Motto tygodnia: Sprawa Igora Stachowiaka pokazuje, jaka jest władza Ziobry i Błaszczaka.

Bomba jest okrągła, a bramki są dwie

numer 50/16

Wojny futbolowe.

Strzał na bramkę, oblężenie pola karnego, pogrom przeciwników. Retoryka piłki nożnej ma sporo wspólnego z wojną. Skala emocji towarzyszących zawodom także przekracza to, czego można się spodziewać po zwyczajnej rozrywce. W zależności od poziomu rozgrywek piłkarze walczą o honor kraju, regionu, miasta, dzielnicy. Chodzi więc o (choćby symboliczne) zawłaszczenie terytorium – jak na prawdziwej wojnie. Może dlatego najbardziej zacięte są tzw. mecze derbowe, w których spotykają się zespoły z tego samego miasta lub regionu. Stawką jest w nich wykazanie wyższości na wspólnym obszarze. Służby porządkowe nie bez powodu kwalifikują je jako imprezy podwyższonego ryzyka.

Ultrasi z lewa, ultrasi z prawa

Piłkarskie drużyny bronią nie tylko swoich terytoriów. Czasem rywalizacja może mieć podtekst polityczny, narodowościowy, a nawet religijny. Derbowy pojedynek drużyn ze stolicy Włoch – S.S. Lazio i AS Romy – to coś więcej niż walka o prymat w mieście. Kibice do dziś pamiętają, że z Lazio sympatyzował Benito Mussolini i na trybuny przychodzą ludzie o prawicowych, czasem skrajnie prawicowych poglądach. AS Roma to do niedawna klub lewicy, bo garną się do niego mieszkańcy robotniczych dzielnic. Nawiasem mówiąc, lewicowi ultrasi potrafią sprawiać służbom porządkowym nie mniej kłopotów niż ci o faszystowskich poglądach. Młodzież, także robotnicza, jednak ostatnio coraz chętniej zaczęła spoglądać na prawo i prawicowi fanatycy powoli przejmują kontrolę nad sektorami zajmowanymi przez najbardziej zagorzałych fanów klubu. Nie zmniejsza to nienawiści AS Romy do S.S. Lazio, bo poglądy polityczne nie są tym, co ich najbardziej dzieli. Najważniejsze jest przywiązanie do barw klubowych, do tradycji i do dzielnicy, w której się mieszka.

Choinka na niebiesko

Każda drużyna ma swoje barwy, a jej kibice w różny sposób manifestują, jak bardzo są do nich przywiązani. Miłość do klubu nierzadko staje się tradycją rodzinną, przechodzi z ojca na syna i przybierać może nawet karykaturalne rozmiary. Nowym trenerem drużyny Everton F.C.został Holender Ronald Koeman. Pochwalił się na Twitterze udekorowaną w domu choinką i rozpętał tym burzę. Głównym elementem dekoracji były czerwone wstążki, a miasto Liverpool dzieli się na dwie części – niebieską (Everton)i czerwoną (największywróg Evertonu, czyli Liverpool F.C.). Holender usiłował obrócić wszystko w żart, ale kibice nie dali mu spokoju, dopóki nie zamieścił w sieci zdjęcia bożonarodzeniowej choinki udekorowanej, niebieskimi barwami.

Monarchia kontra republika

Przykładem rywalizacji sportowej o podłożu religijnym, historycznym i narodowościowym są szkockie drużyny Celtic Glasgow i Glasgow Rangers. Kibice Rangersów to najczęściej Szkoci wyznania protestanckiego, charakteryzujący się silnym poparciem dla monarchii. Wśród sympatyków Celticu przeważają natomiast lewicowi potomkowie emigrantów z Irlandii, katolicy niechętni rodzinie królewskiej. Więcej nie trzeba, żeby mecze tych drużyn zamieniały się w prawdziwe wojny, nie tylko na boisku. Co prawda na jakiś czas zmagania te musiały ustać, kłopoty finansowe Rangersów sprawiły, że zespół przesunięto do niższych lig. Teraz wrócił do Scotish Premier League i można się spodziewać, że w dni meczowe szpitale w Glasgow znów będą musiały prowadzić ostre dyżury. Mimo że od kilku lat trwa intensywna kampania w mediach mająca ucywilizować stosunki między zwolennikami obu drużyn, nie jest to łatwe zadanie, bo w Szkocji nienawiść do któregoś z tych klubów – jak to się zwykło mówić – niemowlak wysysa z mlekiem matki. I tak się dzieje od ponad stu lat.

Nacjonalizm na trawie

WHiszpanii na piłkarskich stadionach nakładają się na siebie konflikty lokalne, narodowościowe i zaszłości historyczne z okresu wojny domowej. Nie ma co rozwodzić się nad zaciętymi meczami El Clásico, w których na śmierć i życie walczą Real Madryt i FC Barcelona. Wiadomo, że Real to klub na wskroś hiszpański, kastylijski, do dziś pamięta się, że jego kibicem był dyktator Franco, a Barça to duma Katalonii, pragnącej jeśli nie niepodległości, to przynajmniej większej autonomii, niż ma dziś. Swego rodzaju fenomenem jest natomiast Athletic Bilbao. W drużynie grają wyłącznie zawodnicy pochodzenia baskijskiego. W dobie, w której kluby sprowadzają za ciężkie pieniądze gwiazdorów z całego świata, baskijska drużyna oparta na własnych wychowankach gra na wysokim poziomie. Jako jedna z trzech (obokRealu i Barcelony) nigdy nie spadła do niższej klasy hiszpańskich rozgrywek. Klub z Bilbao podziwiany jest za umiejętność stworzenia dobrej drużyny złożonej z mieszkańców miasta i okolic, ale słychać też wątpliwości, czy starający się o niepodległość dla swojej prowincji Baskowie nie przesadzili i czy zamykanie klubu przed graczami innych narodowości nie zalatuje nieco nacjonalizmem.

Żydzi przeciwko Żydom

Wyliczanie meczów, w których walczy się o coś więcej niż o punkty, można ciągnąć bez końca. Wymieńmy jeszcze jeden przykład, z naszego podwórka.

Kibice Widzewa Łódź i ŁKS oskarżają się wzajemnie o żydostwo, co w naszym kraju – jak wiadomo – nie jest komplementem. Problem w tym, że wśród założycieli obu klubów byli polscy obywatele wyznania mojżeszowego.

Sporu o to, który klub jest żydowski, a który nie, nie da się więc rozstrzygnąć inaczej niż bójkami na trybunach i na ulicach.

Plan bitwy

Kibice mają swoje wojny, ale najważniejsze są oczywiście bitwy, które toczą piłkarze i trenerzy. Tu najbardziej liczą się: rozpoznanie rywala, taktyka, ofensywa i defensywa – jak w wojsku. Sir Alex Ferguson w czasie 38 lat kariery menedżerskiej sięgnął z drużyną Manchesteru United po rekordową liczbę 49 trofeów. Teraz, na emeryturze, wziął się za pisanie książek. W nowszej, zatytułowanej „Byćliderem”, znajdziemy znamienny fragment: „Pewnegorazu zabraliśmy wszystkich graczy United do bazy SAS (elitarnajednostka Armii Brytyjskiej) w Herefordshire na kilka dni w czasie przerwy w sezonie. Zawodnicy byli zachwyceni. Od SAS nauczyłem się tego, jakie znaczenie ma formacja bojowa, gdy wojska atakujące na flankach sprawiają, że słabnie obrona w środku pola. Przeniosłem tę lekcję bezpośrednio na boisko. Pracowaliśmy nad tym tydzień przed meczem z Liverpoolem. Przy rzucie rożnym część graczy przeprowadzała atak na pierwszy słupek, część na drugi, a wtedy Gary Pallister wyłaniał się ze środka pola i trafiał do bramki. Dwukrotnie Pallisterowi udało się strzelić gola, korzystając właśnie z tego fortelu. To było jak rekonstrukcja planu bitwy”.

Zastępcza wojna i prawdziwa

Fenomen piłki nożnej analizują specjaliści z różnych dziedzin, futbolowa fascynacja nie omija intelektualistów i ludzi kultury. Każdy ma swoje przemyślenia i oceny. Często spotkać się można z opinią, że piłka nożna stanowi swoisty zamiennik prawdziwej wojny, że w czasach pokoju ludzie, zwłaszcza mężczyźni, znajdują na stadionach sposobność wyładowania atawistycznej skłonności do toczenia walki. Może coś w tym jest. Na pewno futbol sprzyja wzmacnianiu nastrojów nacjonalistycznych czy wręcz szowinistycznych. Nieprzypadkowo stadionowy ultras kojarzy się z wygolonym łbem, podkutymi butami i – żeby nazwać rzecz łagodnie – mową nienawiści. Zwolennicy tezy o futbolu jako o symbolicznej wojnie zastępczej znajdą zresztą więcej argumentów na poparcie swojej tezy: hymn poprzedzający bitwę, flagi, elementy działań psychologicznych, sojusze, w jakie wchodzą kluby i ich kibice itp. Pytanie tylko, dlaczego zastępcza wojna nie ustaje podczas prawdziwej wojny. Nie ma co wspominać omeczach toczonych w niektórych obozach koncentracyjnych, bo organizowali je niemieccy strażnicy dla własnej uciechy. Rozgrywki w jenieckim obozie w Woldenbergu (dzisiejszyDobiegniew) były już jednak organizowane przez uwięzionych tam polskich oficerów, którzy w dodatku opisywali je w ręcznie wykonywanym „Przeglądzie Sportowym”.

Bójka przed łapanką

Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Polski wszystkie imprezy sportowe poza obozowymi zostały surowo zabronione, kluby zdelegalizowane, a ich majątek zarekwirowany. Już

na wiosnę 1940 r. rozpoczęły się jednak – w miarę możliwości regularne – turnieje piłkarskie w Krakowie i wWarszawie. Mimo że wiele z nich zakończyło się łapankami i aresztowaniami, chęć kopania piłki była silniejsza od strachu. Co więcej, świadkowie tych spotkań opowiadali, że graczom i kibicom najwyraźniej nie wystarczała adrenalina uwolniona przez rywalizację i obawę przed represjami okupanta. Mecze były wyjątkowo zacięte, brutalne, nierzadko dochodziło na boiskach do bijatyki.

W Warszawie ze względów bezpieczeństwa grano najczęściej w miasteczkach podstołecznych. Tragicznie zakończył się mecz w Konstancinie. Organizatorzy nie wiedzieli, że boisko znajduje się obok zajmowanej przez gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera willi „Julisin”. Ten, gdy usłyszał charakterystyczne stadionowe odgłosy, wyszedł z domu, najpierw popatrzył na mecz, a następnie zadzwonił po patrol, który otworzył ogień do grających i do kibiców. Dwaj kibice zginęli, kilkunastu aresztowano. Dzisiaj jeśli kibice giną, to z rąk uzbrojonych w kije bejsbolowe i wmaczety takich samych kiboli jak oni, tylko broniących barw innej drużyny. Futbolowa wojna weszła w kolejny etap. WOJCIECH MITTELSTAEDT

[email protected]

AVEVALUE| 20963

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.