Motto tygodnia: Rokita dość ma życia w nędzy - za internat chce pieniędzy!

Autor
BOŻENA DUNAT

Banderowcy z mopem

numer 06/17

Pół miliona ludzi dobrej roboty.

Piotr zbliża się do pięćdziesiątki. Niebieskie wypłowiałe oczy, imponująca łysina. Zwalisty. Jest jedynym właścicielem agencji pośredniczącej w dostarczaniu polskim pracodawcom robotników z Ukrainy, który nie uciekł na hasło „dziennikarz”. – Bo jestem uczciwy – uzasadnia. – Jak mówię, że będzie 10 zł za godzinę, to będzie. Inni mówią 10 zł, płacą 6 zł. Potrącają za stancję i wyżywienie. Taki biznes ma krótkie nogi. Po dwóch miesiącach Ukrainiec sam znajduje spanie i drogę do Biedronki. Zgadzam się, człowiek to towar. Różnica między mną i konkurencją taka, że ja ten towar traktuję po ludzku. Zaprasza do siebie. Duży dom pod Białymstokiem. W salonie sofy obite białą skórą. Granatowe poduszki i zasłony. – Żona – przedstawia przysadzistą brunetkę. – Z Ukrainy. Na oko o 20 lat młodsza, z wieczorowym makijażem, choć zegar wybija dopiero południe. Na haftowanym w czerwone róże obrusie stawia pudełko ptasiego mleczka, karton soku i colę. Wycofuje się do kuchni.

– Na kresach Polak orał Ukraińcem, nie koniem, bo było taniej – rozpoczyna Piotr. – Ten czas wrócił. Dla Francuza, Niemca, Polaka Ukraina jest dziś tym samym źródłem taniej siły roboczej.

– Naturalnie trzeba uważać. Nie od parady mają flagę żółto-niebieską – podkreśla. – Z żółtym kojarzy się choroba psychiczna. Żółte papiery. – To przecież kolor zboża. Bogactwa – przypominam. Macha ręką. – Z niebieskim, wiadomo. Niebo. Niebieski ptak.

•••

Agłaja ma 43 lata. Pochodzi spod Charkowa, z małego miasteczka nad Udą. Wychodek na zewnątrz. Prąd i gaz w godzinach od do. Nigdy całą dobę. Pensje wystarczają na media. Jedzą to, co się uchowa w chlewiku przed blokiem. Wykopie z działki. Tak, bardzo zdrowo…, W Polsce od roku. Zostawiła męża, matkę, trójkę dzieci. Mąż pije i czasem bije. Nie skarży się, bo jak mężczyzna nie bije, to nie kocha. Decyzja o wyjeździe do Polski była trudna, ale trudno też podawać co dzień zupę cebulową. Choć przepis prosty. Przegotowana woda, drobno siekana surowa cebula, sól, pieprz. Gdy usłyszała, że Piotr szuka dokładnej niewiasty do wszystkiego, od razu wiedziała: pojedzie. Dziewczynki odchowane. Zupę zrobi matka. Piotr przywiózł ją do sąsiadów. 2 tys. zł na rękę, lodówka otwarta. I własny pokój. W zamian sprząta, prasuje, gotuje obiady. Co 2 miesiące jeździ do domu z pieniędzmi. Mąż zadowolony. Ona też. W trzecim tygodniu w Polsce rozlała w łazience domestos. Odbarwiły się 4 płytki. Na zielonych szare plamy, nieładnie. Serce jej stawało na myśl, co powie pani. Oczy od płakania spuchły…, – Córka zdolna, chce na studia. Może w Polsce się uda – zmienia temat. – A domestos?, – To były płytki z granitu, drogie. Co miesiąc potrącają z pensji 200 zł.

•••

Piotr unika pytania, ile kosztuje Ukraińca podróż do polskiego raju. – Zależy, czy ze Lwowa, czy z Doniecka. 100 albo 1000 dolarów – mówi w końcu. – I nie chodzi tylko o koszty paliwa. Tam w Donbasie są powiaty, w których nikt nie wyda mieszkańcom paszportu. Ani Ukraińcy, ani Rosjanie. To jest duże wyzwanie, zatrudnić takiego w Warszawie. A ludzi żal…, Zgłosiła się do niego polska rodzina z Makiejewki. – Pomóż – prosiła. Świadectwem polskości było wyblakłe zdjęcie pradziadka w ułańskim mundurze. – Pomogłem – mówi. Woli nie opowiadać jak. – Kiedyś rzuciłem 2 tys. dolarów na pomoc humanitarną dla terenów dotkniętych wojną – chwali się. – Złożyliśmy się z kolegami, wysłaliśmy ciężarówkę pod Donieck. Byliśmy dumni, dopóki kierowca nie wrócił. Powiedział, że od razu wszystko sprzedawali. Jeszcze na rampie. Nic nie poszło za darmo, ceny spekulanckie. Pamięta, jak przez kościoły szła z zachodu pomoc do Polski. – Nasze katabasy tylko połowę zamieniali na złotówki. Część trafiała do biednych… – wspomina. Wczoraj wrócił ze Lwowa. Wyjeżdża jutro skoro świt. To nie jest jakaś złota żyła. Trzeba się obracać, żeby wygodnie żyć z pośrednictwa. Ukraińcy coraz bardziej cenią takich jak on. Targ niewolników w Piasecznie ma w Kijowie złą sławę. Szkoda, że polskie urzędy pracy jak ze średniowiecza. Powinny pomóc. Organizować przybyszom kursy językowe. Pomaga wyłącznie początkującym. Załatwia formalności: zaproszenie, wizę. Przedsiębiorcy nie chcą wystawiać dokumentów w ciemno, nie widząc człowieka. – Brakuje wytycznych do ustawy o cudzoziemcach. Bywa, że sprawy kończą się w sądach. Sędzia nie rozumie, kim jestem. Coś jak alfons w burdelu – tłumaczy wtedy. – Jest ten, który bierze, i ten, który daje. Ja tylko pokoju użyczam…

Jak sądowi zaciukali babkę na kresach, sprawy przybierają zły obrót. Kiedyś wyczuł, że za niechęcią sądu najpewniej stoi historyczna prywata i wyjaśnił, że ta rzeź to nic osobistego. – Trzeba zachować dystans, naWołyniu była zwyczajna awantura o kasę – pouczył.

Sąd się wściekł. Chyba więc się nie dziwię, że wtrudniejszych przypadkach musi zostać 1000 zł na czysto za pośrednictwo?

•••

Jurij montuje okna. Zarabia 15 zł na godzinę. Elita finansowa. ZMariupola, z zawodu nauczyciel historii. Też przyjechał z pośrednikiem. Walerian zostawił go na dworcu autobusowym w Siemiatyczach. Spieszył się do Warszawy, a tu środek nocy. Trudno wymagać, żeby pracodawca jeździł za pracownikiem o trzeciej rano. – W tri czasa prijediet gospodin. Rannym utrom – obiecał. Jurij czekał 12 godzin. Próbował dzwonić. Komórka pośrednika wyłączona. W 24 godziny zrozumiał, że czas wziąć sprawy w swoje ręce. Nie poszedł na policję. – Boimy się mundurowych – mówi. Wkieszeni 100 zł. Pomógł rozładować towar w barze obok. Nie pytał, ile zarobi, tylko zaczął nosić skrzynki. Poczęstowali bigosem. – Potrafisz rąbać drewno? – zapytał właściciel. Tak wylądował w jego domu. Naciął drewna do kominka na 2 lata, naprawił skrzypiące drzwi, zdjął eternit z chlewika. Mieszkał w pakamerze, mył się pod kranem w garażu. Wygodnie. Ale robota się skończyła. Gospodarz polecił go koledze. – Dobry w budownictwie – rekomendował. Zarobki wyższe, za to mieszkanie gorsze. 6 łóżek w pokoju, jedna łazienka na piętro. – Myję się przed robotą, o piątej rano. Nie ma kolejki do prysznica – wyjaśnia. Nie jeździ na Ukrainę. Pieniądze odkłada w banku.

•••

Opłaca się wszystkim, jeśli przywieziesz fachowców: magazynierów, monterów okien, hydraulików. Najpierw Piotr kwaterował ich we własnym obejściu. Teraz w hostelu sąsiada. Wiele zbudowano z myślą o ukraińskich robotnikach. Zaczyna się od ryczałtu. Potem umowa o dzieło. – Można ją zawrzeć nawet przy zbieraniu truskawek – podkreśla Piotr. – Naturalnie samo skubanie nie jest dziełem. Ale już naskubana tona truskawek tak. – 70 procent Ukraińców znajduje u nas swoje miejsce na ziemi – mówi. – Pracodawca występuje o wizę wojewódzką albo kartę stałego pobytu. Moja rola się kończy. Najlepiej sprzedają się mężczyźni. Nawet tacy spod rumuńskiej granicy, z Karpat, choć potrafią tylko doić kozy. Lądują u chłopów, bo tylko rolnicy mają cierpliwość do niedojdów. Płacą ok. 500 dolarów na miesiąc. Piotr nie lubi przywozić kobiet. Generalnie zarabiają mniej, nie wyśrubujesz więc opłaty za pośrednictwo. Nie trafiają do szpitali, choć nie można wyobrazić sobie lepszych salowych. Nie mówią po polsku.

Ukrainka to największe marzenie podstarzałego Polaka. Nie chodzi o seks. Taka pielmieni zrobi, posprząta, pampersa zmieni, kroplówkę podłączy.

– Niestety one tęsknią. Psychika siada. Siedzi 2, 3 miesiące i prosi otpusk. Do domu. Zawozi pieniądze i wraca. Proszą, więc zabieram przy okazji służbowych wyjazdów. Nie za darmo. Jak na zawołanie piszczy komórka. – Niet, siewodnia niet – krzyczy w słuchawkę. – Zawrtra, Natasza. Rannym utrom. Budu w szest czasow. Da, nawierna. – Natasza ma 60 lat i siedzi pod Bielskiem Podlaskim. Prowadzi dom. Wzięli ją, bo mają 82-letniąmatkę. Natasza wychodzi taniej niż Dom Pomocy Społecznej.

•••

Skarg Iwana wysłuchuję ostrożnie. Pracuje w zakładach drobiarskich należących do Animeksu Foods. Ten potentat na rynku mięsnym zapewnia na swojej stronie, że „Animexnie zatrudnia na czarno, na umowy śmieciowe, nie zmusza do pracy w ilości 350 godzin miesięcznie ani nie wykorzystuje pracowników z Ukrainy…”. Iwan pokazuje ręce, wykręcone przez reumatyzm. Siedzi w mrożonkach. Wśród swoich, Polacy nie wytrzymują temperatur. – Przez cały dzień przerzucam ptaki – opowiada. – Tak jakbym stał w śniegu i przerzucał tafle lodu. Nikt go nie zmusza do nadgodzin. Wyprasza je u szefa. Co ma robić po południu albo w weekend? Wydawać ciężko zarobione złotówki? Przyjechał kolega spod Lwowa, zaprosił do baru. Zamówił obiad. Potem jedna kolejka, druga. – Polski pan – powiedział gość, więc postawił jeszcze trzy. I połowy wypłaty nie było. Zarabia godne pieniądze. Z jego jednej pensji przez 3 miesiące dobrze żyje cała rodzina. Dwoje dzieci, żona, teściowa.

•••

Przedsiębiorcy wciąż boją się Ukraińców. Brak języka. Inna religia. Inne przyzwyczajenia. Ale Polacy zarejestrowani w urzędach pracy nie chcą pracować. Wielodzietne rodziny dobrze żyją z zasiłków. Absolwenci wyższych uczelni, w których kryterium zdawalności egzaminów była regularna wpłata czynszu, marzą o odpowiedzialnych i świetnie płatnych posadach. Rzeczywistość jest taka, że absolwentkom biologii proponuje się posadę ekspedientki. – Nie musi w dziale odzieżowym, może zgodnie z dyplomem wybrać między działem z warzywami i mięsnym – naśmiewa się Piotr. Żaden pośrednik nie położy za ukraińskiego pracownika głowy. Przecież nie wie, z kim ma do czynienia. Nie rozgryziesz człowieka w trakcie nawet wielogodzinnej podróży. Piotr stawia więc sprawę uczciwie. Gdy pytają go, jak traktować nowych pracowników, zawsze odpowiada: – Sprawiedliwie. Jak bydło.

Migracja zarobkowa z Ukrainy jest krótkookresowa i cyrkulacyjna, trudno więc oszacować dokładną liczbę pracujących w Polsce Ukraińców. Zakłada się, że chodzi o milion osób, ale jednocześnie przebywa ich w Polsce dużo mniej, około 500 tysięcy Większość podejmuje pracę na podstawie zarejestrowanego oświadczenia pracodawcy o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi. Przeciętny emigrant był w Polsce 9 razy, średnia długość pobytu to 5 miesięcy. Co dwunastemu trzeba pomóc załatwić formalności, co dwudziesty nie radzi sobie z transportem z Ukrainy i na Ukrainę. Ukrainiec wykonuje prace, których nie chcą wykonywać Polacy. Wielu przybyszów ma wykształcenie wyższe lub średnie, przyjmują zajęcia poniżej kwalifikacji. Płace Ukraińców nie zmieniły się między rokiem2012 a 2015. Średnie miesięczne zarobki wynoszą ok. 2100 zł na rękę, czyli niewiele mniej niż zarobki Polaka (nettook. 2300 zł). Jednak przeciętny czas pracy Ukraińca wynosi 54 godziny tygodniowo. Czyli za porównywalne pieniądze Ukrainiec pracuje prawie o połowę dłużej. W2015 r. Ukraińcy zarobili w Polsce ok. 8 mld zł. Przekazali na Ukrainę 5 mld zł, głównie w polskiej walucie. (Źródło:raport NBP z grudnia 2016r. „ObywateleUkrainy pracujący w Polsce w 2015 r.”).

AVEVALUE| 31544

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.