Motto tygodnia: Ecie-pecie, ecie-pecie, profesor Lech Morawski w Oksfordzie plecie.

Autor
JOANNA SKIBNIEWSKA

Biją i służą

numer 48/16

Gdy na jakimś zadupiu pobije cię policja, możesz być pewny, że nikt ci nie pomoże.

Tak,był pijany. Narąbany jak szpadel. Miał 2,5 promila. Wracał do domu. Trudno powiedzieć, że szedł, raczej pląsał, ale nie było go słychać. Przed domem został rzucony na glebę, skuty i zatrzymany. Za nic. Został dotkliwie pobity.

Opór

– Stawiał opór – zapewnia policjant. – Trzeba było go obezwładnić. Ci, którzy byli świadkami zajścia, mówią, że to bzdura. W takim stanie, w jakim się znajdował, nie trzeba było używać pałki, żeby go obezwładnić. Ledwo stał na nogach. Ostatnia noc października dla Andrzeja Strzeleckiego to ślad na całe życie. Nie tylko dlatego, że w komendzie w Golubiu-Dobrzyniu przeżył traumę. Przede wszystkim dlatego, że będzie miał trwałe blizny na twarzy. Ślady po pobiciu przez funkcjonariuszy policji. – Zostałem rzucony na maskę auta, a potem skuty i wciągnięty do radiowozu – mówi Strzelecki. – Ale najgorsze spotkało mnie na komisariacie. Tam

usłyszałem od jednego z policjantów: „Teraz się pałek nie używa, ale pokażę ci drugą sztuczkę”, po czym uderzył mnie w brzuch, w plecy i kopnął w nos.

Potem policjanci przypomnieli sobie, że jednak mają pałki i że przecież można ich użyć. Używali. Kilku policjantów katowało jednego pijanego człowieka. Prawie zmasakrowali mu twarz. Połamali szczękę i nos. – Słyszałam, jak mój syn krzyczał – mówi matka Strzeleckiego. Przybiegła wtedy na komendę. Sąsiedzi, którzy widzieli zatrzymanie, kazali jej szybko go stamtąd zabrać. – Bo go skatują – usłyszała od sąsiadów. „Wodpowiedzi na zadawane przez Państwa pytania informuję, że w nocy 29/30października 2016 roku ok. godz. 0.10 w Golubiu-Dobrzyniu na ul. 17 Stycznia została podjęta interwencja w związku z naruszeniem porządku publicznego przez trzech mężczyzn. Jednym z tych mężczyzn, wobec którego interweniowali policjanci, był 31-letnimieszkaniec miasta. Mężczyzna znajdował się pod silnym działaniem alkoholu, był agresywny, nie podporządkował się wydawanym poleceniom przez mundurowych oraz znieważył funkcjonariusza podejmującego interwencję. Sprawdzono stan trzeźwości 31-latka. Okazało się, że ma on ponad 2,5 promila. Po wykonanych czynnościach został przewieziony na izbę wytrzeźwień. Wobec 31-latkaw związku ze znieważeniem funkcjonariusza prowadzone jest postępowanie przygotowawcze. Zostaną również skierowane wnioski o ukaranie do sądu za wykroczenie popełnione przez trzech mężczyzn w związku z opisywaną interwencją” – odpowiedziała rzecznik KPP Justyna Skrobiszewska.

Debil

Zatrzymany mężczyzna powiedział policjantom, że sprawę zgłosi do prokuratury. – Słyszeliście? Debil idzie do naszej prokuratury – usłyszał na dyżurce. Długo się z niego śmiali. Inspektor Dariusz Borowiec, komendant KPP w Golubiu-Dobrzyniu, nie ma ani sobie, ani swoim funkcjonariuszom nic do zarzucenia. Słowem nie wspomina, że to nie pierwsze zgłoszenie pobicia przez jego podwładnych.

Gleba

To było w zeszłym roku. Maciek, 18-letni mieszkaniec Golubia-Dobrzynia, z rok starszym kolegą nieźle zabalowali. Narąbali się i kompletnie im odbiło. Śpiewali, rechotali jak pacjenci psychiatryka. Nikt nie reagował, dopóki całkowicie nie zaczęło im odwalać. „Późnymwieczorem 1 sierpnia zniszczyli zaparkowane na Osiedlu Młodych samochody” – mówi policyjna notatka. – Kolega zaczął tłuc szyby w zaparkowanych autach. Ja wskoczyłem na żółtego „malucha” – przyznaje chłopak. Nie wie, czy dobrze się bawił. Wie, że głupio. – Usłyszałem: „Policja,gleba!”. Jeden z policjantów podbiegł do mnie, dostałem najpierw pałką w rękę i w plecy. I już leżałem za ziemi. Nie stawiałem oporu, po prostu dostałem i się przewróciłem. Potem mnie skuli – opowiada 18-latek. Pojechał na komendę. Z każdą minutą coraz bardziej zdawał sobie sprawę, że zachował się jak kretyn. Podczas przesłuchania nie przyznał się, że wskoczył na tego „malucha”. Myślał, że może nikt nie widział, jakoś się z tego wszystkiego wykręci. Bał się. Miał już dość. Wytrzeźwiał, zrozumiał, że to było głupie. Gdyby nie to, że przecież był już dorosły, wołałby mamę na pomoc. Ale policjanci badali dalej. I znaleźli odcisk buta. Jego buta. Nie było wątpliwości. Wiedział, że jest ugotowany, ale jedyne, co mógł zrobić, to nic nie mówić. Ani tak, ani nie. I to wkurzyło funkcjonariuszy. Tak bardzo, że bezradnego, rzuconego na podłogę chłopaka zaczęli bić. Gdzie popadnie… Poraniony i prawie nieprzytomny trafił na pogotowie. Czy ktoś mu pomógł? Nie. Badający go lekarz nawet nie zwrócił uwagi na obrażenia. Chłopak wrócił „nadołek”. Wdokumentacji, medycznej nie ma śladu po siniakach i ranach. Lekarz, który go badał, nie chce z nami rozmawiać. Podobnie jego przełożony.

Nerka

Drugi z zatrzymanych, Andrzej, został na komendzie potraktowany paralizatorem. Tak na wszelki wypadek, żeby wiedział co go czeka, jeśli będzie się stawiał. Do lekarza nie trafił. Dopiero następnego dnia, już na wolności. Dostał zwolnienie lekarskie. – Popłakałam się, jak zobaczyłam, co mu zrobili – mówi matka Maćka. Lekarz z Brodnicy robiący obdukcję też był wstrząśnięty. „Obrzękze śladami otarć naskórka przedramienia lewego, siniak na górnej lewej powiece, zasinienie skośne grzbietu w okolicy podłopatkowej, rozległe zasinienie na lewym udzie, siniak na lewym pośladku…”. Kazał natychmiast iść do chirurga i ortopedy. I przebadać nerkę. USG wykazało „uszkodzenienerek wskutek urazu”.

Sami

Poszli do prokuratury. Wzięli obdukcję, zdjęcia, przedstawili świadków. Wtedy jeszcze wierzyli w sprawiedliwość. Prokurator przetrzymał ich 3 godziny pod drzwiami. Podobno zapoznawał się z aktami sprawy. Jakimi aktami?, Gdy chłopak powiedział, że został pobity przez policjantów, prokuratorowi wymsknęło się: „Znowu?”. Szybko umorzył postępowanie. Rodzice chłopaka szukali pomocy u miejscowych adwokatów, ale usłyszeli, że nikt nie poprowadzi sprawy. – Proszę państwa, ja z niektórymi policjantami chodziłem do szkoły. Poszli więc do miejscowej gazety. Opisali dramat syna na portalach internetowych. Zrobiło się głośno. Nie odpuścili też policjanci. Zarówno chłopak, jak i jego rodzice mieli często policyjny ogon i byli zatrzymywani do kontroli pod byle pretekstem. Czasem któremuś z funkcjonariuszy puściły nerwy i rzucał przez zęby, żeby lepiej odpuścili. – Po co wam kłopoty?, Rodzice jednak byli uparci, zatem trzeba było zrobić coś, żeby się zamknęli. 4 miesiące po pobiciu policjanci złożyli doniesienie do prokuratury, że chłopaki ich znieważyły podczas zatrzymania. Dopiero im się przypomniało. Tym razem prokurator zajął się sprawą od razu. Szybko też akt oskarżenia trafił do sądu. Jedynymi dowodami były zeznania policjantów. Nawet nie wysilali się w zeznaniach w sali sądowej. Każdy mówił wyuczoną na pamięć formułkę. Słowo w słowo. Sędzia zresztą więcej od nich nie wymagał… Pokazał policjantom zdjęcie skatowanego chłopaka. – Czy to policjanci go tak pobili?, – Chłopak sam się pomalował i zrobił sobie zdjęcie – odpowiedział najbardziej rezolutny z funkcjonariuszy i szelmowsko uśmiechnął się do sędziego. Chłopcy zostali skazani za znieważenie policjantów. 500 zł dla każdego z nich, przeprosiny w gazecie i 20 godzin prac społecznych. Maciek niedawno trafił do aresztu. Podobno miał przy sobie marihuanę. Gdy przyszła do niego matka, usłyszała od funkcjonariusza: – Na drugi raz nie będziecie chodzić po gazetach. Co dzieje się w KPP w Golubiu-Dobrzyniu? Od lat to samo. Mieszkańcy próbują walczyć. W aktach prokuratorskich pojawiają się te same nazwiska policjantów. Nic jednak z tego nie wynika. Na miejscowym forum internetowym huczy. Dziesiątki mieszkańców opowiadają o swoich przejściach w komendzie. I o tym, kto z kim chodził do klasy, kto razem bawi się w remizie na Sylwestra, kto jest chrzestnym czyjego dziecka.

[email protected]

Foto autor| Rys. MARCIN BONDAROWICZ, AVEVALUE| 20540

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.