Motto tygodnia: Ecie-pecie, ecie-pecie, profesor Lech Morawski w Oksfordzie plecie.

A życie swędzi

numer 52/16

Dramat sceniczny w jednym akcie miłosnym napisanym, i odgrywanym przez jego bohaterkę Małgorzatę Daniszewską.

ONA siedzi wrestauracji na tarasie nadmorzem. 50 lat, tłustawa, ale resztki urody widać. Włosy przyprószone siwizną. Patrzy na morze, odwraca się i widzi JEGO. ON wygląda na młodszego, ma brodę. ONA: – O, jesteś. Znowu. Siedzieliśmy jak w kinie, na dachu, przy kominie. ON: – Nie śpiewaj dalej. „Siedielimy na krysze, a może jeszcze wysze”. A ty fałszujesz. I potem by wyszło, że jestem skurwysyn i drań. A wiesz, jak to określają psychologowie? Nienawiść do trupa. ONA: – Uspokój się z tym trupem! Ciągle się mnie czepiasz!, ON: – To pojęcie nie ma związku z twoimi odczuciami. Zniknąłem z twojego życia i masz do mnie żal. ONA: – Spoko, spójrz lepiej na tę kretynkę. Pod su wa mu te le fon. Na te le bi mie wi dać zdję cia ba bi szo na w mi ni na ka czych ła pach. On się śmie je. Pod no si kie li szek wi Zobacz, a ta!, Po ka zu je te le fon. Na te le bi mie Kelnerzy mówią, że to ruska para. Ona jak deska do prasowania, a on jak wczesny Rywin. Ciekawe, teraz żaden ruski w kosztownym hotelu nie ma grubej żony. Pamiętasz te Rosjanki, cycate, brzuchate i dupiaste, ze złotymi zębami? One zniknęły, a pojawiły się te nadęte chudziny z tymi samymi facetami. Co wieczór odpierdolone w drogie suknie. Kostium kąpielowy zmieniają trzy razy dziennie. ON: – A ty się już posunęłaś i utyłaś. ONA: – Odwal się, ale ja przynajmniej mogę powiedzieć, że kiedyś byłam ładna. ON: – Nawet piękna. ONA: – No dobrze, niech będzie. Byłam. Ale musiałam rzucić palenie, bo dostałam astmy. Wolę być gruba i żyć. O, przepraszam. ty łu kel ne rzy z ta ca mi i wi nem le bim: ba by na szpil kach i wy de -to wa ne. Ona wsta je i fo to gra fu je za chód słoń ca – te le bim, ON: – Przestań! Ty fotografujesz zachód słońca? Idiotka. W górach też fotografowałaś. Co za banał. Potrzebny ci taki landszaft?, ONA: – Dla niej. Zobacz. dziew czy na lat 19, w mia rę ład na, Po ka zu je mu te tro chę tłu sta wa. ON: – A to znowu kto?, ONA: – Agata. ON: – Nasza Agata? Przecież to dorosła baba. Ma faceta?, ONA: – Już trzeciego. Jest dupiasta, ale kręci facetów. Nie przepada za mną i moimi dobrymi radami. Póki jeszcze żyła twoja matka. ON: – A ona umarła?, ONA: – No to ona, Agata, jeszcze się z nią przyjaźniła. Do końca życia twojej matki kochały się. Wtedy nie byłam im potrzebna. Oglądały twoje zdjęcia z dzieciństwa, twoje zabawki, nawet twoje stare ubrania i kalesony. Ona do dzisiaj jeździ na twoim rowerze. Robi tym furorę. Teraz stare rowery są w modzie.

Kel ner przy no si je dze nie. Ona fo to gra fu je. ON: – Co się z tobą stało? Chyba z tej starości i samotności zwariowałaś. Nigdy nie robiłaś zdjęć żadnego truchła na talerzu. Zachowujesz się jak wszystkie kretynki tu na tarasie. Po co robisz zdjęcia krewetkom?

Telebim

ONA: – Na fejsa. Oni muszą wiedzieć i widzieć, co jem. I zazdrościć. ON: – Chyba zgłupiałaś trochę. Masz faceta?, ONA: – Po tobie już piąty. ON: – A co? Spierdalają?, ONA: – Tak jak ty?, ON: – Nie żartuj. Kochałaś któregoś?, ONA: – Jednego. Rzucił mnie dla jakiejś grubej cipy. Pokazać ci zdjęcie?, ON: – Odwal się. Jeszcze nie słyszałem, żeby kobieta powiedziała: „Rzucił mnie dla cudownej, mądrej, zgrabnej laski”. ONA: – A słyszałeś porzuconego faceta, że baba odeszła do inteligentnego jebaki?, ON: – Masz rację. ONA: – Proszę, zgadzasz się ze mną. KELNER z offu: – Kawa czy herbata?, ONA: – Żeby nie robić kłopotu, troszku kawy, troszku herbaty. ON: – Mogłabyś sobie darować te stare dowcipy. ONA: – Lubię stare dowcipy, nowych nie ma. ON: – Pamiętam nasze pierwsze dotknięcie. ONA: – Całowałeś? Pamiętam, byłeś w tym beznadziejny. ON: – W domu znanego mecenasa?, Pod czujnym okiem mamy, babci i jakiejś wyjącej suki rasy białej. ONA: – Nie udawaj, to była Czika i lubiłeś ją. ON: – Pamiętam nasze pierwsze dotknięcie. ONA: – Kiedy?, ON: – Powiedziałaś w szkole, że robisz prywatkę. Zaprosiłaś mnie. ONA: – Zapomniałam. I co?, ON: – Kurwa, musisz pamiętać. Byłem tylko ja! Prywatka odbywała się w gabinecie twojego ojca, dwanaście metrów kwadratowych z biurkiem na środku. Był gramofon wyjący w kółko: „Nąriedarię…”. Tańczyliśmy. Twoja mama i babcia zrobiły kanapki. Pamiętam, że o mało się nie wyrzygałem. Anszuła z kaparami na pumperniklu. Nigdy w życiu wcześniej tego nie jadłem. Gdy tańczyłem z tobą w rytm tej durnej piosenki, myślałem tylko o ucieczce. ONA: – Trzeba było uciec. ON: – To potem, twoją babcię i mamę też oswoiłem. No to co, palimy?, ONA: – Nie po to zdobyłam dwanaście kilo, żebyś mnie nawrócił. A pal sobie.

On za pa la i pa li na te le bi mie.

koturnach. Zdję cie – te le bim Gdzie, laska na koturnach, dwanaście centymetrów…, ON: – Uspokój się. Jesteś zazdrosna o każdą ładną kobietę. ONA: – Zawsze byłam zazdrosna, to dlaczego miało mi przejść?, ON: – Teraz też jesteś?, ONA: – Nie, bo wzięłam sobie najbrzydszego faceta świata i impotenta!, ON: – Pogratulować. A mieliśmy całkiem dobre łóżko. Lubiłaś to. Trochę skrzypiało. Śmie je się ONA: – Odpierdol się. Lubiłam się z tobą kłócić, a potem godzić w łóżku. Tym łóżku, jak by powiedział papież. ON: – Bywałaś taka upierdliwie zakochana, że czasami musiałem cię zdradzić. ONA: – Wiem. Wpisywałeś dupy w kalendarzyku pod męskimi imionami. ON: – Skąd wiesz?, ONA: – Cymbał! W naszą trzecią rocznicę ślubu napierdoliłeś się i sam mi to powiedziałeś. ON: – A ty mnie zdradziłaś?, ONA: – Już weszłam do wanny, już artysta, bodajże Warmiński, włożył głowę pod wodę i nurkował, żeby mi zrobić minetę, awtedy ty zacząłeś walić do drzwi. No i to była jedyna próba. ON: – Tak, ale ja, zanim wróciłem do domu, wyruchałem jego babę. Bardzo dupodajna artystka. Zrobiła karierę?, ONA: – Nie wiem. Przecież nie będę zazdrosna o kilkanaście lat temu. Swoją drogą musiałeś być marny w tym ruchaniu artystki, bo dość szybko waliłeś w nasze drzwi. ON: – Nie twój zasrany interes, jak szybko i z jakim orgazmem przyprawiałem ci rogi. A teraz jesteś starzejące się pudło, klimaks cię wali i masz na utrzymaniu impotenta. Brawo!, ONA: – Wkurwiłeś się. O co? A pamiętasz, jak z Krzyśkiem próbowaliście sobie wsadzić w dupę? Ja donosiłam wam krem i jako ekspert siedziałam na krześle. Przypomnij sobie te nasze wszystkie seksualne eksperymenty. To była zabawa. ON: – Piliśmy nawet wodę fryzjerską i pokrzywową. Nie dlatego, że nie mieliśmy na gorzałę, ale dla nowego doświadczenia. ONA: – Twoja babcia kupowała ci krople Inoziemcowa, które dla zdrowia mieszałeś z wodą fryzjerską. ON: – A pamiętasz, jak Piotrek, Śmie je się przyszedł rano i zdzierając sobie palce, tarł gałkę muszkatołową? Potem mieszał ją z miodem i kazał nam żreć. ONA: – Nawet potem jechaliśmy, Śmie ją się windą godzinę. Tak nam się wydawało. To działa?, ON: – A skąd mam wiedzieć? Tylko raz to jedliśmy. Było ohydne. Potem Piotrek w misce na środku pokoju palił skórki od bananów. Też miały walić. Usnęliśmy. ONA: – Śmierdziało. ON: – Trudno. Dzisiaj jest łatwiej. Może lepiej, że wtedy trudno było o narkotyki. Odjebałoby nam. ONA: – Dzisiaj tylko łycha. ON: – Dużo tankujesz?, ONA: – Różnie, ale co wieczór. ON: – I, kurwa, musiałaś całować te zasrane koty. Tak było fajnie. ONA: – Odpierdol się od moich kotów!, ON: – Masz jakieś nowe? Mów. ONA: – Patrz, patrz, oni najpierw fotografują jedzenie, potem siebie nad tą martwą langustą. Potem kelner im wali fotkę na tle zachodu słońca. ON: – Daj spokój, w ogóle nie rozumiem, o co w tym chodzi. To tak samo nudne jak oglądanie slajdów z wypraw górskich. ONA: – Dzisiaj już nie ma slajdów. A pamiętasz Julkę?, ON: – Pewnie. Spędzałaś z nią każdą wolną chwilę. ONA: – No, przecież nie byłeś zazdrosny. ON: – Może ty powinnaś być. ONA: – Żartujesz! Ty też?, ON: – A co?, ONA: – Kiedy?, ON: – Wtedy jak pojechałaś z nią do Kielc. Wróciłaś wieczorem i przywiozłaś ją do nas. Zmęczona poszłaś spać, a my zawiesiliśmy się na barze. Ona nie była alkoholiczką, ale trochę piła i stawała się wesoła. Śmiała się z tego, co mówiłem. ONA: – Ja ten jej śmiech pamiętam, ale nie potrafię powtórzyć. Nawet na pogrzebie prosiłam jednego z jej synów, żeby, jeśli ma nagranie, dał mi. ON: – Masz?, ONA: – Gówno. Wszystkie dzieci mnie olały. Już nie muszę kupować oleju z marychy. ON: – Zaraz! Co powiedziałaś o pogrzebie? ONA: – Bo kobieta, którą zerżnąłeś w naszym domu, umarła. ON: – Przecież ona była w twoim wieku. ONA: – Umarła w zeszłym roku. ON: – Cierpiałaś?, ONA: – Wiedziałam, że umrze, bo musiała umrzeć, taką miała francę. ON: – I mówisz, że jeszcze kogoś przeleciała. ONA: – Ty kretynie. Julka to była taka osoba, która każdego mogła przelecieć. Nie była pięknością, więc faceci jej się nie bali. Bo takich długonogich lasek to się boją. Twarz miała jak miała. Umiała się skupić na facecie, to was brało. ON: – Ale ona miała brudne majtki i to mnie zraziło. ONA: – Pierdolisz, żeby się podlizać. ON: – No, to była taka brudna biel. ONA: – Jakbyś, kretynie, miał tyle dzieci, to też prałbyś wszystko razem z kolorami. One były białe, a potem szarawe. Trzeba było nie oglądać. ON: – Ty zawsze miałaś dziwnie piękne majtki. ONA: – Ale ja mam przyjaciółkę Majkę w Sztokholmie, a ona zawsze dbała omoje udane życie seksualne. Kupowała mi piękne majtki, przez co wielce się nasyciłam fallusami. Ale i tak Julcia miała większe branie. A jak już ją przeleciałeś, to co zrobiłeś? Bo rano jej nie było. ON: – Odesłałem taksówką. ONA: – Zapłaciłeś?, ON: – Oczywiście. Przecież wiesz, jaki byłem. ONA: – Bo ona uwiodła kiedyś bardzo ważnego redaktora. Romans trwał kilka miesięcy. On był wielki i znany, ją właśnie porzucił mąż. Kretyn i nacjonalista. ON: – Zbyt szybko oceniasz ludzi. ONA: – Ten mąż. Umiem gotować?, ON: – No przecież wzięłaś mnie na śledzia siekanego z piernikiem. ONA: – Jak gotowałam, to karmiłam też ich dzieci. Bardzo to lubiły. On wracał z pracy, wąchał dzieci i darł mordę: „Znowużarły czosnek!”. I było na mnie. ON: – Nie zbaczaj z wątku. ONA: – No dobrze, pierdol się. Mieli romans. On dzwonił do niej około jedenastej wieczorem, że jej pożąda. Na co Julcia: „Niemogę do ciebie przyjechać”. Redaktor: „Weźtaryfę, a jeszcze zajedź do nocnego i kup flaszkę. Oddam”. Jechała, kupowała, ruchała się i… przychodziła domnie. Pomagałam jej. O kurwa, ale się rozkleiłam. Ale twierdziła, że on był dobry w łóżku. ON: – On jest bardzo utalentowany, ale skąpiec. Mówiłaś o ostatnim jej romansie. ONA: – Jeśli miała przed śmiercią, to dobrze. Ale ona miała też metodę. Taką jak z tobą. ON: – Odpierdol się. Wydawało mi się, że sama ją podstawiasz. ONA: – Gówno prawda, wcale nie chciałam, żebyś mnie zdradził. Julcia miała taki chwyt. Najpierw uwodzi kobietę. Jest urocza, niespecjalnej urody, ciekawa nowej przyjaciółki. Wiem, bo jedyna w bloku naUrsynowie miałam telefon. Ja szłam na randkę, a ona, dbając o moje dziecko, godzinami gadała ze swoją nową przyjaciółką Sreberko. Potem przeleciała jej męża i zakochała się w nim. Dlatego cię nie ustrzegłam. Ale nieboszczkom i nieboszczykom daruję. ON: – Nie nudź. A co u Janusza?, ONA: – Umarł. ON: – Spierdalaj. Umarł najcudowniejszy facet świata. Pamiętam, jak siedzieliśmy w twojej balii. I przyszli Niemcy, że chcą popływać i za ile. A napierdolony Janusz krzyczy: „Najn, priwate, nur fir Jude”. Zesrali się i poszli. ONA: – No to już po dowcipach. A nie nazywaj mojego statku balią. ON: – A co z balią?, ONA: – Sprzedałam. A co, myślisz, że potrafię żyć bez ciebie? Pływać bez ciebie? Być na jeziorach bez ciebie?, ON: – Myślałem, że kochasz ją bardziej niż mnie. ONA: – Może… ON: – Przez erzet czy z kropką?, ON: – Co z tym ostatnim romansem?, ONA: – Też dziennikarz. Stary numer z rozkochaną żoną. Julcia powiedziała, że to ostatni mężczyzna jej życia. ON: – Wiesz, że nie była dobra w łóżku. ONA: – Ale miała zdolność uwodzenia. Ja to wiedziałam od zawsze. Wiesz, że na koniec uwierzyła w Boga?, ON: – Jak byś miała raka, też byś klęczała. ONA: – Nie. Moja rodzina umiera w demencji. O Bogu sobie nie przypomnę. A ty, skąd ty jesteś? ON: – Bo chcę cię spytać, czy mnie kochasz? ONA: – Nie rób z siebie durnia, przecież to się czuje przez skórę, przez wąchanie i przez usta, jeżeli już nawet się nie rucha. Ruchanie jest potrzebne w młodości, a przytulaństwo na starość. ON: – Z tym młodzieńczym ruchaniem to sobie nie żałowałaś. ONA: – I nie żałuję do dziś. Mam trzy koty i dwie kotki. Razem pięć. Taką normę kiedyś wyznaczyłeś. No tak, pięć. ON: – Odrobaczasz?, ONA: – Oczywiście. Kotek, odrobaczam co trzy miesiące. ON: – Bo pamiętasz, że zawsze wszystkie koty całowałaś po pysku. ONA: – No tak…

miękko

ON: – Imiałaś owsiki. I wtedy, właśnie wtedy zaswędziało cię w pupie. To się nazywa odbyt i puściłaś linkę. Musiałaś się poskrobać w dupę, kiedy ja wisiałem na linie w górach? Puściłaś mnie z powodu całowania kotów i podrapania się w środek dupy. Owsiki swędzą. Niech cię cholera weźmie! Podrapałaś się w górach, a ja spadłem na półkę i zabiłem się. Ale co się nażyłem z tobą, to moje. Pa. ?? [email protected]

Foto popis| ON: – No, a potem puściłaś „Obladi,oblada”, a ja grzecznie szurałem nogą. ONA: – O Boże, ona zaraz wyjebie się na tych, AVEVALUE| 47753

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.