Motto tygodnia: Myśliwce F-35 – zakupy do dupy.

5 metrów do wolności

numer 2/2019

Żeby wieśniacy nie zerwali się ze smyczy, psy zostaną na łańcuchach.

Projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt to dzieło posłów prawych i sprawiedliwych. Do Sejmu trafił pod koniec 2017. W pierwotnej wersji zawierało zakaz hodowania zwierząt futerkowych i cyrkowych, uboju rytualnego, a także trzymania psów na łańcuchach.

Liczba psów w Polsce przekracza 7 mln, z czego 60 proc. bydli się na wsi. Większość wiejskich burków – w przeciwieństwie do miejskich rasowców – szczeka na uwięzi. Abolicja uradowałaby zatem znaczącą populację wyzwoleńców, lecz program „Łańcuch plus” nie przyniósłby takich korzyści jak „500 plus”, bo choć czworonogi zostały włączone do wspólnoty moralnej, to są daleko za Murzynami i wciąż nie posiadają praw wyborczych. Mają je za to ich właściciele. A

mieszkańcy wsi rodzaju ludzkiego uważają, że psi rodzaj nie jest zdolny do pojęcia umowy społecznej, wobec czego nie może być traktowany jako zdolny do egzystencji na wolności. Inaczej mówiąc, nie wyobrażają sobie kundla bez łańcucha. Ergo: wyzwolenie psów zniechęciłoby wiejski elektorat do głosowania na PiS.

Partia w porę dostrzegła to zagrożenie i przed wyborami samorządowymi prace nad projektem przerwano, mimo że podpisał się pod nim sam naczelnik. Wynik elekcji, zwłaszcza w większych miastach, nie był zachwycający i prezes tysiąclecia zrozumiał, że aby uzyskać większość konstytucyjną, trzeba pozyskać wyborców centrowych, czyli dopuszczających myśl, że pies nie jest wyłącznie szczekającym przedmiotem. Zarządził drugie podejście do noweli.

 

PiS łańcuchowy

Partyjni stratedzy przeprowadzili wnikliwą analizę.

Całkowita rezygnacja z łańcucha nie wchodziła grę, ale jaki rozmiar łańcucha zadowoli elektorat prawicowy, jednocześnie nie płosząc centrowego? Nad odpowiedzią głowiły się najtęższe umysły dobrej zmiany. Po głębokim namyśle zaproponowały, aby minimalna długość uwięzi wynosiła 8 m, o 5 m więcej niż w obecnie obowiązujących przepisach, co miało być wyraźnym ukłonem w lewą stronę. Z matematycznych symulacji wynikało jednak, że tak długi łańcuch byłby cięży od czworonoga, co z pewnością nie poprawiłoby dobrostanu zwierzęcia, a co gorsza wywołałoby oburzenie centrowców. A i wiejska konserwa nie byłaby szczęśliwa z powodu konieczności wydawania dodatkowych środków na uwięź dla stwora.

Wyliczenia długości łańcucha w funkcji przepływu elektoratu trwały długo. Wreszcie ustalono, że łańcuch zapewniający powodzenie w wyborach musi mieć minimum 5 m, ale jednocześnie nie może ważyć więcej niż 1/4 masy przymocowanego doń psa. Taki zapis znalazł się w nowej wersji projektu zmiany ustawy o ochronie zwierząt. „Najczęściej występującą formą uwięzi dla psów są łańcuchy. W wielu przypadkach nie odpowiadają one ustawowym wymogom, nadto są ciężkie, odkształcają kręgi szyjne, często wrastają się w szyję, a zimą do niej przymarzają – co stwarza zbędne cierpienie dla psów. Chcemy poprawić los zwierząt” – czytamy w uzasadnieniu, ale wiadomo, że panującej partii nie los zwierza, lecz narodu wybranego leży na sercu.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.