska Polskiego w galowym mundurze trzymał nad nim parasol” – nie tylko nad nim, a nad każdym kto przemawiał w deszczu. Mylę się? „Pozwalał”.. a mógł rozkazać, żeby nie trzymać?
    „…oczekiwał, aby żołnierze witali go słowami: „Czołem,panie ministrze”; jest to udokumentowane fotograficznie i każdy może obejrzeć to sobie w necie.” – w necie i na zdjęciach widac, że OCZEKIWAŁ tego?
    „Wiemy za to, że minister obrony narodowej obiecuje poszczuć prokuratorem tych, którzy atakują jego faworyta” – za każda krytykę? Czy za kłamstwa i krzywdzące przeinaczenia? Poszczuć? Tak się nazywa dochodzenie praw osobistych na drodze prawnej?
    „Warto, żeby pamiętał, iż bezkarność młodzieńców z zacięciem do władzy może prowadzić do tragicznych konsekwencji.” – to wiemy nie tylko dzięki współczesnej Gruzji. Właściwie poza dziećmi przed podstawówką każdy chyba sobie zdaje z tego sprawę a także z tego, że u nas to się raczej nie zdarza, zwłaszcza gdy u władzy są prawicowcy „szczuci” przez humanistyczne dziennikarki.