Motto tygodnia: Ele-mele-dudki, dudki-ele-mele, zastrajkują nauczyciele.

Alarm dla miasta Warszawy

numer 11/2019

Czego nauczy się młodzież szkolna, gdy wszyscy odpowiedzialni za jej edukację łżą?

We wrześniu do szkół średnich pójdą, jak wiadomo, 2 pełne roczniki. Czyli ci, co kończą gimnazja i podstawówkę. Zamiast 380 tysięcy uczniów szkoły na 3 lata będą musiały przyjąć prawie 750 tysięcy młodych osób. Ich młodsi koleżanki i koledzy wciąż będą mieli przesrane, ucząc się w klasie VII i VIII po 7-8 godzin dziennie.

 

Przygotowania do wojny

Dlatego Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego, opowiada w mediach, że kwietniowy strajk w szkołach będzie o to, „co jest rzeczą dzisiaj najważniejszą, czyli aby edukacja w Polsce była dobra, nowoczesna, otwarta na dziecko i przyciągała absolwentów uczelni”.

Można by zatem zrozumieć, że nauczycielom chodzi o to, żeby programy szkolne były dobre, a nie przeładowane. Reguły funkcjonowania szkół jasne, a zasady finansowania kadry pedagogicznej takie, żeby w szkołach uczyli najlepsi.

Tymczasem to pic na wodę. Pytanie w referendum strajkowym nie wspomina ani o uczniach, ani o programach. Brzmi: „Czy wobec niespełnienia żądania dotyczącego podniesienia wynagrodzeń zasadniczych nauczycieli, wychowawców, innych pracowników pedagogicznych i pracowników niebędących nauczycielami o 1000 zł z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 r. jesteś za przeprowadzeniem strajku począwszy od 8 kwietnia?”.

Na tym hipokryzja się nie kończy. Broniarz biega bowiem po mediach i opowiada bojowe kawałki. Raz to, że „szykujemy się na wojnę w obronie uczniów i szkoły”, a raz że „Clausewitz mawiał: chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Decyzja o tym, jak długa i jak bolesna będzie ta wojna, zależy tylko i wyłącznie od premiera Mateusza Morawieckiego”.

Tymczasem o bojowości tak Broniarza, jak nauczycieli przez czas rządów PiS nie da się powiedzieć wiele dobrego.

 

Łamistrajki deformatorskie

Gdy w listopadzie 2015 r. minister Zalewska tuż po zaprzysiężeniu na ministra edukacji narodowej zapowiedziała likwidację gimnazjów w roku 2017, ZNP specjalnego zainteresowania tą enuncjacją nie wykazał. Pół roku później Zalewska ogłosiła, że będzie 8-klasowa szkoła powszechna, 4-letnie liceum i technikum jak za PRL, czyli to, o czym media informowały od kilku miesięcy. Broniarz był zaskoczony. Wzywany przez media do tablicy mówi, że „nie zgadzamy się na nieprzemyślane reformy! Szczegółowo analizujemy dostępne na chwilę obecną propozycje ministerstwa edukacji”.

Przez kolejne miesiące Zalewska pchała ustawy przez rząd do komisji sejmowych. ZNP czuł się „nie skonsultowany”, zapowiedział więc, że w październiku pokaże MEN moc, wyprowadzając 25 tysięcy nauczycielskich demonstrantów na ulice. Wyprowadził – zdaniem mediów – 2,5 tysiąca. W związku z tym Zalewska wiedziała, że w mieszaniu w oświacie ma wolną rękę.

Następnie Broniarz postanowił udowodnić, że z jego organizacją trzeba się jednak liczyć. Skrzyknął zatem na listopad 50 tysięcy demonstrantów. Do stolicy dojechała niecała połowa z nich. Jak każde antyrządowe tuptanie uliczne, protest został przez władzę olany.

Widząc, że środowisko nauczycielskie nie kiwnie palcem przeciwko „reformie Zalewskiej”, Sejm zaklepał w grudniu 2016 r. w formie ustawy wszystko, czego pani minister chciała.

Gdy wszystko było pozamiatane, obudził się Broniarz i krzyczał, że jeśli PiS się nie cofnie, to w marcu będzie strajk. Zalewska miała widać lepsze badania nastrojów nauczycieli i wiedziała, że to blef. Miała rację. Choć Broniarz zaklinał się, że chęć strajkowania wyraziło 50 proc. szkół i przedszkoli, to gdy przyszło w marcu co do czego, to zamkniętych było nieco ponad 10 proc. placówek. Pewnie dlatego, że Zalewska zdążyła ogłosić, że w ciągu najbliższych trzech lat wynagrodzenie nauczycieli wzrośnie o 15 proc.

W tej sytuacji Broniarz musiał robić dobrą minę do własnej gry. Ogłosił więc zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie reformy oświaty. Reformy, która ruszyła i zaczęła przemianowywać szkoły oraz zaklepywać nowe programy i podręczniki. Dlatego wniosek referendalny PiS posłało do kosza.

Ponieważ zbliżał się 1 września 2017 r., to Zalewska spacyfikowała resztki bojowości nauczycielskiej obietnicą „500 plus” dla każdego nauczyciela dyplomowanego.

Deforma oświaty niszczyła polską edukację już trzeci rok, ale nauczycielom to nie przeszkadzało, aż do momentu gdy okazało się, że policjanci wytargowali 1000-złotowe podwyżki.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.