Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Autor
ANDRZEJ SIKORSKI

Dał nam przykład Łukaszenka

numer 51/16

Od kiedy PiS jest u władzy, zmieniło radykalnie stosunek do „zbrodniczego reżimu Łukaszenki”.

Między Warszawą a Mińskiem regularnie kursują delegacje parlamentarne, ministerialne i rządowe. W marcu z prezydentem Łukaszenką spotkał się Witold Waszczykowski, w sierpniu pod przewodnictwem pisowskiego wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego w stolicy Białorusi przebywała delegacja parlamentarzystów, która gościła u przewodniczącego białoruskiej Izby Reprezentantów Uładzimira Andrejczanka. Co prawda białoruski parlament nie jest uznawany przez kraje Unii Europejskiej i USA, ale to PiS nie przeszkadza.

Zacieśnianie

Kulminacją zacieśniania stosunków były wizyty wicepremiera Mateusza Morawieckiego (październik) i marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego (grudzień)w stolicy Białorusi i serdeczne uściski z Łukaszenką. Karczewski nie mógł się nachwalić prezydenta Białorusi. „Zależy absolutnie panu prezydentowi Łukaszence na interesie Białorusi, to widać. I widać to, że jest człowiekiem takim ciepłym” – mówił marszałek Senatu. Gdy PiS bratało się z Łukaszenką, dziennikarz z Homla Kanstancin Żukouski zaszył sobie usta w proteście przeciwko prześladowaniom. Do tego desperackiego kroku zmusiły go drakońskie kary finansowe za „nielegalną produkcję medialną”, m.in.dla dotowanej przez polski MSZ Telewizji Biełsat.

Sznurowanie

Opozycja białoruska jest zszokowana nagłą zmianą postawy polskich sojuszników. Pawieł Siewiaryniec z Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji powiedział, że siadanie do stołu rozmów z „klaunami Łukaszenki" to upokorzenie. Przypomniał, że zaplanowano przeprowadzenie na Białorusi w 2017 r. manewrów wojskowych z udziałem dywizji rosyjskiej armii.

Czegoś takiego nie było w historii Białorusi. Uładzimir Niaklajeu z ruchu „O państwowość i niepodległość Białorusi” wypowiedział się bardziej dyplomatycznie, twierdząc „żePolska, aktywizując relacje z Białorusią, nie stawia Mińskowi jasnych i kategorycznych warunków. To wygląda na sam proces dla procesu. Nie wiemy, jaki ma być końcowy cel. Działanie tylko przy użyciu przysłowiowej marchewki, ale bez kija, nie przyniesie efektu”. Z kolei Jury Hubarewicz (ruch„O Wolność”) mówił, że jest zaniepokojony możliwym wycofaniem polskiego wsparcia dla niezależnych mediów i społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi.

Histeryzowanie

Można byłoby podejść ze zrozumieniem do zabiegów mających na celu normalizację stosunków między obu krajami, gdyby nie to, że jeszcze niedawno Kaczyński i spółka domagali się niemal wypowiedzenia wojny Łukaszence oraz oskarżali o zdradę narodową rząd Platformy i PSL oraz Unię Europejską, które prowadziły dialog z reżimem. Gdy PiS było w opozycji, zachowywało się histerycznie, wszczynając co jakiś czas awantury. Wicekaczor Adam Lipiński żądał od polskiego rządu, aby dwukrotnie podniósł środki finansowe przeznaczane na pomoc dla opozycji, a także objął zakazem wjazdu na terytorium Najjaśniejszej białoruskich parlamentarzystów i 2 tysięcy osób zaangażowanych w aparat represji na Białorusi. Zastępca Kaczora udał się nawet ze specjalną misją na Białoruś z listem od prezesa, który miał „wspierać na duchu” działaczy Białoruskiego Frontu Narodowego (BFN). Aby skutecznie zwalczać reżim Łukaszenki, PiS podpisało umowę o współpracy z BFN. Sygnowali ją Jarosław Kaczyński i Aliaksiej Janukiewicz. Kaczor twierdził, że rozmowy z przywódcami BFN umocniły go w przeświadczeniu, że poparcie tej partii „ma sens dlatego, że przybliża ten dzień, w którym Białoruś będzie już demokratycznym państwem i z całą pewnością będzie dołączała do demokratycznej Europy”. Gdy w kolejnych wyborach prezydenckich wygrał Łukaszenka, a protestująca opozycja została rozgoniona milicyjnymi pałkami, Kaczor stwierdził, że mogło dojść „do niezwykle daleko idących” fałszerstw wyników wyborczych i że Polska powinna izolować reżim prezydenta Łukaszenki, popierać opozycję i zabiegać w Unii Europejskiej, żeby ten kraj był „ostro traktowany”. „Trzeba przygotować pakiet dolegliwych dla reżimu Łukaszenki przedsięwzięć” – stwierdził Kaczor. Dostało się także ówczesnym szefom dyplomacji Polski i Niemiec. „Musimy stwierdzić, że polityka prowadzona przez obecny rząd, tutaj szczególnie trzeba podkreślić rolę i złudzenia ministra Sikorskiego, poniosła całkowitą klęskę. Okazało się, że próby paktowania z dyktaturą, jakieś naiwne nadzieje, te wizyty razem z ministrem spraw zagranicznych Niemiec, które pewnie były na Białorusi zrozumiane jako poparcie dla Łukaszenki, skończyły się właśnie tak, jak wszyscy to widzimy” – prawił Kaczyński, odnosząc się do wizyty na Białorusi Radosława Sikorskiego i Guido Westerwellego.

Wiarygodność

Konrad Szymański, teraz wiceszef MSZ, gdy był europosłem, nie zostawiał suchej nitki na polityce „otwartych drzwi”. Mówił m.in. :„Polityka pospiesznego otwierania drzwi przed Białorusią była źle przygotowana i przeprowadzana w sposób amatorski. Z Unii Europejskiej oraz niektórych krajów członkowskich zaczęły płynąć deklaracje ocieplenia stosunków, zanim reżim Łukaszenki uczynił jakikolwiek trwały krok w kierunku wolności. Czyniliśmy to "na słowo". Ta nauczka powinna nas nauczyć precyzji. Owszem, możemy otwierać się na Białoruś. Ale tylko wtedy, gdy rząd w Mińsku dokona konkretnych kroków na rzecz wolności. Zachodnie inwestycje za większą wolność gospodarczą. Podjęcie dialogu politycznego za kanał telewizyjny lub gazetę dla opozycji. Pomoc unijna za chociaż w części wolny parlament, w którym zasiądą tacy opozycjoniści, których wskaże społeczeństwo, a nie Łukaszenka. Tylko taktyka „coś za coś” uchroni naszą wiarygodność i przyniesie demokratyzację Białorusi”. Łukaszenka nie wykonał choćby jednego „kroku na rzecz wolności”, o których mówił Szymański, ale jak widać, PiS nie zależy już na demokratyzacji Białorusi i przyłączeniu jej do Europy. Przeciwnie.

[email protected]

AVEVALUE| 13365

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.