Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

Autor
Michał Marszał

A imię jego Lewandowski

numer 51-52/2017

Tajne osiągnięcie nauki polskiej.

9 października 2017 r. Robert Lewandowski obronił pracę licencjacką zatytułowaną „RL9. Droga do sławy”. 3-letnie studia ukończył w zaledwie 10 lat, zdobywając na koniec – jakże by inaczej – same piątki i wyróżnienie.

Pierwotnie piłkarski orzeł miał bronić się w sobotę, lecz ze względu na zawody kopane rangi międzynarodowej uczelnia przełożyła egzamin na poniedziałek. Po krótkim posiedzeniu za zamkniętymi drzwiami, na którym nie widzieć czemu to nie Lewandowski przepytywał komisję z wiedzy o Lewandowskim, lecz odwrotnie – kopacz rozdał autografy i w towarzystwie policji odjechał limuzyną.

„Wymyśliłem, że student Lewandowski napisze o wielkiej gwieździe Lewandowskim. Pisał więc w trzeciej osobie, jakby z zewnątrz” – tłumaczył mediom promotor pracy naukowej futbolisty Maciej Słowak.

„Były tam wątki bardzo mocno osobiste, o rodzicach, wsparciu od mamy, żony” – zachwycał się recenzent Marek Rybiński.

 

Witaj, szkoło

Choć niemiecka prasa szydziła, że w Polsce można w taki sposób zdobyć wyższe wykształcenie, najpewniej robiła to z zazdrości. Lewandowski stworzył bowiem swą pracą nowy nurt w nauce światowej. „Dziś w studiu znany lewandolog, prof. Robert Lewandowski, dziekan Wydziału Lewandologii Stosowanej, wybitny znawca życia Roberta Lewandowskiego, specjalista w zakresie analizy lewandologicznej, laureat Nagrody Lewandowskiego, zwanej przez lewandologów »lewandologicznym« Noblem” – darli łacha internauci i sugerowali, aby pracę magisterską piłkarz napisał o żonie, doktorat o dziecku, a habilitację o całej rodzinie.

Aby nie wyjść na złośliwca, który z zawiści dla bogactwa i sławy podważa pęd sportsmena do wiedzy, postanowiłem zapoznać się z treścią jego pracy.

– Jahwe, gdzie popełniłem błąd?! – wyłem wielokrotnie załzawiony do Księżyca, czytając doniesienia o tym, że Lewandowski zarabia w godzinę tyle, ile ja w miesiąc. Liczyłem, że jego twórczość otworzy mi oczy, a na odmianę łajdackiego losu jeszcze nie jest za późno.

Niestety mimo 2-krotnego wysłania do piłkarza prośby o dostęp do pracy, nie raczył odpisać. Zwróciłem się więc z wnioskiem do uczelni, którą ukończył – założonej w 2002 r. Wyższej Szkoły Edukacja w Sporcie, mającej wśród absolwentów inne sławy, np. skoczka śnieżnego Piotra Żyłę oraz rzucającą ciężkimi przedmiotami Anitę Włodarczyk.

 

Absolutnie niedostępna

Zwyczajowo gdy do tej pory chciałem zapoznać się z czyjąś pracą dyplomową – np. doktoratem Jarosława Kaczyńskiego, który cytował w swojej pracy publikację Jerzego Urbana – łaziłem po uczelnianych czytelniach i mimo oporów dostawałem do łap wydruki. Tym razem udostępnienia pionierskiego dzieła odmówiła mi najpierw pracownica biblioteki WSEWS, a następnie dziekanat.

– Praca Roberta Lewandowskiego jest w tej chwili absolutnie niedostępna. Do grudnia 2018 r. uczelnia ma czas na opublikowanie jej w Ogólnopolskim Repozytorium Pisemnych Prac Dyplomowych POL-on. I tam proszę się z nią zapoznać – usłyszałem.

Jako że grudzień 2018 r. mam już zajęty, bo być może uda mi się dostać na USG z NFZ, postanowiłem nie składać broni i z „Drogą do sławy” Lewandowskiego zapoznać się wcześniej. W tym celu użyłem podstępu i za bombonierę wynająłem studentkę Wydziału Nauk o Żywności Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Miała stawić się w bibliotece WSEWS i powiedzieć, że chce napisać pracę o odżywianiu sportowców. A że Lewandowski jest sportowcem wybitnym, koniecznie musi jego osiągnięcia na tym polu przeanalizować. Moja pomocnica została pogoniona spod regałów – jak przystało na uczelnię sportową – w tempie sprinterskim. Usłyszała, że dostęp do pracy Lewandowskiego jest kategorycznie wzbroniony, a na jej pokazywanie zgody nie wyraził promotor. Co do prac bardziej pospolitych studentów, zgoda na wgląd jest możliwa – trzeba jednak najpierw napisać do menedżera uczelni (to jakiś nowy tytuł? Men. dr hab.? – przyp. M.M.) i wyjaśnić, czego się chce i dlaczego.

 

Celebrytologia doświadczalna

Jednym z wielu powodów lichego rozwoju polskiej nauki może być utrudnianie młodzieży dostępu do najnowszych osiągnięć – kombinowałem. Co z tego, że po 41 latach od obrony mogłem zapoznać się z przestarzałym doktoratem Kaczyńskiego, skoro dla postępu istotniejsza wydaje się możliwość poznawania przez studentów najnowszych prac, najlepiej bez ruszania się sprzed komputera. Wielkie wynalazki rzadko tworzone są dziś przez wybitne jednostki. Częściej współtworzone są przez grupy. Oczywiście wszystko powinno odbywać się z poszanowaniem cudzych praw autorskich – ale te i tak trudno dziś naruszać, bo każda praca trzepana jest wnikliwie przez systemy antyplagiatowe.

Stworzony za 26 mln zł system POL-on, mający zmodernizować rodzimą naukę m.in. poprzez zbieranie w jedną bazę prawie 200 tys. pisanych u nas rocznie prac dyplomowych, przeciętny student może sobie jednak w dupę wsadzić.

„Prace zamieszczone w ogólnopolskim repozytorium pisemnych prac dyplomowych nie są ogólnodostępne, a ustawa określa podmioty, które mają dostęp do prac zamieszczonych w repozytorium, ograniczając go do promotora pracy dyplomowej oraz członków Polskiej Komisji Akredytacyjnej” – usłyszałem w biurze rzecznika Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Czyli wbrew obietnicom władz WSEWS licencjatu Lewandowskiego nie przeczytałbym nawet w grudniu 2080 r. Może go sobie za to pooglądać promotor, który już pracę widział.

 

Mam maturę i kursa niektóre

Wnerwiony na wielotygodniowe wodzenie mnie za nos, postanowiłem zainteresować się dokładniej Wyższą Szkołą Edukacja w Sporcie i zadać jej władzom kilka pytań:

„1. Czy prawdą jest, że komisja egzaminacyjna podczas egzaminu pana Lewandowskiego była przebrana w stroje reprezentacji Polski?

2. Czy prawdą jest, że zarówno promotor pracy pana Lewandowskiego, jak i jej recenzent posiadają wyłącznie tytuły magistrów, a tytułami profesorów posługują się, bo są profesorami uczelnianymi?

3. Czy prawdą jest, że w Państwa uczelni można bronić prace dyplomowe przez program Skype?

4. Czy szkoła otrzymuje jakiekolwiek dofinansowanie ze środków publicznych? Jeśli tak, proszę o podanie wysokości dofinansowania za ostatnie 5 lat”.

W zamian otrzymałem bodaj najdziwniejszy e-mail w całej swej dziennikarskiej karierze (pisownia oryginalna): „W odpowiedzi na Pana pytania skierowane na adres Uczelni uprzejmie informuję, iż władze Wyższej Szkoły Edukacja w Sporcie z dużą estymą podchodzą do wizerunku naszej Uczelni oraz w sposób szczególny dbają o ochronę wizerunku i prywatności studentów oraz jej pracowników. Jako Uczelnia jesteśmy otwarci na możliwości potencjalnej współpracy w różnych dziedzinach oraz z nowymi partnerami, ale niestety Pana pytania nie są związane z tematyką wykształcenia polskich sportowców, a to nie daje nam możliwości nawiązania owocnej współpracy.

Z poważaniem

Ewa Kaczorek-Witterstejn, rzecznik prasowy”.

 

Student w studenta

Gdy na początku lat 90. wmawiano młodym ludziom, że po ukończeniu płatnych studiów na Wyższych Szkołach Turystyki, Języków Obcych, Biznesu i Wizażu będą cieszyć się estymą i możliwościami nawiązywania owocnej współpracy, w Polsce rozpoczął się wielki boom na kształcenie. W 1991 r. było u nas 400 tysięcy studentów, 15 lat później – prawie 2 miliony. Dziś na wszelkiego rodzaju rodzimych uczelniach wyższych kształci się 1,3 miliona osób. Ze względu na niż demograficzny prywatne placówki walczą o klienta, ale na ratunek przychodzi im młodzież z Ukrainy – mamiona tym samym mitem. Według badań CBOS 51 procent Polaków w wieku od 25 do 34 lat uważa, że dyplom wyższej uczelni ma dziś małą wartość na rynku pracy. Nie ma w tym oczywiście żadnej winy Roberta Lewandowskiego, który zrobił to, na co pozwala system – płacił, dopełnił procedur i dostał kwit. A lewandologiczne dzieło „RL9. Droga do sławy” opublikuje zapewne w formie poradnika dla półgłówków i jeszcze na tym zarobi.

Na prestiżowej liście szanghajskiej, będącej rankingiem najlepszych szkół wyższych na świecie, Uniwersytet Warszawski został w tym roku sklasyfikowany w czwartej setce, a Jagielloński w piątej. Żadna inna polska uczelnia na listę się nie dostała.

 

MICHAŁ MARSZAŁ

Wasze komentarze 17 komentarzy

Odpowiedz na „LawonokAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.