Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

Pan Mateusz

numer 35/2018

Jak Morawiecki z kolesiami wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej.

„Ja sam negocjowałem przystąpienie Polski do Unii Europejskiej 20 lat temu i doskonale wiem, jak w Unii Europejskiej negocjuje się najlepsze transakcje” – powiedział premier na wiecu wyborczym w Sandomierzu, co wzbudziło powszechne rozbawienie.

Morawiecki nie mógł niczego negocjować. W Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej (UKIE) pracował na stołku zastępcy dyrektora departamentu ds. negocjacji akcesyjnych zaledwie przez kilka miesięcy – od lutego do listopada 1998 r. Tymczasem negocjacje rozpoczęły się 10 listopada 1998 r. w Brukseli. Pierwsze spotkanie polskiej delegacji pod przewodnictwem głównego negocjatora Jana Kułakowskiego z ministrami UE miało charakter kurtuazyjny i trwało zaledwie 45 minut.

Gdy rozpoczęły się właściwe – żmudne i wyczerpujące – negocjacje, Morawiecki zdezerterował. Zamiast pracować na chwałę Rzeczpospolitej i narodu, przeszedł na stronę banksterów, gdzie znalazł lepiej płatną posadę jako doradca prezesa Banku Zachodniego.

Skoro premier przypisuje sobie zmyślone sukcesy, warto przyjrzeć się bliżej, jak wyglądała wówczas integracja z Europą. Okazuje się bowiem, że na kluczowych stanowiskach ulokowano dyletantów i nieudaczników, którzy dzisiaj znowu są u władzy.

Rządziła koalicja AWS-UW, czyli teraźniejsze PiS i Platforma. Towarzystwo żarło się niemiłosiernie, ale pęd do apanaży i przywilejów cementował kliki o sprzecznych interesach. Jedną z głównych niesnasek było to, kto miał odpowiadać za proces integracji z UE: MSZ, na którego czele stał Bronisław Geremek (UW), czy Komitet Integracji Europejskiej (KIE) z jego szefem Ryszardem Czarneckim, teraz europosłem PiS, a wówczas liderem nacjonalistycznego, antyunijnego i klerykalnego Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego (ZChN), nazywanego partią katolickich talibów.

Czarnecki był jednocześnie szefem UKIE, który miał charakter ekspercki i doradczy. To on przyjął do pracy 30-letniego Morawieckiego, bez doświadczenia w pracy w administracji. Wicedyrektorem w tym samym departamencie co Morawiecki był też (przez kilka miesięcy) obecny szef MSZ Jacek Czaputowicz.

Prawą ręką Czarneckiego w KIE i UKIE w randze ministra był niejaki Sławomir Zawadzki, który nadzorował fundusze UE i pomoc zagraniczną dla Polski. Obaj dżentelmeni stali się bohaterami jednego z największych skandali politycznych w ówczesnym rządzie.

W maju 1998 r. wybuchała awantura, gdy okazało się, że Polska straciła 34 mln ecu (ok. 40 mln dolarów) z funduszu PHARE, w ramach którego UE przekazywała bezzwrotną pomoc dla krajów starających się o członkostwo. Mało tego! Groziła nam utrata kolejnych 46 mln, ale Geremek wybłagał w Brukseli, aby więcej Polsce nie zabierano.

Opinia publiczna była wzburzona, a koalicja zawisła na włosku. Ministrowie z UW i AWS wytoczyli wobec siebie najcięższe działa, oskarżając się publicznie o zdradę i inne niegodziwości. Winnymi straty pieniędzy okazali się Zawadzki z Czarneckim, którzy nie dopilnowali, aby projekty, na które miała być przeznaczona unijna pomoc, były należycie przygotowane. Obaj zostali zdymisjonowani. Czarnecki powrócił do rządu, ale jako minister bez teki. Na czele KIE stanął premier Jerzy Buzek.

Dariusz Rosati, szef MSZ w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza tak opisywał integrację w wykonaniu Morawieckiego i spółki („Gazeta Wyborcza” z 24 sierpnia 1998 r.): „Do niedawna Polskę uważano za jednego z najlepiej przygotowanych kandydatów do Unii Europejskiej. Dziś zyskujemy opinię kraju bałaganiarskiego, kłótliwego, aroganckiego, który na dodatek nie wie, czego chce. Możemy zaprzepaścić wszystko, co z takim trudem budowano od 1989 r., by zapewnić Polsce godne miejsce w Europie. Sprawa utraty przez Polskę pieniędzy z funduszu PHARE ujawniła z całą ostrością skalę bałaganu, niekompetencji i wewnętrznych sporów, jakie narosły w naszych kontaktach z Unią Europejską. Ale nie pieniądze są w tej sprawie najważniejsze, choć 34 mln ecu to kwota niebagatelna, stanowiąca równowartość ponad 1 proc. dochodów budżetu państwa w 1997 r. Główny problem polega na tym, że nieudolność i wewnątrzkoalicyjna rywalizacja o kontrolę nad procesem integracji stały się najwyraźniej trwałym elementem polityki obecnego rządu. Grozi to nie tylko utratą kolejnych kwot z funduszów pomocy i dalszą kompromitacją. Grozi przede wszystkim tym, że wejście Polski do Unii może się opóźnić i że dokona się na gorszych warunkach niż to możliwe do wynegocjowania. Grozi także erozją społecznego poparcia dla wejścia Polski do Europy. Na naszych oczach, a także – niestety – na oczach całej Europy, rozgrywa się zdumiewające, a momentami wręcz żenujące widowisko. Nie warto już wracać do błędów popełnionych przez ministra Ryszarda Czarneckiego. W istocie nie powinny one dziwić ludzi, którzy od początku wątpili w kompetencje ministra. Nikt przy zdrowych zmysłach nie mógł oczekiwać, że Czarnecki będzie czempionem integracji europejskiej; w zamyśle swoich partyjnych kolegów z ZChN miał raczej pełnić funkcję hamulcowego”.

Widząc niekompetencję i bałagan w polskim rządzie, w czerwcu 1998 r. na szczycie UE w Cardiff kraje członkowskie wbrew wcześniejszym zapowiedziom podjęły decyzję, że nie będzie przyśpieszenia negocjacji w sprawie członkostwa Polski w UE.

Czarnecki jest dziś europosłem, jednym z najbardziej wpływowych polityków PiS, Morawiecki stoi na czele rządu, a co się dzieje z Zawadzkim? Okazuje się, że koledzy wyciągnęli do niego pomocną dłoń. Po przejęciu władzy przez PiS, w styczniu 2016 r. Zawadzki został wiceprezesem państwowego Banku Ochrony Środowiska (BOŚ). Stołek zagrzał przez zaledwie 3 miesiące, wziął sutą odprawę, a w lipcu 2016 r. został prezesem Banku Pocztowego. Niedawno występował na konferencji „Niepodległość cyfrowa. Elektroniczna komunikacja między państwem a obywatelem” w szkole Rydzyka w Toruniu, zachwalając produkty nadzorowanego przez siebie banku.

 

ANDRZEJ SIKORSKI

Wasze komentarze 10 komentarzy

Odpowiedz na „IgorAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Chuj wie, czy ta Unia to dobra czy zła?
    Jako ekonomiczna pięść pod nosem Jankesa jest dobra i potrzebna, bo same Chiny nie dadzą rady.
    Ale że Bruksela wpierdala się do polskich spraw to chuj.

    • W dupie byles i gowno widziales PiSsdzielski cwoku.

      • Zatrważające jest to, że ludziska nie rozumieją na czym polegał akces do EU i dlaczego mamy obowiązek podporządkowwać się unijnym umowom.

        • Najważniejsza jest gospodarka. Potem jakieś patrityzmy religie i takie tam. Bez UE to jak za Gomułki jabłka, cebula i ziemniaki… wczasy nad Bałtykiem

    • Przyjeżdżasz do hotelu,masz zajebisty pokój w niskiej cenie i zakaz palenia i picia w pokoju,niestety lubisz wypić i zapalić,obsługa hotelowa zwraca ci grzecznie uwagę,że nie można… powiedz mi czy to jest wpierdalanie się w twoje sprawy,czy raczej to już są sprawy hotelu i innych gości?

  • Ech, szkoda, że w Cardiff w ogóle nie zakończyli, dziś by nie było trzeba szykować Polexitu.

  • Bardzo dobrze, że jest unia. Można normalnie jeździć po Europie. Powstały drogi, rolnictwo podciągnęło się, sporo kasy w dotacjach i projektach strukturalnych. Gdyby nie unia to byśmy byli ukrainą albo zacofaną białorusią. Nie pojmuję jak można to negować. Politycy pisowi zawsze byli przy kasie a ta banda co ich popiera jest tak nieudaczna życiowo, że nędzne 500+ zaspakaja ich wszystkie potrzeby. Obym nie musiał opuszczać kraju po polexicie

    • Fakt – EU to postęp cywilizacyjny dla Polski czego nie rozumie większość pisowskich członków. Przy kasie to jest Morawiecki, jego wujo szara eminencja i jeszcze paru innych, chociaż źródła tej kasy się różnią znacząco. Reszta jak sam stwierdziłeś zaspakaja swoje potrzeby egzystencjalne za pomocą 500+. I to jest kłopot, bo ich światopogląd i doświadczenie życiowe mówią im, że ta kasa pochodzi z bankomatu.

    • Dlaczego UE dotuje urzędników łamiących prawa obywateli pod pozorem sprawowania urzędów i wspiera finansowo dotacjami sekty religijne (kościół kat) prowadzące działalność przestępczą w ramach struktur mafijnych i dopuszczające się wynaturzeń i zawłaszczania środków publicznych na masową skalę. Dlaczego tolerowane są działania antydemokratyczne tych sekt- manipulowanie i zastraszanie wrażliwych grup społecznych (l. chorzy i starzy) pod kątem wyborów. Za jakiś czas może się okazać, że UE jako współwinna (sponsor) tych przestępstw będzie musiała osobom poszkodowanym wypłacać horrendalne odszkodowania.