Motto tygodnia: Rokita dość ma życia w nędzy - za internat chce pieniędzy!

Autor
AWŁ

Czas na milicję

numer 45/16

„Byłykomendant MO trafi do więzienia” – donosi z radością najbardziej katolicka z polskich gazet.

„NaszDziennik” raduje się, albowiem Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał Sylwestra R. na 1,5 roku paki. Prawomocnie. Sylwester R. ma w tej chwili 83 lata i jego szanse na przeżycie w więzieniu choćby 1,5 miesiąca są raczej mizerne – ale miłosierdzie nigdy nie zaćmiewało poczucia sprawiedliwości polskiej katolickiej prawicy.

•••

Sylwester R. był komendantem Milicji Obywatelskiej w Białymstoku w grudniu 1981 r. Został skazany za zbrodnię przeciwko ludzkości w postaci nielegalnego internowania 55 działaczy „Solidarności”na okres poniżej siedmiu dni. IPN uważa – a sądy, włącznie z Najwyższym, przychylają się do tej opinii – iż internowania sprzed 35 lat stanowią „zbrodniękomunistyczną”, która jest „zbrodniąprzeciwko ludzkości” i jako taka nie podlega przedawnieniu. Dyskurs prawny na ten temat toczy się od kilku lat, kiedy to IPN postanowił z tego samego tytułu wsadzić gen. Jarosława W. – komendanta MO ze Szczecina. Jego sprawa przewędrowała przez wszystkie instancje, aby w końcu doczekać się umorzenia ze względu na przedawnienie – po drodze jednak nie zabrakło kuriozalnych orzeczeń, a 80-letni wówczas generał przesiedział 2 tygodnie w pace.

•••

Generalnie kierunek natarcia IPN jest następujący: dekret o stanie wojennym został opublikowany dopiero 17 grudnia, zatem decyzje o internowaniu, wydane na jego podstawie 12 grudnia wieczorem, były nielegalne, co wszyscy funkcjonariusze MO powinni byli wówczas wiedzieć – i na tej podstawie odmówić Kiszczakowi wykonania rozkazów. Kolejne sądy przychylają się do tej opinii – szczególne zasługi ma w tej mierze Sąd Najwyższy, który w cokolwiek humorystycznym orzeczeniu z 2 lutego tego roku stwierdził, iż komendant wojewódzki MO w Szczecinie Jarosław W. nocą z 12 na 13 grudnia 1981 r. powinien był samodzielnie ustalić, „czyobowiązuje akt prawny” – czytaj: dekret o stanie wojennym – a w szczególności „podjąć czynności zmierzające do ustalenia, czy ukazał się "Dziennik Ustaw"zawierający tekst dekretu o stanie wojennym”. Trzej sędziowie, podpisani pod tą złotą myślą – Krzysztof Cesarz, Zbigniew Puszkarski i Włodzimierz Wróbel – mieli w momencie wprowadzenia stanu wojennego od 19 do 29 lat, kompletne oderwanie ich wyroku od „doświadczenia życiowego” może więc zaskakiwać; ale po sprawiedliwości trzeba stwierdzić, że uchylili wyrok sądu ze Szczecina, skazujący gen. W. na bezwzględne więzienie, i przekazali sprawę do ponownego rozpatrzenia, co zakończyło się umorzeniem. Jest to godne odnotowania, tym bardziej że uczynili to niejako w sprzeczności z duchem uchwały SN w tej samej sprawie, przyjętej w październiku 2015 r. W uchwale, podjętej w odpowiedzi na sformułowane przez Izbę Karną SN zagadnienie prawne, siedmiu sędziów Sądu Najwyższego w dość karkołomnym wywodzie stwierdziło, iż zbrodnią komunistyczną niepodlegającą przedawnieniu może być nielegalne internowanie na okres poniżej siedmiu dni – mimo iż kodeks karny w rozdziale o „przestępstwachprzeciwko pokojowi, ludzkości oraz przestępstwach wojennych” wyraźnie mówi o „pozbawieniuwolności na czas przekraczający 7 dni lub ze szczególnym udręczeniem” (art.118a § 2 pkt 2 kk).

•••

Spór o 7 dni jest istotny, bo – choć wielu internowanych przesiedziało dużo dłużej niż tydzień – orzecznictwo jest zgodne co do tego, iż z momencie publikacji dekretu o stanie wojennym („jakkolwiek jego regulacje zasługują na jednoznacznie negatywną ocenę moralną”, bla, bla, bla), dokonane na jego podstawie internowania przestawały być nielegalne. Toteż – w duchu legalizmu, tak istotnego w „wolnejPolsce” – komendantów MO można sądzić jedynie za brutalne odarcie opozycjonistów z czterech dni wolności: między 13 a 17 grudnia. A jeśli tak, to w zgodzie z literą kk i intencją ustawodawcy,

działanie takie nie kwalifikuje się jako zbrodnia przeciw ludzkości, tylko jako występek, co z kolei oznacza, że się przedawniło dekady temu.

Stąd gwałtowna potrzeba nowej wykładni – potrzeba, na którą Sąd Najwyższy skwapliwie odpowiedział w kuriozalnej uchwale, nacechowanej dość otwartym lekceważeniem wobec Sejmu („Niesposób jednak ustalić, z jakich powodów polski ustawodawca zdecydował się na wprowadzenie ograniczenia czasowego "naczas przekraczający 7 dni",o jakim mowa w art. 118a § 2 pkt 2 kk”) i wyraźnie nacelowanej na umożliwienie procesów politycznych w rządzonej przez prawicę Polsce.

•••

Abstrahując od zawiłości prawnych – czy naprawdę nikt nie widzi śmieszności tej skądinąd ponurej afery? Pomijając już absurdalną koncepcję rozstrzygania sporów historycznych w procesach karnych – to stało się specyfiką ostatniej dekady – czy nie macie wrażenia, że jest to w najwyższym stopniu niestosowne? Pojęcie „zbrodniprzeciwko ludzkości”, zdefiniowane na potrzeby trybunału w Norymberdze, miało posłużyć stworzeniu ram prawnych do oceny potwornych okrucieństw nazizmu. Pierwotna definicja obejmowała „morderstwa,wytępianie, obracanie ludzi w niewolników, deportację i inne nieludzkie czyny”, wraz z rozwojem praw człowieka dochodziły kolejne uszczegółowienia – takie jak deportacje, tortury, gwałty, zmuszanie do rozrodu bądź – przeciwnie – sterylizacji, apartheid. Także, zgoda, „uwięzienielub inne dotkliwe pozbawienie wolności fizycznejz naruszeniem podstawowych reguł prawa międzynarodowego”. Ale serio: nielegalne aresztowanie na 4 dni 35 lat temu? Czy polski wymiar sprawiedliwości naprawdę uważa, że jest to zbrodnia na skalę Holokaustu, ludobójstwa w Rwandzie czy choćby Katynia? Czy ktoś z sędziów, skazujących komendantów MO za te 4 ponure grudniowe dni jak za „zbrodnię przeciw ludzkości”,ma ochotę skonfrontować to myślenie z ocalałymi z Auschwitz?

•••

Oczywiście są też inne względy. W procesie Sylwestra R. brali udział oskarżyciele posiłkowi – dwaj zasłużeni działacze opozycji Jerzy Zacharczuk i Józef Nowak. Obydwaj są oburzeni wyrokiem, który ich zdaniem jest za niski. „Hańbai kompromitacja!” – wykrzykiwali. Jeden domagał się od oskarżonego miliona złotych zadośćuczynienia, drugi zaledwie 300 tys. Tym razem sąd nie przychylił się do ich żądań, uznając, że dostali już odszkodowania od skarbu państwa. Ale komendantów wojewódzkich było 49. IPN na razie ścignął pięciu. Niektórzy pewnie już spieprzyli przed karzącą ręką sprawiedliwości na nieistniejące łono Abrahama – ale przecież nie wszyscy. Nie wątpię, że pod nowym kierownictwem Instytut Pamięci Narodowej wzmoże wysiłki.

Foto autor| Rys. TOMASZ WIATER, AVEVALUE| 16412

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • „Abstrahując od zawiłości prawnych – czy naprawdę nikt nie widzi śmieszności tej skądinąd ponurej afery? ” Otóż nie! Ta śmieszność i nad nią rozważanie to właśnie coś w rodzaju „jakkolwiek jego regulacje zasługują na jednoznacznie negatywną ocenę moralną” czyli bla, bla, bla (po polsku: ple, ple, ple). Istotą są owe zawiłości prawne. Nawet nie są to zawiłości, co szczegóły.