Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Autor
MATEUSZ CIEŚLAK

GANG BANK

numer 03/17

Przed wejściem do siedziby banku pojawił się były klient z sądowym nakazem zwrotu zagrabionego przez bank 1,5 mln zł. Przybył w asyście policji i ślusarza z palnikiem acetylenowym.

W Sądzie Okręgowym w Gliwicach toczy się jeden z najbardziej niezwykłych procesów III RP. Na ławie oskarżonych zasiadają prezes oraz wiceprezeska i inne osoby z kierownictwa banku. Banku, który działa, udziela kredytów, gromadzi i przechowuje oszczędności ludzi. Prezes i wiceprezeska oskarżeni są o oszustwa, działanie na szkodę klientów banku, działanie na szkodę banku, fałszowanie dokumentów, w tym fałszowanie podpisów. Wsprawie chodzi o miliony złotych. Oskarżeni przez jakiś czas byli zawieszeni w obowiązkach. Obecnie znowu piastują odpowiedzialne funkcje bankowe. Prezes zasiada na stanowisku prezesa, wiceprezeska jest nadal wiceprezeską. W świetle prawa oboje są przecież niewinni, dopóki nie zapadnie wyrok. Dlatego też nie wolno wymienić mi nazwy banku oraz nazwisk banksterów.

Król życia i rolek

Zaczęło się na początku obecnego wieku. Dariusz S. był jednym z najważniejszych klientów banku. Interesy szły mu wyśmienicie. Był wyłącznym przedstawicielem na Polskę Benetton Sport Group, importerem markowego sprzętu sportowego kilku głównych producentów. Jego klientami były największe sieci handlowe, m.in. Makro Cash & Carry, Tesco, Carrefour, Selgros. Jeśli gdzieś kupiliście narty lub rolki, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostały sprowadzone przez firmę Dariusza S. – Mega International Trade. Dariusz S. żył jak król. Jachty, luksusowe samochody, myślał o zakupie śmigłowca firmy Augusta Westland. Pracownikom płacił krocie. Z czasów świetności pozostało mu dwuosobowe, sportowe bmw zx. Miał ogromny majątek, ale miał też ogromne interesy. Obracał milionami, toteż ciągle korzystał z kredytów. Bank nigdy mu nie odmówił pożyczki.

Pierwszy w sporcie

Obecnie w Polsce istnieją dwie sieci supermarketów sportowych: Go-Sport i tańszy Decathlon. Ale w pierwszych latach XXI w. jeszcze ich nie było. Wtedy Dariusz S. wraz ze swoimi włoskimi partnerami rozpoczął przygotowania do otwarcia takiej właśnie sieci handlującej sportowymi ubraniami i sprzętem. Pierwsze markety miały pojawić się w Katowicach, Gliwicach i Zakopanem, kolejne w Warszawie i w Krakowie. Gdyby interes chwycił, powstawałyby następne wielkie sklepy sportowe. Dariusz S. potrzebował jeszcze więcej pieniędzy, a bank był tym zachwycony. Ile jego Mega będzie potrzebować pieniędzy, tyle dostanie. Był tylko jeden problem. Prezes banku wytłumaczył Dariuszowi S. że ma już tak liczne linie kredytowe, iż trudno nad tym zapanować. Prezes mówił też coś o jakichś regułach bezpieczeństwa, narzuconych przez Komisję Nadzoru Finansowego. Proponował zamknięcie wszystkich obecnych linii kredytowych i otwarcie jednej nowej, lecz za to gigantycznej. Konieczne będzie dodatkowe zabezpieczenie. – Jakie? – zainteresował się Dariusz S. Usłyszał, że chodzi o notarialne upoważnienie banku do dysponowania całym prywatnym majątkiem Dariusza S. oraz jego żony. Zgodził się. Oczami duszy widział się już jako numer jeden biznesu sportowego w Polsce. Przystałby więc na ten warunek nie jeden raz, lecz sto. Wtedy.

Bank zaufania publicznego

Żona pana Dariusza miała wątpliwości. Wiceprezes banku pojechała do domu państwa S. by ją przekonać do wyrażenia zgody. Dariusz S. klarował swojej niemądrej połowicy, że powinna się zgodzić. – Przecież bank ma podpisane przeze mnie weksle. Nasze samochody, nasz dom, inne nasze nieruchomości od lat są zabezpieczeniem kredytów. Bank ma ustanowione zabezpieczenie na hipotekach. Nie będzie żadnej różnicy – tłumaczył. – A poza tym bank to nie jest taka pierwsza z brzegu firemka. To instytucja zaufania publicznego. Bardzo dokładnie kontrolowana przez urzędy państwowe. Fragment aktu oskarżenia: „Jak wynika z zeznań pokrzywdzonej, miała ona wątpliwości co do konieczności udzielenia tak szerokiego pełnomocnictwa Bankowi (…), lecz przyjęła argumenty (…), że jest to potrzebne jako dodatkowe zabezpieczenie udzielonych kredytów i ma znaczenie jedynie formalne”. W ten sposób bank wydębił zgodę obojga współmałżonków na dysponowanie wszystkim, co posiadają. Oczywiście Następnie bank po cichu zatrudnił jednego z pracowników Megi. Kazał mu nawet zamówić pieczątki nowej firmy, która powstanie na gruzach firmy Dariusza S.

Honor za 200 tys. zł

Wreszcie do Polski przyjechali partnerzy Dariusza S. z Włoch, aby podpisać umowę o zawiązaniu konsorcjum powołującego pierwszą w Polsce sieć sportowych supermarketów. Rozmowy toczyły się w nobliwym hotelu Diament. Uczestniczyli w nich przedstawiciele banku oraz obaj biznesmeni zWarszawy. Wpewnej chwili jeden z nich przeprosił. Powiedział, że ma do załatwienia coś ważnego, pożegnał się i wyszedł. Następnie pojechał do kancelarii notarialnej, gdzie czekał już na niego prezes banku. Tam została podpisana umowa o sprzedaży całego prywatnego majątku Dariusza S. Sprzedawał bank, a kupował warszawiak. Wcześniej dostał on od banku kredyt na zakup tego wszystkiego. Bank również wyłożył kilkadziesiąt tysięcy złotych, które trzeba było zapłacić notariuszowi. O tym, że mieszka w nie swoim już domu i jeździ nie swoim samochodem, Dariusz S. dowiedział się jeszcze tego samego dnia, gdy do drzwi domu zastukali pracownicy wynajętej przez bank agencji ochrony i zażądali kluczyków oraz dokumentów terenowego bmw x5. Zdenerwowany przedsiębiorca był wtedy jeszcze pewien, że zaszła pomyłka. Pojechał do siedziby banku, lecz nie został przez prezesa przyjęty. Mimo protestów sekretarki wszedł do gabinetu, rzucił prezesowi na biurko kluczyki od auta i wyszedł. Tym honorowym gestem pozbawił się wozu wartego ok. 200 tys. zł. Prezes przekazał auto biznesmenowi z Warszawy. Drugi wspólnik banku dostał narty znajdujące się w magazynach firmy Mega. Wyceniono je na 200 tys. zł, choć były warte znacznie więcej. Podzielono się innymi rzeczami należącymi do Dariusza S. lub jego spółki. Próbowano przejąć kontrakty handlowe, a przede wszystkim konsorcjum budujące sieć sportowych marketów. Ale Włosi okazali się lojalni wobec Dariusza S. i wycofali się z projektu, który upadł.

Przebite jak w banku

Następnie bank rozprawił się ze swoimi wspólnikami w oszustwie. Obaj biznesmeni z Warszawy byli zadłużeni po uszy. Bank zaczął ich windykować i w szybkim tempie doprowadził do bankructwa. Majątek zabrany wcześniej Dariuszowi S. przejmowała teraz spółka należąca do żony prezesa banku. Pana, który dostał zabrane Dariuszowi S. bmw x5, poproszono, by zjawił się w banku, kusząc postępowaniem naprawczym. Następnie kazano mu oddać kluczyki. Odmówił, wyszedł z banku i zobaczył, że w bmw zaparkowanym przed siedzibą banku wszystkie cztery opony są przebite. Do domu wracał pociągiem.

Spokojnie, to tylko awaria

Sprawą zainteresowała się prokuratura. Przesłuchała pracowników banku, zbadała dokumenty i operacje elektroniczne. Grafologowi kazała sprawdzać autentyczność niektórych podpisów. Zebrane dowody pozwoliły posadzić na ławie oskarżonych prezesa i jego zastępczynię. Prokuratura pomagała też Dariuszowi S. w dochodzeniu roszczeń od banku. Wkilku sądach w Polsce toczy się kilka procesów o zagrabione miliony. Jeden z nich już się zakończył. Sąd zasądził na rzecz przedsiębiorcy 1,5 mln zł, których bank oczywiście nie zapłacił ani Dariuszowi S. ani komornikowi. Ten ostatni wynajął ślusarza z palnikami acetylenowymi. Następnie Dariusz S. wraz ze specem od włamań do skarbców bankowych, pod eskortą policji i ochroniarzy udał się do banku. Prezes zmiękł. Wobecności Dariusza S. komornika i policjantów został wykonany przelew 1,5 mln zł na konto kancelarii komorniczej. Następnego dnia komornik sprawdza konto, a tam nic. Za 2 dni sprawdza – dalej pusto. Bank wyjaśnił, że akurat w tym dniu i o tej godzinie, gdy był wykonywany przelew, nastąpiła awaria systemu bankowego. System przyjął polecenie przelewu, wygenerował jego potwierdzenie, ale pieniędzy nie przesłał. Po zaskarżeniu egzekucji wspomniane 1,5 mln zł udało się wydostać po kolejnej sądowej batalii. Gdy powiodło się odzyskanie kolejnego miliona, bank złożył doniesienie, że Dariusz S. zajmuje się praniem brudnych pieniędzy. Sądy nie powinny mu ufać. Gdy prokuratura skierowała akt oskarżenia przeciwko prezesowi i jego zastępczyni do sądu, oboje zostali zawieszeni w funkcjach kierowniczych. I kiedy jeden sąd zastanawia się nad ich winą, drugi sąd pozwolił im powrócić na stanowiska kierownicze w banku, anulując zawieszenie w obowiązkach prezesa i wiceprezeski. Pozostając na tych stanowiskach, mają codzienny kontakt z szefami innych banków z grupy. Oboje czynnie działają w Związku Banków Polskich, współpracują z Krajową Izbą Rozliczeniową i Komisją Nadzoru Finansowego. We wszystkich tych instytucjach cieszą się szacunkiem. ?? [email protected]

Dariusz S. nie wiedział, że od jakiegoś czasu bank prowadzi zakulisowe rozmowy z jego głównymi kontrahentami, właścicielami dwóch warszawskich firm, które handlowały nartami i rowerami sprowadzanymi przez Megę Dariusza S. Ich firmy nie radziły sobie zbyt dobrze. Bank obiecał im setki tysięcy złotych w razie współpracy. Jeśli zaś odmówią, doprowadzi ich do bankructwa. Obaj biznesmeni zostali kupieni.

AVEVALUE| 28878

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.