Motto tygodnia: Pytania Dudy to horrendum – będzie gówno, a nie referendum!

Autor
Robert Jaruga

Miauczenie schabowego

numer 48/2017

Kaczyński od kuchni.

Bardziej prawdopodobne jest to, że Kaczyński przeglądał „Atlas kotów” gospodarskim okiem, widząc na obrazkach ogromny potencjał bezpańskiego wysokogatunkowego białka, którego zasoby, jak widać, są niewystarczające, zatem być może warto sięgnąć po ten rezerwuar jeszcze dziś. Patrzył w „Atlas…” niczym w katalog zwierząt łownych, które można efektywnie zagospodarować. To logiczne i uzasadnione, zwłaszcza że Polacy mają pewne osiągnięcia na polu wykorzystania owych pasożytniczych stworzeń w celach kulinarnych.

Rekordzistą świata w jedzeniu kotów, którego wyczynu nikt dotychczas nie powtórzył, był niejaki Karol Domerz, Polak, który służąc we francuskiej armii w latach 1792-95, zjadał rocznie 174 koty. Sytuacja ta spowodowana była głodem. Gdy Domerz dostał się do brytyjskiej niewoli, zmienił nazwisko na Charles Domery i tam, oprócz kotów, jadł szczury i świece.

W Polsce mamy 7 mln kotów, które rozmnażają się i utrzymują bez niczyjej pomocy. Darmowy prezent od losu; kwestia jest tylko taka, jak po to sięgnąć, aby 2 miliony ludzi, o których wspomina raport, a nad losem których ubolewał Kaczyński z nosem w „Atlasie kotów”, skierować na właściwą ścieżkę pokarmową.

Nie ma co czekać na działania władz. Zacznijmy już dziś. Najpierw trzeba kota złapać. Najlepszy sposób to łapanie do klatki-łapki. Klatkę można wypożyczyć w fundacjach lub w gminnych Biurach Ochrony Środowiska. Klatka-łapka jest skonstruowana tak, że automatycznie zamyka się, gdy kot wejdzie do środka i nadepnie na zapadkę. Kota trzeba zwabić jedzeniem, najlepiej tuńczykiem lub szprotkami. Przynętę układamy blisko końca klatki, żeby kot, chcąc zjeść, musiał stanąć na zapadce. Robimy ścieżkę z jedzenia w klatce i na zewnątrz. Żarcia na ścieżce nie może być zbyt dużo, żeby kot nie najadł się po drodze. Czekamy na kota.

Prostszym sposobem, jednak wymagającym wysokiej jakości sprytu, jest łapanie kota na podbierak wędkarski.

Mamy już kota, ale jeszcze nie można popadać w zachwyt.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.