Motto tygodnia: Fantastyczne! Antoni i jego wojska cybernetyczne…

Autor
BOŻENA DUNAT

Dzieci mało używane

numer 42/16

Znów międzynarodowa afera z polskim dzieckiem. 7-letniMichał spod Opola Lubelskiego został adoptowany przez Belgów. Chłopiec jest chory, nie znalazł rodziców w Polsce. Belgowie wyjechali z synem, zanim wyrok się uprawomocnił. Na domiar złego zapomnieli zabrać świadectwo chrztu!

Stowarzyszenie Wolne Społeczeństwo uważa więc, że doszło do sprzedaży chłopca. Wyśledziło, że organizacja pośrednicząca w adopcji bierze za pomoc 12 tys. euro. Belgowie nie nauczyli się polskiego. I byli nadWisłą za krótko, żeby dzieciak ich pokochał. Czy to prawda, bada Ministerstwo Sprawiedliwości. Prokuratura prowadzi postępowanie w kierunku porwania rodzicielskiego. Prawicowe media szaleją. Wykryły, że nowy tatuś Michała nie jest ministrem, jak się wydawało, tylko podrzędnym pracownikiem belgijskiego ministerstwa kultury. I rodzina nie ma willi, ale chatkę w polu kukurydzy. W adopcji pośredniczył Katolicki Ośrodek Adopcyjny z Warszawy, który nie ma sobie nic do zarzucenia. Zapewnia, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Tak zacny w ocenie Kościoła kat. szyld, który daje pewność, że Belgowie pozostają w związku sakramentalnym i wychowają Michasia w wierze, nie wyhamował ataku. Rację ma dziś w Polsce ten, kto głośniej krzyczy. I wara obcym od polskich dzieci, nawet jeśli jest to dla nich jedyna szansa na normalność.

300 głów rocznie

Eksport polskich dzieci jest określany na ok. 300 głów rocznie. Jadą głównie do Włoch, Holandii, Belgii, Szwecji, Francji czy USA. Obowiązująca zasada: adopcja zagraniczna tak, jeśli na dzieciaka nie znalazł się amator w Polsce. Czyli jest zbyt stare i chore, jak na narodowy gust. – Dlaczego Polacy nie adoptują Francuzów? – judzą prawicowi ekstremiści. Odpowiadają: Francja jest porządnym państwem, które nie oddaje swoich dzieci w cudze ręce. To bzdura.

Mielibyśmy kłopot z adopcją francuskiego gówniarza wyłącznie dlatego, że tam nie rodzą się niechciane dzieci. Prawie nie. Adopcji jest więc tyle, co kot napłakał. A już zwłaszcza zagranicznych. Gdyby rządzący Polską zdecydowali się postawić na edukację seksualną i antykoncepcję, za jakiś czas osiągnęlibyśmy ten sam efekt.

Nadzór krajowy

20 190 polskich dzieci egzystuje w tzw. placówkach, czyli w domach dziecka, w których zdaniem NIK nie ma mowy o wychowywaniu. Tutaj sprawuje się nad dziećmi nadzór. Tylko 517 wychowanków to sieroty. 4231 dzieci przebywa w zawodowych rodzinach wielodzietnych. 1773 w rodzinach o charakterze pogotowia interwencyjnego. 231 rodzin zastępczych przyjmuje dzieci chore. Dla tych wszystkich dzieci wybawieniem byłaby adopcja. Czyli miejsce w normalnej rodzinie, oferującej opiekę, wychowanie, miłość. „Jednakze względu na złożoność procesu adopcyjnego ta forma opieki i wychowania dziecka nie jest zbyt częsta”. To wniosek z raportu UNICEF „Dzieciw Polsce. Dane, liczby, statystyki”.

Lepsze i gorsze środowisko

Rocznie dochodzi jedynie do 2500 adopcji krajowych. Jest zapotrzebowanie na zdrowe noworodki bez zobowiązań, a z powodu wzrastającej niechęci sądów do odbierania praw rodzicielskich źle rokującym rodzicom rynek jest pełen dzieci przerośniętych. To jedna prawda. Druga to skomplikowana procedura adopcyjna, na starcie eliminująca wielu chętnych, w mojej ocenie z powodów niemerytorycznych.

– Łatwiej adoptować dziecko z Etiopii czy z Chin niż z Polski – palnęła przy jakiejś okazji podróżniczka Martyna Wojciechowska. Przyznała, że myśli o tym, gdyż w kraju jako samotna matka nie ma szans.

Nie tylko samotni są zmuszeni szukać za granicą. To samo dotyczy zapracowanych, par homoseksualnych, osób pozostających w związkach partnerskich, chorych czy starszych. Polskie prawo nie eliminuje wprost np. samotnych, ale podkreśla, że to „znaczniesłabsze środowisko rodzinne niż para małżeńska”. Wogóle nie przewiduje powierzenia dziecka niepełnosprawnym, gejom, a nawet osobom heteroseksualnym, dopóki nie zalegalizują związku. Bardzo ważny jest powód, dla którego rodzina stara się o dziecko. Zwykłe: „bochcę mieć dziecko” nie wystarcza. Świadczy przecież o egoizmie, a nie otwarciu się na drugiego człowieka. Przepisy dopuszczają, aby każdy ośrodek adopcyjny tworzył dodatkowe kryteria. Więc tworzy. Np. wymaga zaświadczenia o bezpłodności zainteresowanego albo zaświadczenia o jego chrzcie. I uwiarygadniającej opinii od proboszcza.

Piąty etap

Maria jest od 13 lat wzwiązku zPiotrem. Urzędniczka z korporacji, architekt. Właściciele wspólnego kredytu i 100-metrowegomieszkania na Pradze, z widokiem naWisłę. Nie mogą mieć dzieci. Kilkakrotnie próbowali in vitro. Nie wyszło. – Adoptujemy – powiedziała ona. Po miesiącu powiedział: – Zgoda. Znała procedurę adopcyjną. Pięć etapów, jeden trudniejszy od drugiego. Średnio 2,5 roku oczekiwania. Do 3. Czy przebrną?, – Moglibyśmy mieć wianuszek własnych dzieci. Ci, którzy nas znają wiedzą, że byłyby szczęśliwe – uspokoił. Krok pierwszy – gromada zaświadczeń. Życiorys, zarobki, ogólny stan zdrowia, zaświadczenie od psychiatry…, – Pani jest samotna? – z kwaśną miną zapytała urzędniczka. – Jestem w konkubinacie od 13 lat. – Prościej byłoby, gdyby była pani sama. Dlaczego nie ma ślubu?, – Piotr ma za sobą nieszczęśliwe małżeństwo. Nie chce po raz drugi się rozwodzić. – Akt rozwodowy proszę. – To było 16 lat temu i nas nie dotyczy!, – Takie są przepisy. Dokument niczego nie załatwił. – Gdybyście wzięli państwo ślub… – zasugerowała urzędniczka. – Nie możemy oddać dziecka obcym sobie osobom. Bo kto podpisze akt adopcji? Pan Kowalski i pani Igrekowska?!, – W takim razie sama dokonam adopcji – postanowiła. – Jak długo przebywa pani w pracy? Czy łączą się z nią wyjazdy zagraniczne?, – Jak kończy się projekt, czasem zabieram robotę do domu. Żeby zdążyć na czas. Wyjeżdżam do centrali do Paryża, ale rzadko. – Pani nie jest zdolna stworzyć dla dziecka dobrej rodziny – oceniła kobieta. Maria poddała się. – A jeśli wzięlibyśmy ślub?, – Wtedy tak. Ale trzeba poczekać kilka lat. Nikt nie powierzy dziecka świeżo upieczonym małżonkom.

Krew Radziwiłłów

Maria i Piotr byliby skłonni adoptować Michasia spod Opola. Tego, co go podstępnie wywieźli do Belgii. Nie szkodzi, że cierpi na FAS, czyli chorobę zafundowaną przez matkę w okresie płodowym. Ona piła i on pił. Mózg płodu nie rozwijał się normalnie. Ale, patrz wyżej, para nie ma dostatecznych kwalifikacji do bycia rodzicami polskiego dziecka. Nie wszędzie mają tak dziwaczne przepisy. Najłatwiej dokonać adopcji zagranicznej w kraju, które podpisało Konwencję Haską o Ochronie Dzieci i Współpracy w Dziedzinie Przysposobienia Międzynarodowego. Ta konwencja gwarantuje, że wszystko odbędzie się w najlepiej pojętym interesie dziecka. A także pomoc polskich ośrodków adopcyjnych. – Kolega przywiózł dziecko z Bułgarii – ustalił Piotr. –Wiesz,jest w związku z mężczyzną, więc u nas nie miał szans. Cała zabawa zajęła rok. Pojechali z wizytą. Rezolutny 8-latek. Jaś. Brunet. Nieźle mówi po polsku, choć minęło tylko 7 miesięcy, od kiedy przestał być Dimitrem. – Bułgaria dopuszcza oddawanie dzieci samotnym kobietom i mężczyznom. Jedyne wymaganie wiekowe: jedno z rodziców musi mieć ukończone 25 lat, minimalna różnica między młodszym rodzicem i dzieckiem to 15 lat – relacjonuje gospodarz. Co ważne, nie określono górnej granicy wiekowej rodziców. I jeszcze: adopcji mogą dokonać osoby niepełnosprawne. Wymagane są jedynie 2 podróże po ok. 7 dni. Przed zabraniem pociechy trzeba spędzić z nią 5 dni na terenie sierocińca. – Również Litwa zezwala na adopcję samotnym obojga płci, choć stanowi to pewne utrudnienie w procedowaniu – przed podjęciem ostatecznej decyzji ojciec Jasia dobrze rozpoznał rynek. – Dzieci mają zazwyczaj 7 i więcej lat. Oprócz ewentualnych opóźnień wynikających z wad wrodzonych dochodzą te nabyte w sierocińcach. Potrzebny jest 1 wyjazd na 8 do 10 tygodni lub 2 krótsze… Najszybciej jest w Brazylii. Wystarczą 3 miesiące. Ale dzieci nie mają badań, można z hivem. – Może dziecko z Ukrainy? Albo Białorusi. Jest tam dużo Polaków. I bieda – rozmarzyła się Maria. Kijów ma niewielkie wymagania wobec przyszłych rodziców. Powinni być w związku przez rok, przynajmniej jedno z rodziców musi mieć 21 lat. Łaskawie patrzy na osoby starsze. Pociecha może być nawet o 45 lat młodsza od przyszłej matki. Jednak trzeba zaopatrzyć się w cierpliwość i pieniądze, bo Ukraina nie podpisała konwencji haskiej. Dziecko od Łukaszenki prawie tak samo trudno uzyskać, jak od prezydenta Dudy. Choć z innych powodów. Można wystąpić o adopcję jedynie wówczas, gdy jest z nami spokrewnione. Niby każdy Polak ma w sobie krew nieświeskich Radziwiłłów, ale pracownicy Łukaszenki żądają twardych dowodów pokrewieństwa. Warunek nie dotyczy Włochów, którzy zawarli w tej sprawie specjalną umowę.

Poza podejrzeniami

Procedura adopcyjna w Polsce jest, jaka jest, „zuwagi na dobro dziecka”. To dlatego rodzice adopcyjni muszą być poza jakimkolwiek podejrzeniem. Lepsi niż rodzice naturalni. To dlatego średnia procedura adopcji trwa trzykrotnie dłużej niż ciąża. Można by się zgodzić z tą teorią, gdyby tak starannie wyselekcjonowani rodzice sprawdzali się w tej roli. Jednak z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że co roku wpływa ok. 100 wniosków o rozwiązanie adopcji. Mniej więcej co czwarty jest rozpatrywany pozytywnie.

Czy starając się o dziecko z zagranicy, można ominąć polskiego pośrednika adopcyjnego? Pracownicy przyznają, że tak. Jeśli ktoś ma pieniądze i upór. Gdzie szukać? Haiti to piękny kraj na Antylach. Nie jest stroną konwencji haskiej. Dzieci są najchętniej czarne, za to jest duże prawdopodobieństwo, że wierzą w Maryję Zawsze Dziewicę (64,7proc. populacji to katolicy) i mówią po francusku. W Haiti mają szanse samotni. Bardziej niż ich moralnością państwo interesuje się odpowiedzialnością. Kandy

dat na rodzica musi więc skończyć 35 lat. Istnieje jeszcze jedno ograniczenie wiekowe: różnica między młodszym rodzicem i dzieckiem to co najmniej 19 lat. Dowzięcia są dzieci od 2. roku życia. Chętnie w pakietach, bo nie lubią rozdzielać rodzeństwa. Konieczne jest zaplanowanie 2 podróży. Wtrakcie pierwszej załatwia się sprawy urzędowe i poznaje dziecko. Da się to załatwić w3–5dni. Drugi wyjazd to uczestnictwo w końcówce procesu sądowego i zabranie malucha. 1– 3 dni. Etiopia też nie ratyfikowała konwencji. Dzieci ma dużo, na kobietę przypa

da 5,33 urodzeń. Wzasadzie nie stawia przyszłym rodzicom wymagań wiekowych. Kandydatka na mamusię może mieć 65 lat, dobrze jednak, aby różnica między przyspasabiającym a dzieckiem wynosiła nie więcej niż 44 lata. Do wzięcia są dziewczynki i chłopcy w każdym wieku. HIV albo AIDS ma ok. 5 proc. populacji. Jednak nie ma się co bać, że z niemowlakiem przywieziemy zarazę. Federalna Demokratyczna Republika Etiopii bada eksportowane sieroty. Szanse mają jedynie wolne od HIV i zapalenia wątroby typu B i C. Do Etiopii również trzeba się wybrać dwukrotnie. Poznanie dziecka i proces

sądowy to 5–10dni. Po ok. 2 miesiącach można jechać po malucha. Sierra Leone to równie miły kraj z Afryki, rodzice adopcyjni powinni mieszkać przez 6 miesięcy, ale miejscowe sądy bez ceregieli odstępują od wymogu. Państwo nie określa górnej granicy wieku matki i ojca. Można adoptować młodzież do 17 roku życia. Wszystko podczas jednej wycieczki, trwającej 3–14dni. Jak się ma szczęście, pociecha mówi po angielsku. Sierra Leone było brytyjskim protektoratem. (Zaportalem zagraniczne-adopcje.blogspot.com)

Foto autor| Rys. PAWEŁ KUCZYŃSKI, AVEVALUE| 29739

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.