Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Dialogi dam w drodze do kościoła

numer 49/16

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA płacze po Fidelu… GOŚKA DANISZEWSKA nie szlocha, ale przynajmniej znała kilka osób, które go znały. Jak jeden mąż twierdziły, że był fascynujący.

Daniszewska: – Nie, błagam cię, nie rozmawiajmy o Kubie. Ani ty, ani ja nie mamy nic nowego do powiedzenia. I basta. Wołk-Łaniewska: – To akurat nieprawda. Jest mnóstwo nowych rzeczy, które można powiedzieć o Kubie, zwłaszcza w Polsce, ale pies ci mordę lizał. Nie rozmawiam o niczym innym od tygodnia…, – Jasne, wiadomo, że lubisz starszych mężczyzn, ale tych po dziewięćdziesiątce to chyba już przegięcie. Raul nie ma w sobie nic pociągającego, wszystko zgarnął starszy brat. – Sprawiedliwość istnieje tylko w socjalizmie. W genetyce jej nie ma. – Osocjalizmie też nie będziemy rozmawiać. – A o czym będziemy?, – Dajmy na to o literaturze. Wreszcie dotarłam do 563. strony książki „Jerozolimabiografia”. Napisał ją Simon Sebag Montefiore, oby żył wiecznie i wiecznie pisał. Czytałam ją partiami i z przerwami. Jest to książka tak naładowana, że wydaje się bombą, która za chwilę wybuchnie. – Trochę to egzaltowane, co mówisz. – Bo nie czytałaś. Jest to biografia miejsca na Ziemi tak niebywałego, że drugiego takiego nie ma. W głowie mi zostało może 30 proc. a może nawet mniej. Zapamiętałam też piękny i mądry cytat z „DziennikówTheodora Herzla”, nieco utopijnego syjonisty: „OJerozolimo: ten człowiek, obecny tu przez cały czas, uroczy marzyciel z Nazaretu, sprawił tylko tyle, że zwiększył nienawiść”. Jakie to bliskie naszym zatwardziałym sercom ateistek. Pożyczę ci ją na kolejny urlop. – Taaa, to może chwilę potrwać… Urlopy ostatnio jakoś mnie omijają…, – Tak, tak, wiem, bo ci za mało płacimy. Jak na socjalistkę strasznie jesteś skupiona na pieniądzach. Wracając do Montefiorego: teraz żałuję, że nie przeczytałam jej przed wizytą w Jerozolimie. Zupełnie inaczej chodziłabym ulicami. – Tyłem i na czworakach?, – Nie, świadomie i z uwagą. A tak pamiętam tylko trochę zabytków i dziurę w ziemi pomiejscu, gdzie stał krzyż „uroczegomarzyciela z Nazaretu”. Pamiętam, że bałam się wsadzić w tę dziurę rękę. – Serio? To może oni mają rację, że nie wierzą w istnienie ateistów?, – Kto?, – Katole. Kolejny kwiatek z tego bukietu: dziewczę od niusów z tefałenu nazywa się bodaj Kuligowska. Informacja o tym, że Stephen Hawking spotkał się z papieżem Franciszkiem na sesji plenarnej Papieskiej Akademii Nauk poświęconej zmianom klimatu i odpowiedzialnej polityce ekologicznej. Dialog w studiu o poranku. Dziewczę: „Hawkingjest agnostykiem, słowa "Bóg"używa, ale w takiej przenośni odnośnie natury i wszystkiego, co się z tym wiąże, ale jeszcze może nie powiedział ostatniego słowa w tym temacie…”. – Słucham?!, – Tak dokładnie powiedziała, spisałam sobie z telewizora słowo w słowo. Po kolei: Stephen Hawking nie jest „agnostykiem”. Agnostyk to osoba, która nie ma wyrobionej opinii na temat istnienia bądź nieistnienia boga. Hawking jest ateistą, co stwierdza w sposób niepozostawiający miejsca nawątpliwości. W swych wczesnych pracach używał słowa „Bóg”,nie w „wprzenośni odnośnie natury”, tylko dla zilustrowania tego, co działo się umysłach ludzkości, gdy była tak jeszcze prymitywna, że nie umiała ogarnąć świata siłą rozumu i musiała się uciekać dowyjaśnień supranaturalnych. Dziś, gdy nauka potrafiwyjaśnić mechanizm powstania świata, Bóg stał się zbędny – mówi Hawking. Aha, a sugerowanie, że genialny naukowiec, który ma 74 lata i cierpi na nieuleczalną i postępującą chorobę, „niepowiedział jeszcze ostatniego słowa” w temacie swojego stosunku do „stwórcy”– to wyjątkowo obrzydliwy przejaw hienopapizmu. A nuż się przestraszy, jak mu kostucha zajrzy jeszcze głębiej w oczy i zmieni zdanie? Katole, zwłaszcza tutejsi, na każdym kroku uprawiają taki prozelityzm funeralny i nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Tymczasem jest to protekcjonalne, lekceważące i obelżywe dla rozumu. Zwłaszcza wielkiego. – No i git. W ogóle się o to nie pokłócimy. Wracając do Jerozolimy: najcudowniejszy targ z przyprawami, jaki spotkałam w życiu. Zupełnym hitem był suszony bób z przyprawami, pieprzem kajeńskim i solą morską. Jakbyś kiedyś trafiła do Jerozolimy, to koniecznie mi go przywieź. – Pewnie. Choć moje wspomnienie z Jerozolimy jest nieco mniej wonne i obejmuje jednego bardzo ortodoksyjnego obywatela, który zatrzymał się, gdy czekałam namoją nordycko-izraelską przyjaciółkę przed dworcem autobusowym w szabas wieczorem, i choć nie mówił w żadnym języku poza hebrajskim, zdążył zadać mi kluczowe pytania, a mianowicie czy wierzę wboga i czy pójdę z nim do łóżka. Obywatel, dodajmy, był tak zasadniczo wierzący, że zgodnie z zasadą negia, która każe unikać kontaktu fizycznego z kobietami, nie podał mi ręki, ale w ciągnięciu mnie do wyra zupełnie mu to nie przeszkadzało. Myślę, że każda wiara prowadzi do hipokryzji, ale wiara fundamentalistyczna prowadzi do hipokryzji fundamentalnej…, – Mało odkrywcze, ale generalnie zgoda. Skoro już jesteśmy przy kwestiach wiary i zachowań reprodukcyjnych: umarła Grażyna. Kobieta niebywała, która dziesięć lat temu wymusiła na rządzie szwedzkim sterylizację swojej nienormalnej córki. – Nie ukrywam, że nie bardzo wiem, jak zareagować. Może fundamentalistyczna wiara w prawa człowieka ma te same skutki uboczne?, – Tak może być. Grażyna zadzwoniła do mnie i powiedziała: musiałam to zrobić, bo ja umrę, to kto, kurwa, wychowa to dziecko. I zrobiła. Szwecja zrobiła. – Wyznam, że nadal jestem nieco speszona. Choć generalnie jestem entuzjastką sterylizacji, ale zdecydowanie lepiej się czuję, gdy osoba bezpośrednio zainteresowana sama podejmuje decyzję. Choć z drugiej strony oczywiście zgadzam się z jej myśleniem, co pozostawia mnie wstanie wewnętrznego rozdarcia. Niełatwo być humanistką. – Nikt nie obiecywał. Grażyna była też właścicielką doskonale prosperującej firmy. Przepisała siostrze, pod warunkiem że jeśli przeżyje, to tamta jej zwróci. Najcudowniejsza była, gdy już wiedziała, że umrze. Jej rak był nieodwracalny. Mąż: – Pochowam cię w Sztokholmie! Grażyna: – Kurwa, kto tu umiera, ja czy ty? Nie wpierdalaj się w moje umieranie! Oni zawsze się ze sobą kłócili. I teraz spotkałam smutnego Jurka. Popioły Grażyny są w Szwecji, a jej kawałek obciętych włosów w Polsce w grobie, gdzie na tablicy już jest wyryte jego nazwisko, tylko daty śmierci jeszcze nie ma. Szekspir by to napisał, gdyby słyszał ich awantury. Kurwa, chuj, dupa. ??

[email protected] [email protected]

Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 15423

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.