Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Autor
AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA

CLINTON ma większego niż TRUMP

numer 42/16

Ze wszystkich jasnych punktów wyścigu o fotel Przywódcy Wolnego Świata na szczególne wyróżnienie zasługuje wątek genitalny.

Zaczęło się pod koniec zeszłego roku, kiedy Trump zarzucił Clinton, że „niejest zwycięzcą” co oczywiście w oczach Amerykanów jest ostatecznym dowodem na brak prezydenckich kwalifikacji. Wypominając Hillary przegraną z Obamą w prawyborach sprzed ośmiu lat, Trump użył terminu „schlonged”. Co można by z grubsza przetłumaczyć jako „wychujana”– albowiem pochodzi od zaczerpniętego z jidisz słowa „schlong”,używanego na określenie prącia ponadnormatywnych rozmiarów – ale oznacza też schlanie się do nieprzytomności oraz bicie penisem po twarzy. Trump tłumaczył później, że chodziło mu o to, że Hillary „przegrała”– ale uczciwie powiedziawszy, dobór metafory mógł budzić pewne wątpliwości.

Trump o małych rączkach

Następny genitalny moment kampanii miał miejsce podczas republikańskiej debaty prawyborczej, kiedy jeden z kontrkandydatów Trumpa, Marco Rubio, przywołał złośliwy komentarz „VanityFair”, którego naczelny Graydon Carter nazwał swego czasu Trumpa „grubianinemo maleńkich paluszkach”. Wnioskując z częstotliwości i gwałtowności protestów, owe maleńkie paluszki dotknęły Trumpa bardziej niż jakiekolwiek zarzuty, dotyczące jego kwalifikacji, moralności i wiarygodności – toteż nie dziwota, że rozliczni złośliwcy wypominają mu je na każdym kroku. Powołano nawet komitet akcji politycznej (PAC– forma grupy lobbyingowej, zajmująca się głównie zbieraniem pieniędzy dla kandydatów popierających taką czy inną sprawę) o nazwie „Trumpma maleńkie rączki PAC” – którego jedynym celem było ustalenie rzeczywistej wielkości Trumpich rąk. Spór rozstrzygnął w końcu magazyn „HollywoodReporter”, który wydrukował obrys dłoni Trumpa w skali 1:1– wzorowany na jego postaci w nowojorskim Muzeum Figur Woskowych – żeby każdy mógł sobie porównać. Porównanie okazało się niekorzystne dla republikańskiego nominata, albowiem, przy długości 18,4 cm, dłonie Trumpa nie są może szczególnie karłowate – ale jednak okazują się o centymetr krótsze niż średnia dla amerykańskich mężczyzn. Co zostało dowiedzione ponad wszelką wątpliwość dzięki raportowi na temat wymiarów Amerykanów i Amerykanek sporządzonym przez Ergonomics Center z Nowej Karoliny. Ten fakt wykorzystał konkurent Trumpa do prezydenckiej nominacji, senator Rubio, nieco – trzeba przyznać – sprowokowany faktem, iż Donald zwykł mówić o nim per „mały Marco”. – To prawda, jest wyższy ode mnie – powiedział Rubio – ma jakieś 190 cm wzrostu. Dlatego nie rozumiem, dlaczego ma dłonie osoby o wzroście 160. A wiecie co się mówi omężczyznach zmałymi dłońmi? Nie można im ufać. Oczywiście Trump lepiej wiedział, co Rubio miał namyśli – toteż pospieszył uspokoić naród amerykański w kwestii swego prezydenckiego formatu.

– Marco Rubio mówi, że jak mam małe dłonie, to co innego też muszę mieć małe. Gwarantuję: tu nie ma problemu. Gwarantuję – ogłosił Trump

podczas cokolwiek kuriozalnej prawyborczej debaty republikanów wmarcu tego roku.

Trump z mikropenisem

Na enuncjację Trumpa zareagował anarchistyczny kolektyw artystyczny Indecline, który zamówił u znanego artysty nazwiskiem Joshua „Ginger” Monroe – specjalizującego się w wytwarzaniu potworów do horrorów i tuneli strachów w wesołych miasteczkach – pięć figurTrumpa nieco nadnaturalnych rozmiarów, w ramach performance’u zatytułowanego „Cesarz nie ma jaj”. Figury, które pojawiły się równocześnie w Nowym Jorku, San Francisco, Los Angeles, Cleveland i Seattle, przedstawiały postać nagiego kandydata republikanów w zjadliwie łososiowym kolorze, z potężnym brzuszyskiem, obwisłymi pośladkami i miniaturowym penisem ukrytym w gęstwinie anielskich złotych loków – w tym samym kolorze co słynna grzywka. Jak można wywnioskować z tytułu – mikropenis był samotny, pozbawiony towarzystwa moszny. Jak wyjaśnił kolektyw Indecline, „postanowiliśmyzaprezentować Trumpa bez jaj, albowiem odmawiamy uznania go za mężczyznę: jest małym, bezczelnym dzieciakiem”. Bezjajeczny Trump wzbudził naturalnie gniewne rekcje – głównie ze strony zwolenników Trumpa (choć, zaskakująco, nie jego samego), ale także rozlicznych postępowców, liberałów i feministek, zarzucających statuom ejdżyzm (dyskryminacjęze względu nawiek) oraz „bodyszajming”,czyli „zawstydzanieciałem”. Najcenniejszy zdaje się jednak komentarz rzecznika miejskiego zarządu parków w Nowym Jorku, gdzie stanęła jeden z figur:„Mówimytwarde nie nielegalnym erekcjom na terenie parków – choćby najmniejszym”. Podobny koncept artystyczno-publicystycznyzaprezentowała awangardowa artystka Illma Gore, która namalowała nagi portret Trumpa. Tytuł tego dzieła to hasło wyborcze Trumpa: „MakeAmerica Great Again” („Uczynić Amerykę znowu wielką”). Na raczej subtelny akt wykonany pastelami składa się – tłumaczy Gore – ciało jej znajomego, mężczyzny w wieku dojrzałym, zwieńczone głową Trumpa u góry i – a jakże – mikropenisem u dołu. Jak wyjaśnia artystka, celem jej dzieła było skłonienie widowni do refleksji nad tym, czemu przywiązujemy tak wielką wagę do swojej fizyczności, podczas gdy genitalia nie definiują przecież ani naszej płci społecznej, ani naszej siły, ani naszej pozycji. Inaczej mówiąc, dodaje Gore, możesz być ciężkim fiutem, niezależnie od tego, co masz w spodniach. Pierwotnie artystka chciała sprzedać portret na eBayu, ale po rozlicznych groźbach, anonimowym pozwie i oku podbitym przez zwolennika Trumpa postanowiła szukać szczęścia za granicą. Aktualnie portret – w masywnej złotej ramie – wystawiony jest w londyńskiej Maddox Gallery za milion funtów.

Trump łapie za cipę

Kiedy penis Donalda Trumpa szczęśliwie zszedł z pierwszych stron gazet, jego miejsce zajęła cipa. Cipa zrodziła się z nagrania „otrzymanego” przez „WashingtonPost”. Nazwisko bezinteresownego darczyńcy gazeta zachowuje w tajemnicy – dziennikarskie źródła informacji są święte – ale fakt, że sztubackie pieprzenie sześćdziesięcioletniego wówczas miliardera trafiło do najbardziej prestiżowego stołecznego dziennika, a nie do tabloidu czy telewizji, może wskazywać na przemyślaną strategię, która z kolei może sugerować źródło. Najbardziej otwarcie ogłosiła to Michelle Bachman – gorąca orędowniczka Trumpa, która 5 lat temu sama starała się o republikańską nominację, przekonując, że Bóg osobiście kazał jej kandydować. Bachman powiedziała głośno to, co wszyscy myślą po cichu: że pojawienie się nagrania było „doprzewidzenia”, bo kampania Clinton „musizmienić temat konwersacji” w związku z dużą ostatnio liczbą złych dla kandydatki wiadomości. Niezależnie od rzeczywistego źródła nagrania, jego treść jest tyleż żenująca, ile bagatelna. Zaczyna się w momencie, gdy Trump rozmawia z Billym Bushem o niewieście imieniem Nancy. Billy mówi, że kiedyś była wspaniała i nadal jest bardzo piękna, a Trump na to, że próbował ją dymnąć, ale mu nie dała.

– Rwałem ją jak skurwysyn, nawet zabrałem ją na zakupy, ale mi się nie udało – wyznaje szczerze i samokrytycznie Donald,

dodając, że spotkał ją znienacka i teraz ma „wielkiesztuczne cycki” i „totalniezmieniła swój wygląd”. Potem konwersacja gwałtownie zmienia temat, bo autobus, którym podróżują obaj amerykańscy dżentelmeni, podjeżdża pod studio. Następuje seria pochlebnych wykrzykników, ewidentnie dotyczących czekającej na nich przed drzwiami studia gospodyni programu – a potem słychać grzechotanie i Trump ogłasza, że na wszelki wypadek zje tic-taca, w razie gdyby zaczął ją całować. – Wiesz, automatycznie ciągnie mnie do pięknych kobiet – mówi z pewnym samozadowoleniem. – Po prostu zaczynam je całować. To działa jak magnes: całuję, nie czekam. I kiedy jesteś gwiazdą, one ci pozwalają. Pozwalają ci zrobić wszystko…, – Cokolwiek chcesz… – dopowiada z chłopięcym przejęciem kuzyn prezydenta. – Złapać je za cipę – precyzuje Trump. Kurtyna.

Trump – mężczyzna, który jest gwiazdą

Trudno sobie oczywiście wyobrazić bardziej krępującą konwersację między dwoma dorosłymi mężczyznami – zwłaszcza gdy jeden z nich ma 60 lat i aktualnie aspiruje do stanowiska Przywódcy Wolnego Świata. Ale jeszcze bardziej żenujące jest podsłuchiwanie sztubackich dialogów wiecznych chłopców i traktowanie ich serio. Postępowa Ameryka nadaje temu pieprzeniu wymiar nieledwie zbrodni przeciw ludzkości, konsekwentnie posługując się pojęciem „napaściseksualnej” i niszcząc moralnie każdego, kto nie podziela jej terminologii. Tymczasem – jeśli poważnie przeanalizować ten dialog, co nieco obraża moją inteligencję – to Trump nie mówi nic o przemocy czy działaniu wbrew woli kobiety. Wręcz przeciwnie: zaczyna od opowieści o tym, że starał się o wdzięki niewiasty, która odrzuciła jego awanse – zaakceptowanie odmowy jest przeciwieństwem przemocy – a potem mówi o tym, co kobiety „pozwalają”zrobić mężczyźnie, który „jestgwiazdą”. Wbrew śmiertelnemu oburzeniu feministek, Trump nie namawia jednego z Bushów mniejszych do łapania kobit za cipy wbrew ich woli, tylko przedstawia uroku statusu celebryty, który sprawia, że na takie łapanie otrzymuje się zezwolenie. Jeżeli walczymy o to, żeby kobieta miała prawo powiedzieć „nie”,musimy uznawać także jej prawo do powiedzenia „tak”– nawet, jeśli uważamy, że jej proces decyzyjny jest poważnie zaburzony.

Histeryczna amerykańska poprawność polityczna, dostrzegająca w każdym kontekście męsko-damskimmolestowanie lub co najmniej seksizm, groziłaby wymarciem populacji Amerykanów (coskądinąd nie byłoby takie złe dla świata) – gdyby nie to, że jest izolowanym problemem elit, kompletnie obcym prostemu ludowi.

Przekonanie mainstreamowych mediów, że ujawnienie tego głupawego bełkotu oznacza „koniec”republikańskiego kandydata i jego kampanii – dowodzi, że waszyngtońscy komentatorzy nie wyciągnęli żadnych wniosków z całej politycznej epopei Trumpa, którego ostateczny upadek ogłaszali przez ostatni rok dziesiątki razy, za każdym razem konstatując ze zdziwieniem, że wiadomości o jego śmierci okazały się mocno przesadzone. Wszyscy liberalni komentatorzy wzywający Partię Republikańską do wycofania poparcia dla kandydata namiesiąc przed wyborami i jego samego do rezygnacji – tak naprawdę umacniali jego pozycję wśród jego zwolenników. Podzielają oni opinię Trumpa, że nagranie, jakkolwiek „krępujące”,nie oznacza nic więcej niż „rozmowyzmęskiej szatni”, podczas gdy świat stał się bardzo niebezpiecznym miejscem, gdzie Państwo Islamskie obcina ludziom głowy…, Oczywiście – Donald Trump nie ma żadnej recepty na horror Państwa Islamskiego, tragedię uchodźców czy którąkolwiek z katastrof dzisiejszego świata. Ale zwalczając go za niestosowne użycie słowa „cipa”w prywatnej konwersacji – postępowa Ameryka skutecznie odwraca uwagę wyborców od tego faktu. ?? [email protected]

Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 36980

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.