Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Dialogi dam w drodze do kościoła

numer 03/17

GOŚKA DANISZEWSKA siedzi w czepku na głowie. Pod spodem jest płyn przeciw wszawicy. Na ulotce napisano, że nie należy go stosować na brwi, rzęsy oraz włosy łonowe. Ona na razie nie wie, czy ma wszy zwykłe, czy mendy. Posmarowała tylko głowę. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA jak zwykle nie pomogła żadnemu bezdomnemu, zatem drapać się nie musi, zimna suka.

Daniszewska: – Ciąg dalszy komunikatu sanitarno-epidemiologicznego nastąpi. Pan Jan, ten bezdomny, którego, jak pamiętasz, przygarnęłam na czas mrozów…, Wołk-Łaniewska: – Trudno by mi było zapomnieć, młotkowałaś mnie tym aktem dobroczynności przez całą drogę…, – No więc pan Jan zostawił po sobie jeszcze jedną pamiątkę. Z wszami poszło łatwo, ale pluskwy to już trudniejszy przeciwnik. Została wezwana ekipa ze sprzętem specjalistycznym. Być może trzeba będzie zabieg powtórzyć jeszcze dwa razy. To kolejny dowód na nieistnienie boga. Każdy dobry uczynek musi zostać ukarany. – To akurat mógłby być dowód na istnienie boga. Jak trafnie zauważa Richard Dawkins, bóg starotestamentowy jest prawdopodobnie najbardziej nieprzyjemną postacią w literaturze fikcji. Ten z Nowego Testamentu jest odrobinę mniej krwiożerczy, ale złośliwy jak cholera. Co oczywiście nie jest z mojej strony próbą obrony teorii istnienia boga…, – Tak, wiem, oponujesz dla zasady. Wracając do pana Jana: po jednej nocy w noclegowni zasugerował chęć powrotu. Niestety dom jest w fazie zagrożenia środkami chemicznymi. Mogłoby mu zaszkodzić. – Twoja troskliwość nie zna granic. – Prawda? Na szczęście wróciła pani Ola, są więc dwie ręce więcej do roboty. Pani Ola jest Ukrainką, która u nas mieszka i legalnie pracuje. Była u siebie na świętach. Jeździ do domu busem, kierowca odbiera ją spod domu. Tym razem jechała do siebie osiem godzin, a mieszka pod Lwowem. Na polsko-ukraińskiej granicy zawsze zalicza parę godzin postoju. Nasi się nie spieszą. Kawa i pogaduszki z kolegami są ważniejsze. – Nie sądzę. Sądzę, że chodzi o pokazanie banderowcom, gdzie jest ich miejsce. – Pewnie tak. W drodze powrotnej jest jeszcze gorzej. Pani Ola zawsze coś od siebie przywozi. Jajka od własnych kur, śmietana od własnej krowy, słonina od własnej świni…, – Taaak, świnia na pewno z radością ją oddała w prezencie dla polskich przyjaciół. – Wal się. Czasem przywozi też śledzie oraz pyszne małe marynowane rybki zwane moskalikami. I nasi dzielni pogranicznicy skrzętnie przeszukują bagaże i jak ktoś ma pecha, to mu tę kontrabandę odbierają. Pani Ola przywozi to dla nas w prezencie, ale są ludzie, którzy wiozą to sobie do zjedzenia. Żeby było taniej. Tym razem pani Oli się udało, ale sześć osób z busa straciło wszystkie zapasy. Mundurowi wyjmowali całą wałówkę z walizek i skrzętnie układali na ławce. Obok stały kosze, ale nikt nie pomyślał, żeby takie rarytasy tam wrzucić. Dziewczyna obok Oli płakała. Nie tyle było jej żal jajek, ile mamy, która przez tydzień je zbierała, odejmując sobie od ust. – A jak to wygląda u was? – pytam. – U nas jest prościej i uczciwiej. Wszyscy pasażerowie busa robią składkę i kierowca daje pogranicznikom. I jazda. – Różnica jest taka, że ukraińscy pogranicznicy uczciwie zarabiają na życie tymi łapówkami spożywczymi. A nasi żarcie mają w dupie, ale mają prawo je zabierać, bo do UE nie wolno wwozić mięsa i nabiału spoza Unii, chyba że zWysp Owczych, Grenlandii lub Islandii… – Dlaczego akurat zWysp Owczych?, – Nie mam pojęcia. Przeczytałam z nudów na lotnisku, jak czekałam na walizkę. W każdym razie wwożenie skądinąd jest zakazane i podlega grzywnie, tudzież odpowiedzialności karnej, toteż chłopaki mogą sobie pofolgować i jeszcze uważać, że są szlachetni, bo nikogo nie zamknęli za sało i cztery jaja…, – Dokładnie. Jak mówi pani Ola, ukraińska kontrola graniczna różni się tym jeszcze od polskiej, że tam nie ma upokorzeń. – Wasi potrafią szarpać i wyzywać od najgorszych za połeć słoniny. A jak się postawisz, to potrafią odesłać z powrotem. A tu wiadomo, praca nie będzie na ciebie czekała. Ja mam kartę pobytu na całe Schengen, a też się boję. Siedzę cicho i modlę się, żeby na mój bagaż nie trafili. Już dwa razy wszystko straciłam – mówi. Kiedy szła na operację, też wolała u siebie. Reguły są proste: dobry lekarz ma swoją stawkę. Dostała od niego listę zakupów do apteki. I jest zdrowa. A u nas poszła na USG, to jakiś staruszek najpierw coś mamrotał, a potem się przysunął, prawie kładąc się na niej. Ale my, Wołku, to mamy lepiej. – Ja tam nie mam nic przeciwko staruszkom, co się przysuwają… – Ja nie o tym. – A o czym?, – O Antonim. AntoniM. wypalił, że dzięki tym kilku jankeskim chłopakom mamy na kilkanaście lat zagwarantowane bezpieczeństwo. Dlaczego na kilkanaście, nie wyjaśnił. – A nie lepsza była premierzyca, która powitała na polskiej ziemi „reprezentantównajlepszej, najsilniejszej i najwspanialszej armii świata”? Serio. Odkąd Bohater Związku Radzieckiego generał Gromow przekroczył 15 lutego 1989 r. Most Przyjaźni między ZSRR i Afganistanem, nikt tak pięknie nie mówił o wojskach obcego bądź co bądź mocarstwa stacjonujących na nieswojej ziemi. Choć Antoni oczywiście też dał czadu, ogłaszając, że zamach smoleński to kolejny akt w długiej serii rosyjskich agresji. Ale najbardziej rozczulił mnie redaktor Kraśko, który w tefałenach ubolewał, że lud nie witał żołnierzy amerykańskich pieśnią i kwieciem. A powinien, bo to przecież takie szczęście…, – A teraz odszczekaj. Wzeszłym roku pożarłyśmy się o Owsiaka. Tobie jak zwykle coś tam nie pasowało. A w tym roku? Finał wypadł zajebiście, no i rekord będzie. Ten chłopak ma energię i umie ją spożytkować. Przyznaj! Przyznaj, bo, kurwa, nie wytrzymam. – Nie przyznam, ni chuja. Nie chodzi mi o samego Owsiaka, tylko o lud, który wrzuca dwa złote do puszki raz na rok i uważa, że wobec powyższego można zlikwidować NFZ. Budżet NFZ na 2017 rok to 73 miliardy. Owsiak zebrał 62 miliony – i chwała mu za to, oczywiście, ale koncept, iż „całasłużba zdrowia opiera się na Owsiaku”, zdaje mi się mocno przesadzony. Natomiast głęboko mnie intryguje historia współpracy WOŚP z biurem wojewody świętokrzyskiego. – W temacie?, – Słynnego pisma do sztabu WOŚP w Pacanowie: „Wimieniu wojewody świętokrzyskiego Agaty Wojtyszek informuję, że prośba o przekazanie przedmiotów na licytację podczas 25. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy została odrzucona”. Podpisany pod pismem dyrektor biura wojewody Bartosz Cmoch złożył dymisję z przyczyn osobistych, po tym jak jego dzieło zostało sprzedane na aukcji za tysiąc złotych, i jego dymisja została przyjęta – co zresztą uważam za akt niesprawiedliwości. W końcu dzięki niemu cała Polska usłyszała o wojewodzie Wojtyszek, a przy tym przyczynił się także do solidnego wpływu na zbożny cel. – Ale co cię w tym intryguje?, – Otóż pan Cmoch, skądinąd absolwent filologii rumuńskiej, został zatrudniony na stanowisku szefa biura wojewody przez niewiastę o trudnym do zapomnienia nazwisku Bożentyna Pałka-Koruba, wojewodzicę platformianą, w 2013 r. I jako jeden z nielicznych nie wyleciał po dobrej zmianie. Zastanawia mnie: czy specyficzny kształt tego pisma to dowód, że jego autor nawrócił się na pisizm i przyswoił sobie tę niezawoalowaną arogancję władzy płynącą z podstaw ideologicznych? Czy też po prostu napisał to, co wojewodzica mu powiedziała, słowo w słowo, niejako dystansując się od jej postawy i został publicznie upokorzony za nieswoje grzechy?, – A czy to czyni ci jakąś wielką różnicę? – Tak naprawdę to nie, tak se spekuluję. A teraz z zupełnie innej beczki: o Trumpie chciałam. I Ameryce. – Dawaj. – Otóż Trump mianował niejaką Betsy DeVos sekretarzem ds. edukacji. Betsy jest, a jakże, miliarderką, a także entuzjastką prywatyzacji szkół oraz finansowaniaprywatnej i religijnej edukacji ze środków publicznych. Zwłaszcza religijnej, bo Betsy DeVos i jej mąż o nieszczęśliwym imieniu Dick, chcą być Szefelą… – Czym?!, – Szefelą. To takie miejsce w Izraelu, gdzie toczyły się różne bitwy ze Starego Testamentu. Wykopaliska archeologiczne z Szefeli wykazują, że w miejscach podbitych przez Izrael poganie przestawali żreć świnie – czego państwo DeVos używają w charakterze metafory określającej walkę chrześcijan z świeckim państwem: „Jakwyrugować świńskie kości z naszej kultury?”. Nowa szefowa amerykańskiego departamentu edukacji uważa za swoje zadanie „postępKrólestwa Bożego na Ziemi”, co ma przejawić się m.in.w odwróceniu szkodliwego trendu, polegającego na tym, że publiczne szkoły wyparły Kościół z funkcji centrum życia lokalnych wspólnot. A my narzekamy na Zalewską, która uważa pogrom kielecki za wynik „zawiłościhistorycznych”… I nadal będziemy narzekać. Amen. ?? [email protected] [email protected]

AVEVALUE| 21118

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.