Motto tygodnia: Droższa benzyna to PiS-u wina.

Dialogi dam w drodze do kościoła

numer 06/17

GOŚKA DANISZEWSKA rozkwita w zachwytach. I to zachwycił ją mężczyzna, na którego do tej pory patrzyła niechętnie. Może nawet z obrzydzeniem. A teraz! Tylko wzdycha. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA nic z tego nie rozumie, ale przywykła do dziwactw i jak zwykle traktuje swoją rozmówczynię z lekkim pobłażaniem, zważywszy na jej podeszły wiek. A poza tym jest w Moskwie.

Daniszewska: – A co ty tam robisz, w tym siedlisku zła?, Wołk-Łaniewska: – Głównie marznę. Psiakrew, zapomniałam już, jak wyglądają prawdziwe zimy i, szczerze mówiąc, jest to wiedza, bez której bym się mogła obejść. A poza tym przyjechałam odwiedzić towarzysza Lenina, bo zaraz go zabiorą. – Kto? Dokąd?, – Do prania. Albowiem zbliża się setna rocznica Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej i Lenin musi być jak nowy. Co prawda czytałam gdzieś, że ich jest trzech, w tym dwóch to bezpańskie trupy leninopodobne, wynalezione w kostnicach w różnych zakątkach imperium, ale w to nie wierzę. W najlepszych czasach ponad dwustu naukowców pracowało nad zachowaniem towarzysza Lenina dla potomności, przy okazji wynajdując wiele rzeczy pożytecznych dla żywych, np. technikę pozwalającą na przepływ krwi przez nerki dawcy podczas transplantacji. Obecnie naukowców jest tylko pięciu, ale trzeba przyznać, że robią znakomitą robotę, jak by powiedzieli Amerykanie. – Ciekawe, kto za to płaci. – Państwo. Na początku lat 90. na chwilę zabrali im finansowanie,ale grupa mauzoleumowa przetrwała na dotacjach prywatnych aż do czasu, gdy nowa Rosja doszła do ładu ze swoją historią i teraz znowu jest tak, jak powinno. A z okazji rocznicy planowana jest wielka kampania „Rewolucjana żywo”, w której na bieżąco, choć ze stuletnim opóźnieniem, bohaterowie wydarzeń z 1917 r. będą twittować… – Kto będzie twittować?, – A wszyscy z hasztagiem #1917LIVE. Mikołaj II, Lenin, Stalin, Trocki…, – Mężczyzna siłacz! Mężczyzna, który ruszył kulę ziemską!, – Lenin czy Stalin?, – No wiesz co?!, – Kopernik?, – Jego odwaga przypomina mi Piotra I, cara Rusi, twórcę Petersburga, który własnoręcznie wyrywał zęby żołnierzom. I pomyśleć, że ja tego nie zauważyłam wcześniej. – Szczerbatości u żołnierzy?, – Nie, wspaniałości u mężczyzny. I nawet mówiłam, że to durna świnia. A teraz patrzę, a ten mężczyzna może wszystko! Tam, gdzie najwięksi generałowie trzęśli portkami i salutowali, on tylko pogadał. Miło, serdecznie, po ojcowsku. I spowodował, że znikło pana Misiewicza, pomocnika aptekarza, który stał na czele polskiej armii. – Zgodnie z obowiązującymi przepisami, aptekarzem jest farmaceuta wykonujący zawód w aptece, punkcie aptecznym lub hurtowni farmaceutycznej. Z kolei tytułem farmaceuty na terenie Polski posługują się osoby posiadające dokument, jakim jest „Prawowykonywania zawodu farmaceuty”, wydany przez naczelną lub okręgową izbę aptekarską. Tytuł zawodowy farmaceuty podlega ochronie prawnej. – A to w jakiej sprawie?, – To na prośbę środowiska aptekarskiego, które zaapelowało o szerokie udostępnianie sprostowania o treści następującej: „Wzwiązku z nieprawdziwymi informacjami rozpowszechnianymi winternecie chcemy zaznaczyć, że Bartłomiej Misiewicz NIE JEST APTEKARZEM”. I dalej jak wyżej…, – Aha. To udostępniamy. Ale wracając do tematu: wspaniały mężczyzna, o którym mówię, porozmawiał z chłopakiem z Białegostoku, który opowiadał, że panM. łapał go za prącie, oferował pracę oraz spodobałby się panu Kaczyńskiemu Jarosławowi, posłowi, prezesowi. Nikomu się nie udawało, a on pstryknął palcami iMisiewicz zniknął. Zniknął go w realu i z internetu. Mam nadzieję, że na amen. – No, chyba nie, bo Antoni zaprzecza… – A ja wierzę w potęgę człowieka. Kocham pana, panie Stonoga. Swego czasu zamieścił Stonoga filmik o moim ukochanym drugim mężu. Był w redakcji przez gapiostwo jednego z kolegów. Kończył się ten filmik pięknie i wyrafinowaną puentą: pan Stonoga chciał się wysrać na biurko prezesa Urbana, ale nie zrobił tego. A dlaczegóż to? Po prostu nie chciało mu się srać. – Pamiętam, pamiętam… Błyskotliwe, a zarazem subtelne… – Ty se kpisz, a ja się szczerze troszczę o zdrowie pana Stonogi. Biedactwo, może miał zaparcie. Otóż teraz pan Stonoga – co ja mówię – dwustunoga, może przyjść, wysrać się, a ja mu podam papier. – To nie było biurko Urbana, tylko Ćwiklińskiego. – To tym bardziej. Ten dżentelmen przejdzie do historii. Albo go zabiją, ale wtedy jeszcze szybciej przejdzie do historii. Na szczęście są jeszcze wielcy ludzie w tym kraiku. Co teraz zrobić z takim Misiewiczem? Chyba należy wysłać go za granicę. Jakiś ambasador na Dominikanie?, – Czemu na Dominikanie?, – Bo tam szlaki mamy przetarte przez jakiegoś biskupa, który umarł na tydzień przed sprawą o molestowanie chłopaczków. A i klimat dobry. Może i jacyś generałowie się znajdą, którzy go polubią. Bo przyznaj, Wołku, że chłopak ładny. – Twój gust najwyraźniej psuje się z latami. A może to tylko wzrok?, – No dobra, można go trochę odchudzić. Przecież wiem, że nie lubisz młodych. Trochę poczekasz, a on też się zestarzeje. – Wyrazu twarzy mu to nie zmieni. – To prawda. W ogóle kiepsko masz z tą władzą, bo ci chłopcy wiceziobry to też młode efeby. Szczególnie ten ze złotymi lokami. On musi być do specjalnych zadań, bo występuje głównie wiceminister Jaki. Też niczego sobie. Jak ktoś lubi brunetów. – Małgosiu, ty się dobrze czujesz?, – Dobra, nie samym zachwytem nad chłopcami człowiek żyje. Odwiedziłam pana Jana. – I co tam u niego, bo czytelnicy się interesują?, – Ma się dobrze, mieszka w schronisku Monaru. Czysto, ciepło, pełno. Marek Kotański się z nami kolegował. I tak się cieszę, że pan Jan znalazł tam schronienie. Jak dobrze, że w naszym kraiku są tacy Kotańscy i Owsiaki. To znaczy jeden był. Nie chcę już pisać o panu Janie, bo podejrzewam, że on nas czyta. Tam jest też duża biblioteka, a pan Jan lubi czytać. Odbyliśmy taką rozmowę: Pan Jan: – Tak mi miło, że panią spotkałem. To mi tak pomogło. Ja: – Panie Janie, a ja jaka jestem zadowolona! Nasze spotkanie zmieniło pana życie. A mogłam spotkać menela, który by rozpieprzył mi dom i wrócił do swojego życia. Pan Jan pocałował mnie w rękę. W ośrodku powiedzieli mi, że pomogą znaleźć pracę. Dokumenty będzie miał za chwilę, I co prawda mówiłam panu Janowi, że go nie adoptuję, to jednak go adoptowałam. – To może adoptuj Misiewicza, bo wygląda na to, że grozi mu polityczne sieroctwo. – E tam, Antoni go nie odda. Tak ładny chłopak. – A ty znowu swoje. ?? [email protected] [email protected]

AVEVALUE| 19969

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.