Motto tygodnia: Prezes ma koncepcję nową – Morawiecki za Szydłową.

Dialogi dam

numer 39/16

w drodze do kościoła

GOŚKA DANISZEWSKA nasyca się powrotem z urlopu. Jej zwierzęta zajmują się swoimi sprawami, ale np. Iwan wpada co pół godziny sprawdzić, czy ona na pewno jest. Aby zapewnić sobie wielką miłość, trzeba psy, a być może i kochanków, zbierać przy szosie. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA jest, jak wiadomo, zakochana w sobie. Cudza miłość jej niepotrzebna.

Wołk-Łaniewska: – A propos miłości: czy mogę cię apdejtować na odcinku Terlikowskich?, Daniszewska: – Koniecznie?, – Tak! Ilekroć wydaje mi się, że już wszystko wiem o Terlikowskich, za każdym razem potrafią mnie czymś zaskoczyć. Najpierw Terlikowska opowiedziała w „GazecieWyborczej”, jak bardzo jest nieszczęśliwa, że stary Terlikowski i małe Terlikowskie zmuszają ją do urodzenia dwieście czterdziestego piątego dziecka, a ona ma dość ciąż, bo się robi jak słoń… – Robi?, – Oj tam, oj tam…I że ona mówi Terlikowskiemu, że nie chce, nie ma siły, a on jej na to: „Widzępo twoich oczach, że byś chciała”. I dzieci jej zrobiły wygaszacz ekranu z napisem: „Chcemydzidziusia”. I ginekolog, „osobamocno związana z kręgami prolife”, ją pyta: „Czynie wzrusza cię, że dzieci proszą o kolejne dzieci?”. A ona, że nie. A potem stara Terlikowska opowiedziała Malinie Błańskiej, że chapie dzidę Terlikowskiemu, ale nie łyka, bo on musi kończyć „wkobiecie”… – A w paszczu nie jest w kobiecie?, – Musi u katolików nie. Paszcza katolickim kobietom niepotrzebna, w końcu głosu nie mają. Tak czy inaczej ostatnio starzy Terlikowscy wystąpili w telewizji Terlikowskiego w sprawie rozwodów. – I co mówili?!, – Nie zgadniesz: byli przeciw. Słowo „rodzina” pochodzi od słowa „rodzić”;trzeba się pobierać szybko i mnożyć bez opanowania; bla bla bla. Ale naprawdę ciekawie robi się, gdy on usiłuje racjonalizować te swoje przesądy i przedstawiać je we współczesnym świetle. Na przykład: „ludzieparują się”… – Co robią?!?, – „Parująsię”. Nie parzą, choć to w zasadzie to samo. „Parująsię w pewnym wieku, a zwlekanie oznacza, że raczej z biegiem czasu nie będziemy mieli większego wyboru”. W kulturze anglosaskiej to ma swoją nazwę. Nazywa się „goin’ugly early”. – Znaczy?, – Brać brzydką wcześnie, tak mniej więcej. Jeden koleś napisał o tym piosenkę. Że idzie z kumplem podrywać laski, ale Bobby Ray jest zbyt wybredny i będzie spał sam, a on… – Kto?, – Podmiot liryczny piosenki. – A Bobby?, – Kumpel podmiotu. Ten wybredny. W każdym razie to taka filozofiapodrywu z dyskoteki, sprawdza się równie przy kupowaniu używanych samochodów na aukcji, co udowodnił Richard Hammon w pamiętnej trzynastej edycji „TopGear”, zanim BBC w swojej analno-retencyjnej poprawności wyrzuciło z roboty Jeremy’ego Clarksona, który zalutował w kły producenta za brak steku na kolację… Wracając do moich ukochanych Terlikowskich: jak się dobrze wsłuchać, to okazuje się, że życie seksualne ultrakatoli wcale nie jest tak różne od reszty prawdziwych Polaków. Na przykład: „Oddającswoją intymność mężczyźnie, kobieta liczy na wyłączność, na oświadczyny” – mówiła stara Terlikowska. – Zaraz, zaraz – dopiero liczy?, – Otóż to właśnie. Stary Terlikowski, który głośno naucza, że nie wolno przed ślubem ani bez ślubu, ani zamiast, zaliczył starą Terlikowską, jak jeszcze nie była starą Terlikowską. Ona zresztą zwierzyła się z tego upodlenia „GazecieWyborczej”… – Nie masz wrażenia, że twoja fascynacja plemieniem Terlikowskich przyjmuje chorobliwe rozmiary?, – No może, ale oni są fascynujący, nie uważasz?, – Zmieniając temat: powiedz, do kogo porównać tę minister edukacji? Przewodnicząca Zetemesu? Te jej minki i frazesy coś mi przypominają… Nie ma nic gorszego niż nadaktywny kretyn na tym stanowisku. Powiedziano tak kiedyś o jednym ministrze edukacji jeszcze za komuny. Mam wrażenie, że oglądam powtórkę z rozrywki. – A pewnie. Także w wymiarze systemowym: partia kieruje, rząd rządzi, mamy nawet politbiuro z pierwszym sekretarzem na czele. Z tym, że za Wiesława politbiuro liczyło 16 osób, a u towarzysza Jarosława aż 34, co dowodzi, że PiS – a w konsekwencji Polska – jest teraz zarządzane znacznie bardziej demokratycznie. – Wiesz, na to bym nie wpadła. A propos historycznych paraleli: mój przyjaciel Wojtek twierdzi, że pierwsze aresztowania pójdą po swoich. Tak jak za Stalina…, – E, tam. Stalin wziął się za swoich, bo cudzych wytłukł w wojnie domowej albo pognał na obczyznę. Nawiasem mówiąc, wiedziałaś, że Wrangel zmarł w Brukseli? Gdzie, jak twierdziła jego rodzina, został otruty – bardzo przebiegle, jako że zmarł na gruźlicę – przez brata lokaja, który przez jakiś czas mieszkał był w jego rezydencji, choć bolszewik. Na wszelki wypadek sugerowałabym, żeby Donald Tusk przepytał służbę, czy nie odwiedza jej rodzina o pisowskich poglądach…, – A gdyby jednak szli po swoich, to ciekawe, czy będą ich gumkować ze zdjęć? W dobie internetu to nie takie proste. Ale przyznaj, że samokrytyka dobrze by wyglądała w tefałenie. A może nawet w publicznej. – Ja zdecydowanie stawiam na dazibao, czyli gazetki wielkich liter. To forma samokrytyki przyjęta podczas rewolucji kulturalnej w Chinach, gdy towarzysze, którzy zbłądzili, wypisywali swoje winy wołami na plakacikach, które następnie wieszali sobie na szyi. – O, do tego zadania typowałabym Misiewicza. Może sobie powiesić gazetkę obok wszystkich medali, które dostał od Urbana. Tylko nie wiadomo, czy Macierewicz pozwoli…, – Na pewno nie. Nie będzie Kamiński pluł mu w twarz ani tym bardziej Ziobro. Aczkolwiek źli ludzie mówią, że niezwykle silna pozycja Macierewicza nie wynika z miłości, którą żywi do niego Jarosław, tylko z faktu, iż podczas swych rozlicznych wędrówek po archiwach Antoni pozyskał kontrolę nad dokumentami dotyczącymi cokolwiek niepojętych przyczyn, dla których jego ojciec, powstaniec warszawski z Virtuti Militari, tak znakomicie funkcjonował w stalinizmie, że nawet wszedł w posiadanie piętra willi na Żoliborzu. A jeszcze gorsi ludzie mówią, że chodzi o teczkę tajemniczej TW Balbiny, która w IBL PAN inwigilowała Jana Józefa Lipskiego. Ale to z całą pewnością jest kłamstwem oraz potwarzą, co rychło zostanie udowodnione ponad wszelką wątpliwość, albowiem w marcu przyszłego roku przestanie istnieć zbiór zastrzeżony IPN i wszystkie teczki, dotychczas tajne, ujrzą światło dzienne. – Wszystkie?, – No oczywiście, tak właśnie powiedział prezes Szarek. A minister Macierewicz obiecuje, że to „spowodujeupadek fikcyjnych elit medialnych, biznesowych i politycznych”. A minister Kamiński, że ujawnione zostanie wszystko z wyjątkiem „sytuacjiabsolutnie realnych dotyczących bezpieczeństwa dzisiaj”. – A, to w porządku. – Wracając do Misiewicza naszego ukochanego: jak nie przepadam za Nowoczesną, to zachwyciła mnie jej inicjatywa stworzenia atlasu „Misiewiczównaszych pól i lasów”. Nawet Platformie dojście do takiego poziomu arogancji władzy zabrało z półtora roku. PiS się uwinęło w 10 miesięcy. Chapeau bas. – Skoro już jesteśmy przy arogancji władzy: opowiadał mi dzisiaj jeden dżentelmen, że widział na własne oczouszy, jak Kurski podszedł do Waldka Dąbrowskiego, poklepał go po wysokim ramieniu i powiedział: – Ty się, Waldek, staraj, oj staraj się! I ten wybitny dyrektor Opery Narodowej tylko się uśmiechnął. Mogę sobie pozwolić, bo jestem z nim na ty. – Ciągle?, – Wiesz, w zasadzie nie wiem. Może byłam? To już mi się w życiu zdarzało. I to kilkakrotnie. Bardzo mnie te cofańce bawią. Uwielbiam stary dowcip: pan hrabia się napierdolił i zaproponował lokajowi bruderszaft. Wypili. Rano hrabiego łeb napierdala, a lokaj już stoi ze srebrną tacą, a na niej dwa kieliszki. – Panie hrabio, proponuję cofańca. Na pewno znałaś, bo jesteś przecież z wyższych sfer. – Znałam, bo mi już opowiadałaś. Ze dwa razy. – Wal się. Zmieniając temat: któregoś ranka przeżyłam chwile grozy. Podłączam się z herbatą do tefałenu i słyszę, że w Nowym Jorku był wybuch. Ku rozczarowaniu dziennikarzy słaby, bo są tylko ranni. I zaledwie jeden ciężko. I słyszę dramatyczne pytanie: – A co z naszym prezydentem? On tam przebywa! Zadrżałam. Herbata rozlała się na dywan. Papieros wypadł mi z dłoni. Mój ukochany Iwan zaczął wyć. Spojrzałam w dół. To nic, to tylko gorąca herbata kapała na niego. I wreszcie słyszę upragnione zdanie: Prezydentowi nic nie zagraża. Jest dwadzieścia przecznic od miejsca wybuchu! O chwała nieistniejącemu! Dwadzieścia przecznic, to nawet mogło go nie obudzić. Może tylko przewrócił się na drugi bok. Należy dopytać ministra Magierowskiego. Zauważyłaś, że nikt już nie pyta. Każdy „dopytuje”. Ale koniec dygresji, sprawa jest zbyt poważna. Bo przecież Duda jest… poczekaj, nie wtrącaj się, przypomnę sobie. Coś na „nie”. Niesamodzielny? Niemądry? Nieładny?, – Pomogę ci. Art. 135 § 2… – Yyyyy… – Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej… – Ile?, – Trójka. – Zaraz sobie przypomnę! Chwila! Jak będziesz w moim wieku, też ci się to zdarzy. Czekaj, to coś z metalem… Już! Duda jest niezłomny! On by się bombie domowej roboty kłaniał? Nigdy! Nieco uspokojona pojechałam na rower. Po powrocie w telewizorze Dudzie nadal nic nie zagraża. W „Faktach”też mu nic nie zagraża. I tak co godzinę nic mu nie zagraża. Te tefałeny to mają przesrane. I jeszcze trzeba robić poważną minę do śmiesznej gry. – Ja oczywiście życzę Panu Prezydentowi wielu lat w najlepszym zdrowiu, ale gdyby Prezydent RP zginął w Nowym Jorku… w wybuchu, który na pewno był zamachem… Osobiście założyłabym stowarzyszenie Solidarniejsi 2016 i kategorycznie domagała się śledztwa międzynarodowego oraz rosyjskiej pomocy w dochodzeniu do prawdy. Tak mi dopomóż bóg nieistniejący, fiat!, – Mercedes. – Fiat łaciński, nie motoryzacyjny. Znaczy: niech się stanie. Taki amen, tylko ładniej brzmi. – Aha. To fiat. ?? [email protected] [email protected]

Foto autor| Ilustr. WŁODEK KIERUS, AVEVALUE| 22751

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.