Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Autor
AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA, GOŚKA DANISZEWSKA

Dialogi dam w drodze do kościoła

numer 45/16

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA już wyszła spod stołu, gdzie szczekała w temacie Dudy, prezydentem nazywanego, i teraz głosi inne herezje. GOŚKA DANISZEWSKA poznała jednego Żyda, który ją oczarował. Czy ona nie mogłaby zachwycić się jakimś polskim patriotą? Przegina.

Wołk-Łaniewska: – Generał broni Czesław Kiszczak był człowiekiem honoru i zasłużył się dla polskiej demokracji. Daniszewska: – Może i tak, ale skąd ci się to nagle wzięło?, – Bo Cenckiewicz wykopał w archiwum MON jakieś kwity, z których wynika, że w1946 r. Kiszczak w Londynie inwigilował imigrację wojskową. Dokładnie cytując za moim ulubionym portalem Telewizji Republika, jego „zadaniem było filtrowanie żołnierzy na Zachodzie”. – Filtrowanie?, – Tak napisano. Może chodzi o to, że oni pędzili, a Kiszczak filtrował? Wramach współpracy rodaków na obczyźnie. Tak czy inaczej, wielki patriota Krzysztof Wyszkowski ogłosił: „Myślę,że ci ludzie, którzy dotychczas skutecznie Kiszczaka bronili, nie będą mieli odwagi jeszcze raz powtórzyć, że Kiszczak był "człowiekiem honoru" i "zasłużyłsię dla polskiej demokracji"”. Otóż ja, oczywiście na moją nader skromną miarę, broniłam gen. Kiszczaka przez wiele lat i uważam, że jego zasługi dla pokojowych przemian z roku 1989 są nie do przecenienia, a przykładanie dzisiejszych ocen do realiów wojny domowej z lat 1945–1947jest jednym z przejawów retroagitpropu zwanego dziś „politykąhistoryczną”. Toteż „mamodwagę” powtórzyć, że generał Kiszczak ma zasługi dla demokracji. – A nie ma jakiegoś przepisu, który pozwalałby cię za to zamknąć?, – Nawet jak jeszcze nie ma, to zaraz uchwalą. – I to będzie dobra zmiana. Zmieniając temat, ale nie do końca: czy może poznałaś piosenkę: „Etaszkoła Sałamona Pliata”? Nie udawaj!, – „Szkołatańca dzisiaj się otwiera, szkoła pod kierunkiem wytrawnych sił. Kroki dwa na lewo, kroki dwa na prawo, kroczek w przód i cztery w tył”. – A to co?, – Wersja Osieckiej ze stanu wojennego albo chwilę po. Znaczy, przeciwko Polsce ludowej. Acz z drugiej strony to ona jest całkiem uniwersalna. Np.: „Wszyscyzgodni, wszyscy tacy mili, kto się nie wychyli, ten będzie żył. Kroki dwa na lewo, kroki dwa na prawo, kroczek w przód i cztery w tył”. – Rzeczywiście uniwersalna. Ale ta moja, oryginalna, też na czasie. Zawsze ją śpiewam, gdy oglądam Szydło, podwładną Kaczyńskiego i Macierewicza: „Tam,gdie broszka, tam pieriod”. I po tej broszce rozpoznasz, gdzie ona ma przód. Chyba że przypina sobie broszkę na łopatce. Bo twarz jej wyraża tyle emocji, co tył głowy. Dobrze, że nie jest łysa, bo ten tył byłby bardziej mimiczny niż przód. To mi przypomniało, że mój pierwszy mąż Mikołaj został wywalony ze szkoły za „bogatąpantomimikę” To były czasy, w których moja polonistka w podstawówce mówiła na linijkę „liniejka”. I nic mi to nie zaszkodziło! Jeśli myślisz inaczej, to wal. – Ależ nie myślę. Choć z drugiej strony gdyby ona miała w szkole polonistkę, która by jej wytłumaczyła, że nie należy mówić „liniejka”,to może by tak nie mówiła i dzięki temu nauczyłaby inne dzieci, które, w odróżnieniu od ciebie, nie miały przywileju inteligenckiego urodzenia. Nawiązuję do braków oświaty sanacyjnej. – Jesteś całkiem jak PiS: ze wszystkiego zrobisz politykę historyczną. Ale skoro już o nieboszczykach mowa, nie znoszę tych zaduszkowych świąt. Tego smrodu zniczy trujących środowisko, tego zalewu śmieci w postaci sztucznych kwiatów i tych wystrojonych żałobników. Nie ma to dla mnie nic wspólnego z pamięcią o bliskich. Nawet mnie nie nęci, żeby pójść na Powązki i odnaleźć groby mojej rodziny, bo obydwaj dziadkowie pochodzili z Warszawy. – Ja generalnie też nieszczególnie wspominająca jezdem. Chociaż taki cmentarz to ładnie wygląda wieczorem, zwłaszcza z okien rodziców mojej przyjaciółki, którzy mieszkają na X piętrze i mają widok na żydowski, augsburski, reformowany i nawet gdzieś w dali kawałek Powązek. A naXpiętro to nawet smog ze zniczy nie dochodzi, tylko migotanie. – Na chwilę włączyłam Tefałen, żeby usłyszeć tych biednych dziennikarzy, którzy już naprawdę nie wiedzą, o czym tu ględzić. I trafiłam na perełkę. – Jakie kwiaty sprzedają się najlepiej? – pyta chłopina. Na co pani: – No wie pan, białe, żółte, no i kolorowe. I wszystko jasne. – Nie sposób przecenić wartości informacyjnej współczesnego dziennikarstwa telewizyjnego. – Zaprawdę wiele zabawnych informacji jest w tych telewizorach. Np. taki charyzmatyczny mąż stanu Schetyna informuje poważnie, że sięga po tajną broń i ściąga do pomocy Lecha Wałęsę. Tego jeszcze Platformie było potrzeba. Ja mam dla niego lepszy pomysł. Bo przypomnij sobie, Wołku, dlaczego on przegrał. – Wałęsa? Bo lud był niewdzięczny i nie kochał rewolucji. – Nie, Schetyna i Platforma. Przegrali, bo żarli ośmiorniczki, a naród zwany suwerenem uwierzył, że to smaczne i eleganckie. I się wkurwił. Ja bym na miejscu Schetyny sprowadziła kilkaset wagonów głowonogów i nakarmiła tym cały naród. W Siedlcach i Wyszkowie na rynku, każdy przymusowo musiałby spróbować. – A co będzie, jeśli im posmakuje?, – E tam, suweren nie znosi wszelkiego rodzaju „robactwa”,zrozumie więc, że oni się umartwiali dla narodu. Że żarli te paskudztwa w ramach pokuty za inne głupoty, które wyczyniali i gadali do mikrofonów. – Paskudztwa? Ejże! Takie ośmiorniczki z czosnkiem w białym winie…, – Nie mam nic przeciwko ośmiorniczkom, ale się wczuwam w duszę narodu, który żywi spontaniczną niechęć do ludzi odżywiających się inaczej. Ludzi, którzy mając okazję, nie zamawiali karkówki z grilla z kartoflami i kapustą. A to już jest niechęć klasowa, co, jak wiesz, może doprowadzić do gorszych skutków niż nasza bezkrwawa na razie dobra zmiana. – Tu cię mam. – Mnie jako kogo?, – Klasę będącą adresatem niechęci. Niechęć klasowa jest w pełni uzasadniona i stanowi siłę napędową postępu społecznego. Choć oczywiście rozumiem, że z perspektywy konstancińskiego basenu można nie podzielać tej opinii…, – Podobnie jak z perspektywy żoliborskiej willi. Ja zresztą sądzę, że Kaczyński wsuwa ośmiorniczki z czosnkiem i natką pietruszki, krewetki po tajsku czy malutkie kalmary smażone przez minutę na każdym boku. Tylko on je w milczeniu, nawet do kota się wtedy nie odzywa. Na wszelki wypadek. Bo przecież widać, że to facet, który lubi sobie zjeść. A w domu zapewne była towarzyszka gosposia, która umiała gotować. ??

[email protected] [email protected]

Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 17231

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.