Motto tygodnia: Sprawa Igora Stachowiaka pokazuje, jaka jest władza Ziobry i Błaszczaka.

Autor
Tomasz G., Warszawa

Darmowe dzieci

numer 02/17

Osobiście nie przepadam za dziećmi. Ponoć każdy z wiekiem dorasta do decyzji o posiadaniu własnego. Mam 30 lat i jeszcze do tego nie dorosłem. Z przerażeniem patrzę na kolegów czy ko leżanki posiadających mal e istoty w swych domostwach i staram się unikać z nimi spotkań, jak tylko mogę. Szanuję ich wybór i to, że lubią grzebać w pieluchach i tolerować dłubanie w nosie przy stole, doceniam w jakimś stopniu ich poświęcenie, coby naród nie wymarł, ale posiadanie potomstwa uważam za stricte osobistą sprawę. Dlatego w przeciwieństwie do autora artykułu „Pochwy pod specjalnym nadzorem" („NIE"01/2017)jedną z niewielu decyzji politycznych, jakie ucieszyły mnie w ostatnim czasie, byla decyzja ministra Radziwiłła o zamknięciu programu dofinansowania in vitro. Tylko pewnie z innych powodów niż elektorat PiS. Otóż nie rozumiem, czemu przy całej mol ej niechęci do dzieci miałbym dokładać rękę do zapładniania kobiet. Nie postrzegam in vitro jako czegoś nieetycznego dopóki zainteresowani sami sobie za to płacą. Jeśli para ma takie życzenie – niech płaci. Dlaczego ktoś ma produkować dzieciaki za pieniądze podatników? I odrzucam, durne przykłady, że to tak samo jak płacimy na leczenie, w końcu to nie sprawa społeczeństwa, że ktoś zachorował. Otóż jest podstawowa różnica – człowiek w ciężkiej chorobie może umrzeć bez pomocy, a zatem ratujemy ludzkie życie – o ile dobrze mi wiadomo, brak ciąży nie powoduje śmierci u kobiety ani mężczyzny. Zatem uważam, że w tym przypadku „pisowski pierdolec na punkcie seksu" ma sens. Para nie może mieć dzieci, nie chce adoptować, to niech oszczędza na in vitro i za nie zapłaci, albo wystruga sobie dzieciaka z drewna. Drewniany chłopiec lub dziewczynka również mogą dać dużo szczęścia, niedowiarkom polecam film „Mały Otik" (Otesanek)- ta czeska produkcja rozwieje wątpliwości.

AVEVALUE| 2404

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.