Motto tygodnia: Sprawa Igora Stachowiaka pokazuje, jaka jest władza Ziobry i Błaszczaka.

Autor
WOJCIECH MITTELSTAEDT

Dzieci sportowej troski

numer 42/16

Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK

Ancymonki z I ligi.

Wciągnięci w nieustający korowód treningów i meczów zawodnicy są ludźmi młodymi i niekoniecznie przybierają postawy męczenników. Lubią pożartować, zrobić komuś na złość, wyśmiać go. W każdym zespole jest zazwyczaj jeden lub kilku prowodyrów i to oni nadają ton. Wpolskich klubach słynęli z tego Jarosław Bieniuk i Dariusz Dudka, w obecnej reprezentacji Polski najwięcej dokazują Grzegorz Krychowiak iWojciech Szczęsny. Bywa niestety, że tacy prowodyrzy upatrzą sobie jakąś ofiarę i ona najczęściej staje się obiektem ich żartów. Dość wyrafinowanym sposobem dokuczenia ofierze jest wmówienie jej, że ktoś, kto akurat pojawił się w klubie (możeto być listonosz lub dostawca towarów), to nowo zatrudniony zawodnik, który oczywiście ma grać na pozycji obiektu dowcipu. Najwięcej śmiechu jest wówczas, kiedy taki nieszczęśnik biegnie do trenera ze skargą, że nie uprzedzono go o istotnym ruchu kadrowym.

Koloniści z milionami

W pisanej na kolanach biografii piłkarza Francka Ribéry’ego jej autor Alexis Menuge przedstawia francuskiego skrzydłowego Bayernu Monachium jako człowieka wprost tryskającego humorem, zawsze skorego do psot. Na wielu stronicach książki daje przykłady jego błyskotliwego poczucia humoru. Lukas Podolski musiał w pokoju hotelowym biec do łazienki, aby zmyć z dłoni pastę do zębów, którą Ribéry wysmarował klamkę. „Frankto dobry duch drużyny. Wszędzie, gdzie się pojawia, kwitnie życie” – skomentował to ówczesny trener Bayernu Ottmar Hitzfeld. Bastian Schweinsteiger mówił o Francku, że „rozwinąłsię jako osoba”. Raz na przykład schował u kolegi z zespołu skrzynkę ryb. Innym razem oblał z dachu szatni kogoś wodą, bo stwierdził, że jest bardzo gorąco. Coś podobnego dzieje się na koloniach i obozach harcerskich w zieloną noc. Okazuje się jednak, że poważni zawodowcy zarabiający miliony euro nie wyrośli z takich figli. Ribéry nie jest jakimś wyjątkiem. Niemal każdemu piłkarzowi zdarzyło się wyjąć z torby treningowej podłożone tam przez kolegów hantle lub inne ciężary.

Polską specjalnością jest smarowanie majtek przeciwbólową maścią Ben-Gay-Mentholum. Ponoć po kilku minutach treningu w tak spreparowanej bieliźnie zawodnik zaczyna wierzgać na boisku jak byk, którego giez ukąsił w worek mosznowy.

Czasem zabawna sytuacja lub celne powiedzonko są długo wspominane.

Tamci to szmaciarze

Kiedy trenerem reprezentacji Polski był Paweł Janas, w dniu jego urodzin zawodnicy zaprosili go do restauracji. Trener wzruszył się ich pamięcią, ale zauważył, że najlepszym dla niego prezentem urodzinowym będą zwycięstwa w kolejnych meczach. Przy stole zapanowała cisza, którą przerwał Jerzy Dudek: „Todlaczego trener wcześniej nam tego nie powiedział? My już zdążyliśmy kupić krawat”. Niemiłą, choć też zabawną przygodę przeżył trener Polonii Gdańsk Edward Budziwojski. Jego zespół po pierwszej połowie przegrywał. W przerwie wpadł do szatni i od progu zaczął krzyczeć: „Jakwy możecie tak grać? Przecież tamci to szmaciarze, totalne drewno, nic nie potrafią!”. Po czym rozejrzał się dookoła i szybko uciekł. Okazało się, że pomylił szatnie. Obiektem żartów bywają nie tylko sportowcy. Kiedy posłanka PO Joanna Mucha objęła tekę ministra (ministry?)sportu, jeden z dziennikarzy zapytał ją o zamierzenia resortu odnośnie do III ligi hokejowej. Pani minister odparła, że na pewno będzie ona rozwijana. Pytanie było podchwytliwe, bo w Polsce nie ma III ligi hokejowej, są tylko dwie. Winternecie natychmiast pojawiło się mnóstwo kawałów wyśmiewających kompetencje Joanny Muchy. Na przykład taki: dwie muchy trenują piłkę nożną w filiżancekawy. „Tybardziej przykładaj się do zajęć” – strofuje jedna drugą – „boza dwa dni gramy w pucharze”.

Internet nie zapomina

Interet nie daruje żadnych wpadek. Sławomir Peszko grający wówczas w 1. FC Köln po pijaku narozrabiał w taksówce i kierowca zamiast pod wskazany adres odwiózł go na policję. Podczas badania piłkarz osiągnął solidny wynik 1,5 promila alkoholu we krwi i odesłany został do izby wytrzeźwień. Nieszczęsnego Peszkę ukarano w klubie odsunięciem od kilku meczów i grzywną 25 tys. euro, stracił też miejsce w reprezentacji Polski. Choć od wydarzenia minęły już 4 lata, a piłkarz wrócił do kraju i do naszej drużyny narodowej, wystarczy, że tylko pojawi się na boisku, natychmiast internauci, w tym liczni hejterzy, zaczynają zamieszczać w sieci memy. Sam zawodnik zastanawia się, kiedy im te dowcipy wreszcie się znudzą.

Najgorzej to mieć brzydką żonę

Czasem rzucone żartem niewinne zdanie może wywołać nieprzewidziany efekt. Trener Manchesteru United Alex Ferguson po porażce jego drużyny z Arsenalem Londyn powiedział, że i tak Manchester jest lepszy. O skomentowanie tych słów poproszono trenera zwycięskich londyńczyków Arsene’aWengera, a ten zażartował: „Dlakażdego jego żona jest najpiękniejsza”. Feguson obraził się śmiertelnie i doszło nawet do tego, że nie podawał Wengerowi ręki przed meczem. Fakt, druga połówka sir Aleksa, lady Cathy, może miałaby kłopot z wygraniem konkursu Miss Wielkiej Brytanii, ale tłumaczono obrażonemu trenerowi, że nie powinien rozumieć tego zdania dosłownie, bo jest to znane powiedzonko, oznaczające tylko tyle, że każdy chwali to, co ma. Nic z tego. Konflikt miedzy trenerami wciąż się pogłębiał i ustał dopiero wówczas, kiedy Alex Ferguson zdecydował się przejść na emeryturę.

Albo być brunetem

Naprawdę wysoką cenę za jedno wypowiedziane słowo zapłacił Luis Suárez. 15 października 2011 r. podczas meczu jego Liverpoolu F.C. z Manchesterem United wdał się w sprzeczkę z Francuzem Patrice’em Evrą. Kłótnia odbyła się w języku hiszpańskim, bo Urugwajczyk jeszcze nie dość biegle władał angielskim. W krótkiej wymianie zdań Suárez użył słowa „negro”, a nazwanie czarnuchem osoby ciemnoskórej uznawane jest – słusznie – za chamski przejaw rasizmu. I dopiero zaczęła się szopka. Urugwajczyk tłumaczył się, że w języku hiszpańskim, podobnie jak w angielskim, słowo pisze się „negro”,ale wymawia je zupełnie inaczej. Po angielsku to „nigro”i jest rzeczywiście obelgą, po hiszpańsku natomiast mówi się „nehgro”,a w ten sympatyczny sposób w hiszpańskojęzycznych krajach Ameryki Południowej zwraca się nie tylko do ciemnoskórych, ale także do brunetów. Coś w tym jest, wiadomo, że na słynnego pisarza, laureata Nagrody Nobla Mario Vargasa Llosę mówią Flaco, czyli Chudzielec, nikt też nie obraża się za Grubasa (Gordo),czy Blondyna (Rubio). Taki panuje tam zwyczaj. Powołano specjalną komisję, konsultowano się z językoznawcami, zatrudniono nawet trzech specjalistów do odczytywania mowy z ruchu warg i pokazywano im wzwolnionym tempie obraz telewizyjny z zarejestrowanym incydentem. Wyszło przy okazji na jaw, że Evra gorzej włada hiszpańskim niż Suárez angielskim, ale wszystko na nic. Czarnuch to czarnuch i Urugwajczykowi wlepiono dyskwalifikację aż na osiem kolejnych meczów. Najzabawniejsze w całej sprawie jest to, że potraktowano ją tak śmiertelnie poważnie. Chyba wystarczyłoby, gdyby Suárez przeprosił Evrę i zapewnił, że nie jest rasistą. Bo nie jest. Ale to byłoby zbyt proste i dowcipu w tym nie byłoby żadnego.

AVEVALUE| 27120

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.