Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Amerykańska zaraza

numer 2/2015

Korpohorror.

Jako przedstawicielka skrajnej lewicy, znana z głoszenia ekstremistycznej tezy, że to CIA, a nie FSB torturowała ludzi na Mazurach, chciałam zaapelować do innych lewicowców: olejcie Rosję. Olejcie Ukrainę. Olejcie Putina, Poroszenkę, banderowców i Prawy Sektor, Donieck i Ługańsk, olejcie nawet Ławrowa. Nic, co dzieje się na wschodzie, tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Jedyną rzeczą, która ma dziś znaczenie, jest tajny proces negocjacji umowy o wolnym handlu między UE i USA.

Umowa zwana TIPP – Transatlantyckie Partnerstwo Handlowe i Inwestycyjne – reklamowana jest jako cud, który powoła do życia największą na świecie strefę dobrobytu, mekkę rynkowej szczęśliwości obejmującą 800 milionów konsumentów. I tak właśnie przedstawiają ją te nieliczne polskie media.

„Dla konsumentów z Polski nadchodzą czasy dobrobytu. Rozmowy między Unią Europejską a USA ws. transatlantyckiego partnerstwa handlowego i inwestycyjnego (TTIP) wkraczają w decydującą fazę. Powstanie największa strefa wolnego handlu na świecie. Zdaniem ekonomistów ta umowa to wielka szansa dla Polski, porównywalna nawet z wejściem naszego kraju do Unii Europejskiej” – donosiła bezmyślnie, ale za to z entuzjazmem „Wirtualna Polska”, ale jedynym „ekonomistą”, którego mogła zacytować, był niejaki Zuber, który zaistniał jako doradca premiera Marcinkiewicza. „Zakupy w USA będą tańsze! Umowa UE z USA wielką szansą dla Polski” – ekscytowała się WP, przekonując, że najważniejszym efektem TIPP będzie to, iż „przeciętnemu Kowalskiemu” (który, jak wiadomo, namiętnie kupuje najróżniejsze rzeczy w Ameryce) „odpadną koszty ceł”. Koszty ceł są już praktycznie nieistniejące, zwłaszcza z punktu widzenia ewentualnego Kowalskiego: za indywidualnie sprowadzane towary do 200 dolarów cła nie ma w ogóle, do 850 dolarów wynosi 2,5 proc. Ale nie to jest najważniejsze.

Najważniejsze jest to, że TIPP, nazywana powszechnie „umową o strefie wolnego handlu”, ma służyć zniesieniu archaicznej zasady, iż o tym, co wolno, a czego nie wolno w danym kraju – także w zakresie gospodarki – stanowi prawo uchwalane przez parlament wybrany przez wszystkich obywateli w powszechnych, równych i wolnych wyborach. Niektórzy nazywają to demokracją.

W ramach tej staroświeckiej zasady parlament ustala, np. prawa pracowników i obowiązki przedsiębiorców. Zasady legalnego zatrudnienia. Wysokość podatków oraz składek zdrowotnych i emerytalnych. Płacę minimalną. Przepisy regulujące dopuszczanie na rynek żywności i leków. Prawa i obowiązki firm korzystających ze środowiska naturalnego, koszty i kary związane z jego zanieczyszczaniem. Ustala także, jakie usługi publiczne państwo ma obowiązek świadczyć obywatelom. Zasady funkcjonowania publicznego szkolnictwa i lecznictwa. Regulacje działalności banków. Zasady ochrony prywatności obywateli. I tak dalej. W istocie rzeczy, ustala wszystko, co decyduje o życiu codziennym zamieszkujących je ludzi. Wiem, że to banalne zauważenie, ale warto je uczynić. Już wkrótce bowiem może być zupełnie inaczej.

Głównym zadaniem TIPP ma być „zlikwidowanie pozataryfowych barier inwestycyjnych”. Pod tym enigmatycznym określeniem kryje się wszystko, co korporacje uznają za przeszkody w zarabianiu pieniędzy – czyli właśnie wszelkie standardy pracownicze, konsumenckie, ekologiczne, a także cały system usług publicznych oraz finansujące je podatki. I nie, nie histeryzuję…

Za ideą podpisania takiej umowy stoi nieopisanie elitarny klub zwany Transatlantyckim Dialogiem Gospodarczym (TransAtlantic Business Dialogue – TABD), składający się z szefów największych korporacji w USA i Europie. Od połowy lat 90. podejmował on wysiłki na rzecz połączenia UE i USA w jeden organizm gospodarczy – co w praktyce oznacza zmuszenie Europy do rezygnacji ze standardów, które stanowią o jej tożsamości i narzucenie jej ultraliberalnych zasad rządzących Ameryką. Wiemy o tym z przecieków, albowiem negocjacje są tajne. Do treści poszczególnych postulatów – formułowanych przez reprezentantów TABD – nie mają dostępu ani parlamentarzyści krajów Unii, ani członkowie Kongresu USA. Wybrani członkowie rządów państw unijnych mogą zapoznawać się z nimi w warunkach najwyższej tajności, a Komisja Europejska, w absurdalnym ruchu trącącym czkawką z okresu zimnej wojny, naznaczyła dokumenty tajnymi symbolami, żeby w razie przecieku ustalić jego źródło.

Można zrozumieć jej motywację. Negocjacje nad podobnymi umowami już dwukrotnie wyleciały w powietrze, po tym jak europejskie społeczeństwa dowiedziały się, co się im szykuje: w połowie lat 90. protesty zatrzymały podpisanie umowy MAI, która miała połączyć kraje OECD, kilka lat temu padła ACTA. Której najważniejsze – i najbardziej oprotestowane – zapisy, nawiasem mówiąc, mają się znaleźć także w TIPP.

Kluczowe zmiany dotyczą jednak standardów ochrony konsumentów, które są bardzo wyśrubowane w Europie, a praktycznie nie istnieją w Stanach. Oczywiście oczekiwanie korporacji jest takie, żeby „standaryzacja norm” polegała na równaniu w dół. Np. w Europie obowiązuje zasada ostrożności, zgodnie z którą to producent musi udowodnić, że używany przez niego środek nie jest szkodliwy. W USA zakazuje się tylko tych środków, których szkodliwość została dowiedziona. Toteż na europejskiej liście substancji zakazanych jest 1300 pozycji, a w Stanach na poziomie federalnym – 12. Jak łatwo się domyślić, wielki biznes prący do podpisania TIPP nie przewiduje rozszerzenia listy amerykańskich zakazów, tylko wręcz przeciwnie.

Podobnych postulatów równania w dół można wymieniać dziesiątki. 70 proc. żywności sprzedawanej w amerykańskich supermarketach jest modyfikowanych genetycznie. W europejskich supermarketach GMO praktycznie nie ma, a ci nieliczni producenci, którzy stosują modyfikacje, muszą informować o tym na metkach. Rząd USA oczekuje zmiany polityki europejskiej w tej mierze.

Europejskie regulacje z 2009 r. z wielką surowością traktują stosowanie pestycydów. Strona amerykańska zapowiedziała, że będzie domagać się rozluźnienia tej polityki, aby uczynić ją „możliwie najmniej uciążliwą” dla biznesu. Europejskie normy dotyczące substancji zaburzających układ hormonalny a priori eliminują z europejskiego rynku 40 proc. produkowanej w USA żywności. Amerykańscy producenci domagają się zniesienia tych norm. Ponad 90 proc. amerykańskiej wołowiny zawiera hormon wzrostu, który może wywoływać choroby nowotworowe u ludzi. Jej import jest w UE zakazany od 1988 r. Amerykanie zaliczają ten przepis do „zbędnych barier w handlu”. W USA kurczaki i indyki standardowo oczyszcza się za pomocą chloru – w Europie jest to zakazane od 1997 r. Amerykańskie firmy żądają zniesienia zakazu. I tak dalej.

całość na łamach

Wasze komentarze 11 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • to co opisuje tu autor/autorka? jest niestety calkowicie prawdziwe i jeszcze raz niestety, tylko czubkiem gory lodowej. Moglbym wymienic jeszcze wazniejsze zapisy tej Umowy. Czytelnik w Polsce jest informowany o TIPP w bardzo niewielkim zakresie, w to o czym pisze autor/autorka, nie wierzy sie. W niemieckiej prasie mozna przeczytac obszerniejsze relacje o TIPP. I bez przesady: TIPP jest koncem europejskiej niezaleznosci. Byc moze zachodnioeuropejscy obywatele wychodzac masowo na ulice uchronia nas przed TIPP. Nie sadze aby w Polsce powstal jakikolwiek ruch przeciw TIPP. Proamerykanska dusza Polaka nie pozwoli.Pozdrowienia!

  • sorry, doczytalem ze to autorka 🙂 Pani Agnieszka – przepraszam

  • Nieprawda. Propaganda jak za komuny. W Europie są bzdurne przepisy, które wszyscy omijają. W Ameryce konkurencja patrzy na ręce. Spróbuj sprzedawać podróbkę bez informacji. Zgnijesz w sądzie. Zatrujesz się hamburgerem? Masz million dolarów w kieszeni – 90% bez rozprawy sądowej. W firmie produkujesz związki toksyczne? Nie można ich tanio zutilizować? Są miejsce do składowania. Ale zawsze, do końca życia są twoje. Musisz płacić miesięcznie za ich pilnowanie. Nawet bankructwo nie pomoże.Itd. Kupię spodnie, zrobię dziurę, brudne odnoszę do sklepu – zwracają pieniądze bez pytania. Niektórzy robią tak zawsze jak im się nie chce prać…Niech się autorka poduczy. Mniej przepisów lepiej. Od tego są sądy – odszkodowania w US są 100 razy większe. I to jest najlepsza regulacja.

    • Masz racje. W Europie ,regulacje pozwalaja politykom na kontrole wszystkiego.
      Tez mieszkam w Stanach i widze jak to wszystko dziala.Bez zbednych regulacji.
      Ale do tego Europie a w szczegolnosci Polsce ,bedzie potrzebnych wiecej Adwokatow.
      Niestety ,wlasnie regulacje ograniczaja ich ilosc.

    • A jak benzyna sie skonczy to kupuja nowy samochod.

    • Nie od dziś wiadomo, ze jankesi mają prawo od czapy. Dziecko może zastrzelić matkę, bo ma z czego, dzieci wsadza się do więzienia i skazuje na kare śmierci, dostaje się odszkodowania za to, ze się człowiek z własnej winy obleje gorącą kawa… I jest się z czego cieszyć? Niech sie jankesi odwalą od Europy.

    • Nie od dziś wiadomo, ze jankesi mają prawo od czapy. Tam można dziecko skazać na więzienie a nawet na śmierć.Można dostać odszkodowanie za to, ze się sam człowiek poleje gorącą kawą, bo nie było na niej napisane, że jest gorąca i nie można jej wylewać na ciało. Niech jankesi się odwala od Europy a Wiesiek niech dalej żre amerykańska włłowine.

    • U mnie rodzina mieszka w USA.
      Masz rację w tym, że zwykli amerykanie pozywa przed siebie, na każdą okazję. Spadł u was w gościnie – podał cię do sądu. Człowiek wpadł na was – pozwany. Spojrzeli przypadkowo na dziewczynę – podała do sądu za seksizm. Dziecko płakał – podali do sądu. Pies raz szczekał – przez sąd jej wycina się struny głosowe… itd.
      Ale zapominacie innego, o to autor i mówi… spróbuj złożyć do sądu, dużej firmy lub firmy, lub na działania przedstawicieli władz… jesteś skazany… nawet jeśli dziecko zatruł się i trafił do szpitala… wszystko decydują pieniądze, a ten praw w USA, u kogo ich więcej….

  • Wpierdalam Amerykanska wolowine od 30 lat i mi nic nie jest ,w tm samym czasie w Polsce zmarlo na raka szescioro czlonkow mojej blizszej i dalszej rodziny.Wiec przestancie pieprzyc glupoty ze wolowina Amerykanska jest rakotworcza.

  • Zgadzam się z Krzysztofem. że „Proamerykanska dusza Polaka nie pozwoli” Proszę przeczytać wpisy Wieśka11 i Merlina. Proste!

  • Dzięki za artykuł.
    Chciałbym dowiedzieć się, czy określone w TTIP kwoty na handlu pewnymi rodzajami towarów… po prostu jest to kolejny z ukrytych sposobów przechwytywania rynku zbytu”.
    A w ogóle u nas, w Rosji wrażenie… że ostatecznym celem wszystkich ostatnich wydarzeń (i lobbing TTIP) jest zniszczenie więzi gospodarczych Europy i osłabienie potencjalnego konkurenta w osobie UE, i co najważniejsze – redukcja euro jako główna alternatywa dla dolara.