Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Dialogi dam w drodze do kościoła

numer 44/16

GOŚKA DANISZEWSKA zapada w sen zimowy. Ona, która potrafiła balować do rana, a przynajmniej zawiesić się do północy, ląduje w łóżku wieczorem i natychmiast zasypia. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA siedzi pod stołem i szczeka.

Wołk-Łaniewska: – Hau, hau, hau!, Daniszewska: – W jakiej sprawie?, – Wszystkich nieortodoksyjnie krytycznych komentarzy, które kiedykolwiek wygłosiłam na temat Andrzeja Dudy. – Teraz ci się zebrało na szczekanie?, – Ano tak. Dotychczas uważałam, że należało dać mu szansę i że szansy tej nie wykorzystał, nad czym ubolewałam głęboko. To wszystko jednak mieściło się w kategoriach kulturalnego dyskursu. Dziś nie mam o prezydencie do powiedzenia niczego, co w jakimkolwiek stopniu można by uznać za kulturalne. Toteż szczekam także dlatego, że szczekanie chroni mnie przed wypełnieniem znamion przestępstwa z art. 135 § 2. – Znaczy?, – Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. – A za co byś go chciała znieważyć?, – Za ugenerałowienie Kuklińskiego. Chociaż być może jest w tym jakaś poetycka sprawiedliwość. Gdyby towarzysze radzieccy nie wysłali Kuklińskiego w charakterze telegramu śpiewającego do Reagana w celu wysondowania jego reakcji na stan wojenny – GRU zapewne załatwiłoby mu generała przed upadkiem Polski Ludowej. Prezydent Duda na rozkaz ministra Macierewicza zadośćuczynił zatem temu wybitnemu oficerowi rozlicznych wywiadów za krzywdy płynące z instrumentalnego traktowania ludzi przez Kreml. – Czy sugerujesz, że generał Kukliński nie był „pierwszympolskim oficerem w NATO”?, – Sugeruję, że w NATO to on był jako oficer niepolski i bynajmniej nie pierwszy. – A nie sądzisz, że za to też możesz pójść siedzieć?, – Wiesz, ja bym chętnie wzięła udział w prawdziwym procesie Kuklińskiego. – Ale to byłby twój proces, a nie Kuklińskiego. – Teoretycznie tak. Ale gdyby przyszło mi się bronić, to mogłabym na przykład żądać odtajnienia uzasadnienia umorzenia sprawy Kuklińskiego przez Naczelną Prokuraturę Wojskową w 1997 r. Uzasadnienie to, wyobraź sobie, pozostaje tajne, co raczej trudno pojąć, zważywszy, że zawiera hipotetyczny obraz wojny z zeszłego wieku stanowiący tajemnicę państw i organizacji, które od prawie trzydziestu lat nie istnieją. I wielka szkoda, że go nie znamy, bo na pewno jest wzorcem obiektywizmu i bezstronności, zważywszy, że prokuratorzy wojskowi, którzy pojechali do USA przesłuchiwać Kuklińskiego w temacie jego wznowionego procesu o zdradę ojczyzny, przywitali oskarżonego słowami: „Kłaniamy się panu pułkownikowi”, strzelając przy tym obcasami. – A to skąd wiesz?, – Ze wspomnień Zbigniewa Brzezińskiego, w którego gabinecie odbywało się przesłuchanie. – Aha. Słuchaj, pokłóćmy się o coś, bo spać mi się chce. A nie lubię przesypiać życia. Ospałość czyni mnie nudną i depresyjną. – Dobra, mam pytanie: co jest lepsze? Generał dla Kuklińskiego czy Orzeł Biały dla Wildsteina?, – Łeb w łeb. O to się nie pokłócimy. – Tak, prawda, trudno wybrać, chyba więc zgodzę się na remis. – Widzisz, jak całkiem nie mam z ciebie korzyści… Do tego jeszcze ci Tatarzy krymscy nie wychodzą mi z głowy. Wyobraź sobie, Wołku, co te katoliki wymyśliły. Zawezwały ich do jakiejś tam Straży Granicznej i zawiadomili, że w ciągu dwóch tygodni mają opuścić Polskę. Oni są tutaj już ponad 3 lata, mają troje dzieci. Dziewczynki chodzą do polskiej szkoły, a najmłodszy chłopczyk urodził się w Polsce. Są przerażeni. Wybłagali przedłużenie terminu. Uzasadnienie było ciekawe: na Krymie utworzono azyle, gdzie będą mogli spokojnie mieszkać, więc nic im nie grozi. Czyli Rosjanie stworzyli getta, gdzie przetrzymują Tatarów. Tak to pięknie matka księdza i zagorzała katoliczka wita uchodźców ze Wschodu. – Ona ich odsyła z patriotycznych pobudek. Żeby szkodzić Rosji od środka. To jest od quasi-środka, bo przecież nie uznajemy aneksji Krymu…, – Mówię więc do nich, żeby nakłamali o zagrożeniach. No i tu się zdziwiłam: – Przecież wyznajemy islam! Nam nie wolno kłamać! Masz, babo, placek. – To amerykańska choroba. Absolutnie to uwielbiam: „Niechodzi mi o to, że jesteś bigamistą i pedofilem, a w wolnych chwilach przykuwasz małych chłopczyków kajdankami do kaloryfera i przypalasz papierosem. Chodzi o to, że mnie okłamałeś…”. – No właśnie. A nas to nie dotyczy. Czy znasz Polaka, który w takiej sytuacji nie łgałby jak pies o swoich prześladowaniach? Każdy, kto spierdalał z Polski w czasach komuny, był ciemiężonym bojownikiem o wolność i demokrację. – Uczciwie mówiąc, nie mam im nawet tego za złe, w ramach mojego lewackiego przywiązania do swobody przepływu osób. Ale skoro już jesteśmy przy globalizacji: „Nosestans firs di nosse pitite patreye, ca ladje et lon, on djaze di ses efants!”. – Przetłumacz. – To hymn Walonii. W języku, nie zgadniesz, walońskim. Znaczy: „Jesteśmydumni z naszej małej ojczyzny, jak świat długi i szeroki mówi się o jej dzieciach…”. – O, to mówisz też po walońsku?, – Wal się. Podobny do francuskiego jest generalnie, a ladje sprawdziłam. – I co znaczy?, – Szeroki. W każdym razie jeszcze żaden hymn nie był tak trafny faktograficznie. Parlament regionalny 3,6-milionowejWalonii powiedział Tuskowi, że nie będzie podejmował kluczowych decyzji z pistoletem przystawionym do głowy, i zatrzymał CETA. Paul Magnette, belgijski socjalista, który jest premierem Walonii i pokazał fucka Komisji Europejskiej, a także amerykańskim korporacjom, które usiłowały wepchnąć nam tego konia trojańskiego, został moim osobistym idolem, choć jest taki młody. – A ile ma lat?, – Tyle co ja. – Jasssne. A propos idoli: w ostatniej „Świątecznej” przeczytałam zachwycające imądre rozumowanie Pawła Droździaka, psychologa i psychoterapeuty. Rozważa on m.in.pozycję Kaczyńskiego. Gdy po „czarnymmarszu” ludzie zobaczyli, że on się cofa, przestał być bogiem, a stał się człowiekiem. Otrząsnął się szybko i spróbował tego, co zwykle. Ogłosił, że pragnie, żeby kobiety rodziły nawet dzieci w stanie beznadziejnym. To wszystko wiemy, ale on twierdzi, że Kaczor „przemówiłz pozycji dobrego pasterza dbającego o trzodę. (…) Ale to już nie zadziałało, tylko pogorszyło sytuację. Dobry pasterz zmienił się w karykaturę. Ale zniknięcie figuryniepokonanego wodza nie oznacza nic dobrego. Tylko stoczenie się w głębszy chaos, gdzie przez różnych przypadkowych pretendentów będą wygłaszane i będą robione rzeczy na granicy psychozy”. Czyli, Wołku, może być tylko gorzej. Wszystkim ludziom polecam ten wywiad. Takiej analizy naszej rzeczywistości i przy okazji naszej psychiki dawno nie czytałam. Natychmiast pognam kupić jego książkę „Blisko,nie za blisko”. Ten facet zostanie moim przywódcą duchowym. Nie śmiej się. – Nie śmieję się. – Mam nadzieję, że ktoś objaśni mi ten pojebany świat i kraj. Ja sama mam za mały móżdżek, żeby ufać sobie, a tym bardziej tobie. Z tym twoim lewackim odchyleniem i nienawiścią do jankesów. No i jeszcze besserwisserstwem. – Ależ oczywiście. Broń nas boże przed zbędną wiedzą. – Wal się. Jesień nie jest dobrą porą na dobrą zmianę. Szczególnie że wszystkie choroby psychiczne walą wówczas w czerep. Co widać przy każdym włączeniu Tefałenu 24. A właściwie wszystko już było. Pamiętam kolację u Kozakiewiczów: Weroniki i Mikołaja. Cudownych, zwariowanych ludzi. Mikołaj był w Peeselu, a może Zeteselu… – Jednym i drugim, i jeszcze w PRON-ie. – …ibył wicemarszałkiem Sejmu. – Marszałkiem. W Sejmie kontraktowym, gdzie dostał się jako jeden z dwóch posłów z listy krajowej i mówiono, że to dlatego, że był na dole, ale to nieprawda. – Dole czego?, – Kolumny. Lista krajowa była w dwóch łamach i jak rodacy kreślili na krzyż, to do końca nie dokreślali, toteż prześliznęli się ostatni dwaj. Taka była legenda, ale to nieprawda, bo Kozakiewicz był czwarty od dołu i wyborcy musieli go zostawić specjalnie. Prof. Adam Zieliński, drugi ocalały z listy krajowej, rzeczywiście był ostatni, ale nawet jeśli dostał się przypadkiem, to w pełni na to zasłużył, bo to świetna postać, wybitny prawnik i późniejszy znakomity rzecznik praw obywatelskich…, – Boże nieistniejący, jaka ty jesteś nudna z tym swoim… – Besserwisserstwem, wiem. – No właśnie. A ja chciałam anegdotę opowiedzieć. Wałkowano oczywiście jakąś ustawę antyaborcyjną, a partia chłopska była przeciw skrobankom. Otóż na kolację przyszłam z kartką przypiętą do żakietu: „Proboszczu,ręce precz od mojej macicy”. Skandalu nie było, raczej czułam się wspierana. – Bo prof. Kozakiewicz poza tym, że był ludowcem i politykiem, był także seksuologiem, wieloletnim przewodniczącym Towarzystwa Rozwoju Rodziny, wrogiem zabobonu i zdecydowanym obrońcą prawa wyboru. – No tak, to by to wyjaśniało. Wiesz, Wołku, ja rozumiem, że kobiety mojej generacji tak wkurwia ustawa antyaborcyjna. Poczucie winy to silne uczucie. Pomyśl sobie, gówniaro, że pigułki antykoncepcyjne to było badziewie. Jeden rodzaj i od tego co prawda w ciążę się nie zachodziło, ale ruchać też się nie chciało. Były też globulki Zet. Cudo! Jedna moja przyjaciółka do dzisiaj mówi do swojej córki „Globulko”. – Śliczne imię dla dziewczynki. ?? [email protected] [email protected]

Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 23674

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.